ANEKS V: Poplątane nadzieje społeczeństwa obywatelskiego

Importowana klasa średnia?

Kluczowym czynnikiem w procesie odrywania Polski od Wschodu po 1989 roku było przyciągnięcie zewnętrznego kapitału – społecznego, intelektualnego, finansowego, politycznego. Plan Sachsa/Międzynarodowego Funduszu Monetarnego opierał się na natychmiastowym zahamowaniu spirali hiperinflacji oraz realizacji długofalowych celów zbudowania mechanizmów, by wprowadzić kapitał i know-how do Polski. Jednym z kluczowych zadań transformacji było zatem stworzenie kapitalistycznej klasy średniej. Potrzeba było buforu i nośnika zmiany. Odpowiedni status społeczny posiadali Polacy osiadli w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej[1], a kapitał ludzki był w Polsce po 1989 roku bardzo potrzebny, wydawało się zatem, że migracja drugiego pokolenia Polaków z wysp brytyjskich do świeżo odzyskanej ojczyzny to był strzał w dziesiątkę[2].

Czy rzeczywiście? Danièle Joly uważa, że polska społeczność w Zjednoczonym Królestwie w okresie powojennym była przykładem uchodźców typu Odyseusza, dla których główny punkt odniesienia stanowiła sytuacja konfliktu w społeczeństwie macierzystym, a sednem tożsamości pozostawał antykomunizm[3]. Jednakże, jak dowodzą Agata Górny i Dorota Osipovič, choć drugie pokolenie brytyjskich Polaków miało głęboko wpojone idee odziedziczone po rodzicach, w tym silne symboliczne więzy z Polską jako etniczną ojczyzną, jednak w przeciwieństwie do pokolenia rodziców nie pielęgnowało własnych więzów z tym, co Stanisław Ossowski nazwał prywatną ojczyzną w Polsce[4].

Górny i Osipovič zauważają, że czynnikiem często wymienianym jako istotny dla podejmowanych po 1989 roku przez brytyjskich Polaków decyzji o re-emigracji były względy ideologiczne[5]. Pomimo silnie antykomunistycznych poglądów polskiej diaspory w Londynie, przemiany polityczne 1989 roku zostały powitane przez jej establishment z podejrzliwością. Trudno było pogodzić się z kompromisami, na jakie opozycja w kraju gotowa była pójść z rządzącymi komunistami. Dopiero po wolnych wyborach prezydenckich w grudniu 1990 roku, w których wygrał Lech Wałęsa, Prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przyjechał do Polski i podczas ceremonii na Zamku Królewskim w Warszawie przekazał nowo wybranemu następcy prezydenckie insygnia.

Nowa ideologia: Od kiedy PiS doszło do władzy w październiku 2015 roku można przytoczyć wiele wyrazistych przykładów relacji dziennikarskich kwalifikujących się do kategorii dziennikarstwo quasi-kolonialne. Wyróżnia się w nich kilka tonów. „The Financial Times”, „The Economist” i „The Wall Street Journal” rozdzierają szaty nad rzekomym brakiem liberalizmu rynkowego PiSu (opodatkowanie banków i supermarketów, wyższe wydatki socjalne) i akcentują ostrzeżenia płynące od agencji ratingowych. Środki retoryczne zastosowane we wspomnianych tytułach są spójne z treściami zamieszczanych materiałów: skrajna prawica, ksenofobiczny, nacjonalistyczny. Taki styl pozwala na utrzymanie dystansu, czynienie chłodnych obserwacji i trzeźwą analizę. Zalety liberalnej demokracji są aksjomatem, w teorii i praktyce, w abstrakcyjnej i powszechnie pożądanej przyszłości.

Na skrzydle socjalnym liberalnej krytyki PiSu natomiast można usłyszeć ulubionych zagranicznych historyków Polaków, Normana Daviesa i Timothy Garton-Asha, narzekających na cofanie się Polski w rozwoju do dawnych niechlubnych czasów. Na swój subtelny sposób Polska znów, niby w oczach zatroskanych rodziców, staje się dzieckiem, miejscem oglądanym przez różowe okulary, jak gdyby PiS był symptomem zbiorowej patologii, nie zaś zjawiskiem dziejącym się w żywym organizmie. Ta inna Polska, podobnie jak inna Wielka Brytania po brexicie, stała się powracającym reliktem przeszłości, zaściankiem i miejscem klęski. Rzadko który reporter poświęcał czas, by zajrzeć w głąb tego świata, chyba że przez uprzednio dobrane okulary: widząc przegranych transformacji, marginalizowanych, wiejskich, populistycznych katolików, nacjonalistów, zacofanych, sędziwych i prowincjonalnych, Polskę B. Etykiety te rzadko poddawano analizie.

Inni, rzecz jasna, odzwierciedlali tę dwojakość. Jeśli PiS podzielił świat na Nas i Nich, to obcojęzyczne media skłaniały się ku dzieleniu Polski na tych trzymających z PiSem i tych z Nami. Oczywiście sprawy, które zachodni reporter widzi i o których pisze są zawsze „prawdą”, są opisane obiektywnie i wzbudzają szeroką aprobatę. Sugerowanie, że PiS to bardziej skomplikowany organizm i że polskie społeczeństwo – jak wszystkie inne – nie poddaje się zwykłym dychotomiom nie wykluczało możliwości, że artykuły zachodnich dziennikarzy zawierały w sobie trochę prawdy.

Media donosiły o Polsce tylko wtedy, gdy ich relacje kwalifikowały się do kategorii „wiadomości” i „newsy”. Można tu dostrzec sugestię oksymoronu; ostatecznie w wiadomościach mówi się o tym, co zdarzyło się ostatnio, co jest nową wiedzą; „newsy” są nowymi wieściami, dlatego tak się nazywają. Jednak wiadomość jest też towarem, funkcjonującym zawsze wśród ludzi i wydarzeń, wymagającym trzymania się ustalonych dla niego granic dyskursu. I o ile PiS oczywiście często bywa demonizowany, same mechanizmy demonizowania powinny istnieć i mieć swoje prawidła. Natomiast niebezpiecznym krokiem jest wykraczanie poza granice hermeneutyki predylekcji ideologicznych właścicieli i wydawców mediów. Wielu reporterów nie chce się do tego posuwać i wcale nie miewa takich ciągot, przede wszystkim dlatego, że ideologia jest niezwykle głęboko skryta – świadomie lub, zazwyczaj, nie – w tym, co Stuart Hall nazywa hierarchią wiarygodności[6].

Wyjaśnienie przypadku polskiego okazało się skomplikowane, ponieważ w sercu liberalizmu, Ameryce Północnej i Europie Zachodniej, toczyła się właśnie zacięta walka równocześnie na kilku frontach. Liberalizm rynkowy ścierał się ze społecznym, narodowy z międzynarodowym, a oparty na pewnych zasadach z libertariańskim. Również w informacyjnej części mediów brytyjskich wyczuć można było pewne zagubienie pod koniec 2019 roku, kiedy wrzał brexit, a wokół toczyły się spory o bardzo brytyjskie ideologiczne predylekcje. Wszelkie warstwy klasy średniej były podzielone po liniach całkiem tradycyjnych podziałów partyjnych[7]: „The Daily Telegraph” i „The Times”, „The Financial Times” i „The Economist”, wszystkie po stronie torysów, jednak kłócące się o brexit; oraz „The Guardian” i „The Independent”, nominalnie gazety laburzystów czy liberalnych demokratów, mniej zwaśnione co do brexitu. W efekcie brytyjskie media funkcjonowały zatem równocześnie w dwóch stosunkach dialektycznych z rzeczywistością gorzko podzielonego środowiska narracyjnego, jednego u siebie i jednego w Polsce. „The Telegraph” i „The Daily Mail” wspierały nowe rządy w Warszawie i w Budapeszcie, nie tyle z powodu głębokiej identyfikacji prowadzoną przez nie polityką, lecz raczej idąc po linii swojego tradycyjnego eurosceptycyzmu oraz ponieważ widziały je jako sprzymierzeńców w działaniach przeciw UE. Rządy te wyrażały swoją pogardę dla UE wprost lub nie wprost, jednak zawsze miały na celu pokazanie Unii jako imperialistycznego bytu histerycznie nękającego patriotyczne państwa narodowe. Polski i węgierski rząd w tej walce grały role honorowych obrońców swojej niepodległości. Z drugiej strony „The Guardian” potępiał wprawdzie nową politykę Warszawy i Budapesztu jako niedemokratyczną, ale najczęściej uważał jej przejawy jedynie za warianty utartej na Zachodzie ścieżki rozwoju[8].

Post-post prawda? Na początku lipca 2020 roku, w tygodniu poprzedzającym drugą rundę wyborów prezydenckich, dwaj pozostali na placu boju kandydaci wybrali preferowane kanały telewizyjne na debatę z oponentem. Trzaskowski wybrał TVN, a Duda TVP, telewizję państwową. Żaden z nich nie pojawił się z drugim na jego kanale. Było to być może najlepsze podsumowanie podziałów w polskiej polityce 2020 roku. Zagraniczni dziennikarze, jak Christian Davies z „Guardiana”, zobligowani coś napisać, napisali właśnie o tym. Trzeba przyznać, że sytuacja sama w sobie była ciekawa i świadczyła o zjawisku większym i głębszym. Pokazując jednak, jak bardzo dyskursywnie uzbrojone są wiadomości, dziennikarz ponosi ryzyko wkroczenia na obszar meta-wiadomości, na którym właściwie zaczyna komentować swoją własną rolę w tym procesie. Było już na tym etapie na przykład jasne, że „The Guardian” postanowił spoglądać na PiS z wyżyn słuszności moralnej i prowadzić swoją małą kampanię przeciw pisowskiemu staczaniu się ku nieliberalizmowi. Być może była to zresztą pułapka, którą zastawili w Polsce PiS, w Zjednoczonym Królestwie Farage i Johnson oraz w USA Trump. Aby podważyć pojęcie równowagi, podkopać traktowanie informacji jako prostych faktów zmusili dotychczasowe obiektywne media (tzw. media głównego nurtu) do ujawnienia się, do pokazania, po czyjej stronie naprawdę stoją; lub, alternatywnie – gdyby pozostały wierne swojej dziennikarskiej etyce – byłyby zmuszone do wiernego powtarzania, a zatem i rozpowszechniania bzdur, jadu i często hejtu. Reporterzy są wszak po to, aby pisać: po pierwsze, co się dzieje, po drugie, kto co powiedział. W świecie, w którym uczestnicy gry są tak spolaryzowani, jest to skomplikowana, trudna i nie do pozazdroszczenia praca.

Główny wątek dyskusji w tej dziedzinie skupia się na niejasnym znaczeniu daty 1989 roku. Jedno jest pewne, rok 1989 przyniósł Polakom niepodległość i sposobność ustanowienia od nowa relacji zarówno z Zachodem, jak ze Wschodem oraz zdefiniowania polskiej tożsamości narodowej[9]. – Wyrażenie, jakiego ludzie używają na określenie tego, co się dzieje – zanotował Garton Ash w roku 1990 – to „powrót do Europy” [10]. Patrząc z tej perspektywy, rewolucja roku 1989 oznaczała powrót do tradycji epoki przedwojennej, powrót przed rok 1939. Ten rok z kolei oznacza nie tylko ostatni okres polskiej suwerenności, ale też ostatni moment demokracji. Komunizm natomiast widziano wyłącznie jako aberrację, jako produkt imperializmu sowieckiego w Polsce i w innych krajach oraz podziału Europy po II wojnie światowej. Jednak pojęcie 1989 jest niejednoznaczne. Kto wygrał rok 1989 i co wygrano: powrót do Europy, powrót do liberalnego Zachodu czy do pierwotnie polskiego modelu demokracji, który wielu na Zachodzie być może uznałoby za dalece mniej liberalny, niżby oczekiwali? Polską politykę lat 30. trzeba widzieć w kontekście gospodarki narodowej nadal częściowo funkcjonującej w realiach kolonialnych, ze słabą legitymacją demokratyczną – a czasem autorytarną – struktur władzy oraz zróżnicowanym, wieloetnicznym społeczeństwem.

Co więcej, od 1989 roku pojawiło się wiele zróżnicowanych i skomplikowanych obszarów relacji politycznych i ideologicznych. Mapy politycznej postkomunistycznej Polski nie da się łatwo dopasować do tradycyjnej dychotomii politycznej po linii prawica/lewica. Lewica postkomunistyczna, złożona z następcy PZPR – Socjaldemokracji RP, największej partii w SLD, oraz lewica postsolidarnościowa, złożona z Unii Pracy i Partii Socjalistycznej – zaangażowały się w deregulację rynku bardziej, niż można by oczekiwać po tradycyjnych zachodnioeuropejskich socjaldemokracjach (choć to też się zmieniało). Proces urynkowienia miał też znaczne wsparcie powstającej wyższej klasy społecznej, której duża część skorzystała z powiązań datujących się jeszcze z epoki komunizmu oraz z kapitału społecznego. Z drugiej strony prawica, w jej składzie partie postsolidarnościowe (głównie nacjonalistyczne i sponsorowane przez Kościół) często identyfikowała się mocniej z aktywnym, redystrybuującym aparatem państwa. Krajobraz polityczny postkomunistycznej Polski bardzo wcześnie został zatem określony nie po prostu przez podział na zwolenników wolnego rynku i demokratycznych reform oraz tych przeciwko nim, ale także na tych przywiązanych do jednej wersji Polski i tych przywiązanych do drugiej.

Społeczeństwo obywatelskie jako miecz obosieczny: David Ost uważa, że rozpowszechnienie się w latach 90. pojęcia społeczeństwo obywatelskie stało się sposobem na objęcie dynamiki klasowej w czasie transformacji. Jego zdaniem liberałowie w Polsce mogli dzięki niemu „być postępowi zostając nadal patriotami”[11]. Póki oznajmiali to głośno, przekrzykiwali ich patrioci. Jeśli zaś się ukrywali, pozostawiali patriotyczny status tylko patriotom. To z powodu tej pułapki liberałowie zaangażowali się w ideę społeczeństwa obywatelskiego; dzięki niemu Polska mogła wejść na drogę postępu i jednocześnie pozostać Polską. Taka była przynajmniej wizja Nowej Lewicy w latach 70. oraz dużej części Solidarności lat 1980. Ost sugeruje, że długoletnie sprawowanie włądzy po 2007 roku umożliwiło liberałom (PO) zmianę tematu i kojarzenie się raczej z nowoczesnością. Jednak nowoczesność spowodowała kryzys gospodarczy i PiS mógł odtrąbić sukces, ponieważ nowoczesność zawiodła, dodaje badacz.

Jean Cohen i Andrew Agato twierdzą z kolei, że paradygmat przypadku polskiego stanowił brak jasności co do typu społeczeństwa obywatelskiego, jaki miano stworzyć lub odtworzyć. Paradygmat ten był skutkiem transformacji[12]. Ten pogląd popiera Aleksander Smolar, który na początku lat 90. przekonywał, że popularna w Europie Środkowo-Wschodniej koncepcja społeczeństwa obywatelskiego ma niewiele wspólnego z debatami w Europie Zachodniej, „z myśleniem o Locke’u, Fergusonie, Smithu, Heglu, Tocqueville’u, Marxie i Gramscim”[13]. Według Smolara koncepcja społeczeństwa obywatelskiego wykuła się Polakom „w języku powstającej opozycji pod wpływem jej kontaktów z intelektualistami Zachodu. Z różnych przyczyn idea społeczeństwa obywatelskiego fascynowała tam zarówno postmarksistowskie koła lewicowe, jak i neokonserwatystów. Jedni i drudzy spoglądali na Wschód szukając sprzymierzeńca w walkach ideologicznych rozgrywanych w ich świecie”. Smolar sugeruje, że Solidarność połączyła wezwanie do „refom wolnorynkowych z egalitarnym etosem” oraz „sformułowała tradycyjne idee lewicowe samorządności społecznej językiem narodowej solidarności” [14].

Z kolei Paweł Śpiewak wspomina, że tematyka wolności politycznej była relatywnie mało przemyślana przez polskich liberałów: „Niewielu w tych kręgach poddawało refleksji jakość obywatelskiego uczestnictwa w polityce lub rozważało, czy można by poszerzyć sferę publicznego dialogu”[15].

Socjlog prof. Ireneusz Krzemiński dodaje, że „doświadczenie katolickiego personalizmu zostawiło odczuwalny ślad na polskim liberalizmie, mianowicie ten ostatni raczej bezkrytycznie przyjął etykę katolicką, jak również nauczanie społeczne i moralne Kościoła, jako zarys uniwersalnych wartości”[16]. Sawczuk zauważa, że polska tradycja liberalna kształtowała się w bezpośrednim doświadczeniu totalitaryzmu, a jej intelektualne korzenie sięgają ruchu dysydenckiego.

Powszechną reakcją na moralną hipokryzję, jaka charakteryzowała reżimy autorytarne, było oparcie porządku społecznego na pewnym fundamencie: najpierw na absolutnej prawdzie religii, a po drugie, na legalizmie, który wprowadzał bardziej uregulowane stosunki z polityką – pisze Sawczuk, dodając, że cele liberalnego konserwatyzmu zostały ograniczone do utrzymania rządów prawa i podtrzymania tradycji[17]. „Jednak antytotalitarne motywacje szybko wyparowały i do czasu zakończenia transformacji gospodarczej emocje antykomunistycznej utraciły potencjał napędzenia modernizacji i stały się tożsamościowym paliwem dla prawicy. Liberalny konserwatyzm nie ma nic do zaoferowania, oddał zatem pole bez walki PiSowi. Blok Liberalny musi porzucić swój wolnorynkowy dogmatyzm na rzecz całkowicie pragmatycznego podejścia do gospodarki. Liberalizmu nie należy redukować do aspektów gospodarczych, a tym bardziej do niewolniczego oddania wolnemu rynkowi. Nie ma powodu, by liberałowie przyjmowali jakiekolwiek ekonomiczne dogmaty, ani też by niezłomnie wierzyli w jakiś niezmienny zestaw poglądów na gospodarkę”[18].

Ponad ideologią? Powtórzmy pytanie Dariusza Gawina: „jeśli nie prawica i nie lewica, to co?” Rozstanie z marksizmem po 1968 roku, opisane przez Kuronia (w jego przypadku 1964) i napędzane przez Leszka Kołakowskiego i innych narzuciło konieczność poszukiwań nowych koncepcji.[19] Gawin uważa, że w latach 1968-1976 rozwinęła się w Polsce nowa koalicja intelektualna, która porzuciła dialektyczny konflikt między siłami reakcyjnymi i postępowymi, jednocząc laicką lewicę i liberalnych katolików w poszukiwaniu możliwości wspólnego działania, co później określono jako budowanie społeczeństwa obywatelskiego[20]. Intelektualny fundament nowej koalicji został położony w książce Bohdana Cywińskiego, rzymsko-katolickiego dziennikarza związanego z katolicką organizacją „Znak” i z Tadeuszem Mazowieckim, późniejszym pierwszym postkomunistycznym premierem Polski[21].

Podobne podejście zaproponował też Adam Michnik w swoim tekście „Nowy Ewolucjonizm”[22] z 1976 roku. Michnik wskazał dwie główne grupy opozycjonistów w tamtym okresie: rewizjonistów i neo-pozytywistów. Grupę rewizjonistów tworzyli lewicowi i w pewnym stopniu otwarcie marksistowscy intelektualiści, którzy popierali Gomułkę w 1956 roku w nadziei na humanizację i demokratyzację systemu. Neo-pozytywizm był natomiast związany z grupą „Znaku”. Grupa „Znaku” nie tylko dysponowała siecią klubów katolickich intelektualistów. Rolę w uznanej politycznej opozycji lat 60. odgrywał też „Tygodnik Powszechny” wraz z warszawską społecznością „Więzi”. Zdaniem Michnika zarówno rewizjoniści, jak i neo-pozytywiści ponieśli klęskę w 1968 roku. Antyintelektualne i antyżydowskie kampanie uruchomione po wydarzeniach Marca przecięły więzi pomiędzy lewicową inteligencją i PZPR.

Badania Agnes Arndt na temat powstania pojęcia społeczeństwa obywatelskiego w Polsce w latach 1968-1989[23] są w tym kontekście fascynujące. Arndt dotyka nieporozumień w zachodnioeuropejskim odbiorze tego pojęcia[24], wskazując, że „Solidarność zadziwiająco i bezkrytycznie zgłosiła akces do bycia zjawiskiem z dziedziny społeczeństwa obywatelskiego”. Trzeba jednak dodać, wtrąca badaczka, że polska narracja o społeczeństwie obywatelskim miała znacznie większe szanse być pod wpływem koncepcji Społeczeństwa Otwartego Karla Poppera.

Podsumowując, koncepcja społeczeństwa obywatelskiego pozwoliła polskim intelektualistom dołączyć do transnarodowego dyskursu, znaleźć wspólny grunt terminologiczny dla polityków i intelektualistów wschodnio- i zachodnioeuropejskich zainteresowanych reformami społecznymi i w efekcie dołączyć do Europy Zachodniej w komunikacji zorientowanej na reformy, co było w dużej mierze niemożliwe przed 1989 rokiem – pisze Arndt.

Dołączenie do Europy z kolei miało swoje reperkusje dla tego, co Jerzy Szacki i Lech Mażewski opisali jako nieadekwatne zrozumienie relacji demokratycznej opozycji wobec gospodarki. Debaty dotyczące tego problemu nie zajmowały się wyeliminowaniem gospodarki planowej, lecz włączeniem ludzi w kształtowanie jej. Jerzy Szacki następująco opisał sytuację: „Na Wschodzie… społeczeństwo obywatelskie zdawało się wytworem ideologicznym. Co więcej, skupiało się na stworzeniu nowego porządku moralnego i społecznego, którego podstawy ekonomiczne były wysoce niejasne”[25].

Arndt sugeruje także, że na Zachodzie nie dostrzeżono polskiego wkładu w ponowne odkrycie społeczeństwa obywatelskiego, i to nawet pomimo docenienia wagi wschodnioeuropejskich ruchów opozycyjnych. Postuluje utworzenie pojęcia „potrójnego przeinaczenia” oznaczającego, że elementy polskiej kontrybucji odkładano na bok lub konstruowano jednostronnie z perspektywy zachodnioeuropejskiego rozumienia teoretycznego, interpretując koncepcję jako kontynuację nowoczesnych zachodnioeuropejskich propozycji. Po trzecie, elementy polskiej dyskusji, które rodziły się z związku z pomysłami powstałymi w Europie Zachodniej czy Ameryce, były odcinane od tego kontekstu. W eseju z 2005 Jan Kubik roku wskazał też na kruchość linii argumentacyjnej zrównującej powstanie społeczeństw obywatelskich z modernizacją i westernizacją[26], który to pogląd podziela też Alan Renwick[27].

Polski liberalizm i konserwatyzm: Pomimo niejasności co do typu społeczeństwa obywatelskiego, można mówić o odrodzeniu żywiołowej myśli na polskiej prawicy w późnych latach 80. i na początku lat 90. XX w. Od początku lat 90. wielu polskich konserwatystów przeżywało fascynację kapitalizmem anglo-amerykańskim [28].

Fascynacja ta splatała się ze zjawiskiem, które Włodzimierz Mich nazwał dominacją pewnej formy integryzmu (integralnego katolicyzmu)[29], konserwatywnego prądu w myśli katolickiej, wrogiego zmianom w doktrynie Kościoła i jego pozycji w państwie i społeczeństwie.

Publikacje w Polsce w epoce komunizmu dawały okazję konserwatystom do publikowania swoich opinii. Katolicka gazeta „Tygodnik Powszechny” wychodzi w Krakowie od 1947 roku. „Znak” jest drugim podobnym tytułem, zaś „Res Publica” działa pod kierownictwem Marcina Króla od 1979 roku. Narodowy konserwatyzm widać też w „Tygodniku Warszawskim” pod koniec lat 40., w podziemnej organizacji „Ruch” w latach 60., w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO) w latach 70. oraz w Ruchu Młodej Polski w roku 1980, jak też w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym w 1990. Wszystkie ugrupowania podkreślały rolę jednostki w społeczeństwie i związki pomiędzy katolicyzmem a liberalizmem.

Sprawa obrony liberalizmu stała się częścią narastającego szerszego postrzegania zagrożenia dla tradycji i instytucji liberalno-demokratycznych po 2015 roku. Podkreślała, między innymi, stopień, do jakiego centryści powinni dostrzec lewicę jako naturalnych sprzymierzeńców przeciw populizmowi, oraz potrzebę zajęcia się głębszymi problemami strukturalnymi, których skutki wielu już odczuło, choć nie na forum publicznym, po 1989 roku. Brak rozwiązań tych problemów odbił się wspólnym refrenem, że obrona demokracji liberalnej wymaga od tych z nas, którzy w nią wierzą, mocniejszego uwypuklania swoich dokonań. Ów strategicznie niezręczny moment został opisany przez „The Journal of Democracy” (kwiecień 2020) w artykule Karoliny Wigury i Jarosława Kuisza z warszawskiego think-tanku „Kultura Liberalna”[30]. Ujęli oni debatę przeciwników PiS w Polsce jako dyskusję pomiędzy, jak to nazwali, symetrystami i alarmistami. Pierwsi próbowali utrzymać dystans zarówno od PiS, jak i od PO, uważając jednych za wartych drugich. Drudzy uważali jednakże, że należy stanąć po jednej stronie, by zwalczyć totalitaryzm. Krótkie streszczenie ich poglądów daje obraz sytuacji.

Nie wystarczy mieć rację: „Nie wystarczy mieć rację: musimy zrozumieć, dlaczego (populiści wygrali) oraz czynniki, które przyczyniły się do triumfów przeciwników politycznych rządzących populistów… potrzeba większej empatii, również wobec tych, których liberałom szczególnie trudno zrozumieć, tzn wyborców popierających partie populistyczne.”

To częsty temat i oczywiście zgodny z prawdą, jednak również otwierający wiele nowych pytań. Założenie pozostaje jednak, że „my” mamy rację.

Rozumienie utraty i przemieszczenia: „Populizm trafia do osób doświadczających straty, ponieważ daje odpowiedzi: populiści pozycjonują się jako obrońcy obyczajów społecznych i społeczności zagrożonych przez współczesny świat… Populistom udało się poprawnie wyczuć, że poczucie utraty jest dziś dominującą kolektywną emocją”.

Ostudźmy emocje: „Liberalni intelektualiści wzywają do ostudzenia emocji, jeśli nie do ich kompletnego odrzucenia (…) Martha Nussbaum … zaapelowała o liberalną edukację dotyczącą emocji… angażując rozum do wyeliminowania emocji.”

Ponad wszystko, postulują autorzy, porządek liberalny „wymaga obrony zaangażowanej, nie chłodnej”. To nadal niejasne.

Odzyskajmy patriotyzm: Należy zatem rozważyć możliwości połączenia patriotyzmu z liberalizmem bez przejścia do nacjonalizmu.”

Zrozumieć nowoczesny świat: „Liberałowie mogą mieć nadzieję na zwycięstwo tylko, jeśli uda im się zaproponować wyborcom nową, atrakcyjną wizję przyszłości”. Autorzy zauważają też, że przyspieszający postęp technologiczny, pojawienie się nowych, przełomowych form komunikacji, szybko rosnący standard życia i coraz większa mobilność społeczna przyczyniły się łącznie do powszechnego poczucia utraty; oraz że liberałowie „poważnie mylili się, gdy ośmieszali to uczucie, które teraz pojawia się powszechnie w całym społeczeństwie – nie tylko wśród tzw. osób, które nie poradziły sobie w transformacji, ale także wśród tych, którzy odnieśli w niej sukces. Liberałowie muszą nauczyć się od swoich konkurentów populistów przedstawiania narracji „w sposób nie tylko zajmujący i autentyczny, ale też wystarczająco łatwy do przyjęcia, by utrzymać uwagę odbiorców”.

Ubóstwo na końcu: Wśród ostatnich myśli artykułu pojawia się krótka wzmianka o „upokorzeniu ubóstwem”, którego skala „stała się znana dopiero stopniowo, tak jak ludzie stopniowo poznali prawdziwą Europę Zachodnią. Względna deprywacja to jeden z typów poczucia utraty, szeroko rozpowszechniony w tych społeczeństwach”. Stało się to być może widoczne dla autorów dopiero, kiedy PiS uzyskał władzę i ludzie zapytali, jak to się stało. Trochę jak w przypadku ruchu Black Lives Matter w USA, gdzie większość białych Amerykanów z klasy średniej miało niewielkie pojęcie o tym, z jakimi problemami strukturalnymi zmagają się na co dzień czarni – tak samo oświecona polska klasa średnia, uchodząca za zwycięzców, być może w małym stopniu dostrzegała strukturalną socjoekonomiczną rzeczywistość po transformacji 1989 roku.


[1] Agata Górny i Dorota Osipovič, Return Migration of Second-Generation British Poles, (Migracja powrotna drugiego pokolenia brytyjskich Polaków) marzec 2006, Ośodek Badań nad Migracjami, Wydział Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego; Keith Sword, Identity in Flux: The Polish Community in Britain (Tożsamość w procesie zmiany: polska społeczność w Wielkiej Brytanii) (Londyn: SSEES, 1996).

[2] Edward Kołodziej, „Emigracja z ziem polskich od końca XIX wieku do czasów współczesnych i tworzenie się skupisk polonijnych,” w: Emigracja z ziem polskich w XX wieku, wyd. A. Koseski (Pułtusk: WSH, 1998), 11–24.

[3] Danièle Joly, „Odyssean and Rubicon Refugees: Toward a Typology of Refugees in the Land of Exile,” (Uchodźcy typu Odyseusza i Rubikonu: ku typologii uchodźców w kraju wygnania) International Migration 40, nr 6 (2002): 3–23.

[4] Stanisław Ossowski,”Analiza socjologiczna pojęcia ojczyzny,” Dzieła 3 (Warszawa: PWN, 1967), 201–26.

[5] Agata Górny i Dorota Osipovič, „Return migration of second generation British Poles,” (Migracja powrotna drugiego pokolenia brytyjskich Polaków) CMR Working Papers, nr 6/64, marzec 2006

[6] Stuart Hall, Encoding and Decoding in the Television Discourse (Szyfrowanie i rozszyfrowywanie w dyskursie telewizyjnym) (Birmingham: University of Birmingham Centre for Contemporary Cultural Studies, 1973); Klaus Schoenbach, „Trap Effect,” (Efekt pułapki) w: The International Encyclopedia of Communication, wyd. Wolgang Donsbach (Malden: Blackwell, 2008), 5176–5178; Philo C. Wasburn, The Social Construction of International News: We’re Talking about Them, They’re Talking about Us (Społeczna konstrukcja międzynarodoych wiadomości: my mówimy o nich, oni mówią o nas) (Westport: Praeger, 2002).

[7] Patrz Ed Jones, „Five Reasons Why We don’t have a Free and Independent Press in the UK and What We can do About It,” (Pięć przyczyn, dla których nie mamy wolnej i niezależnej prasy w Wielkiej Brytanii i co możemy z tym zrobić) OpenDemocracy, 18 kwietnia 2019.

[8] Ian Fitzgerald i Rafal Smoczynski, „Anti-Polish Migrant Moral Panic in the UK: Rethinking Employment Insecurities and Moral Regulation,” (Panika moralna skierowana przeciwko polskim imigrantom w Wielkiej Brytanii: nowe spojrzenie na lęki dotyczące zatrudnienia i moralność regulacji) Sociologický Časopis/Czech Sociological Review 51, nr 3 (2015): 339–361.

[9] Sztompka, Piotr, „Looking Back: The Year of 1989 as a Cultural and Civilizational Break” (Patrząc wstecz: rok 1989 jako przerwa kulturowa i cywilizacyjna) Communist and Post-Communist Studies 29, nr 2 (1996): 110–123; Dariusz Gawin, Polska, wieczny romans: O związkach literatury i polityki w XX wieku (Krakow: Ośrodek Myśli Politycznej, 2005).

[10] Timothy Garton Ash, We the People: The Revolution of ’89 Witnessed in Warsaw, Budapest, Berlin & Prague (My, naród: rewolucja 1989 roku widziana w Warszawie, Budapeszcie, Berlinie i Pradze) (London: Granta Books, 1990), 154.

[11] David Ost, „Authoritarian Drive in Poland” (Tendencje autorytarne w Polsce) w Poland’s Memory Wars: Essays on Illiberalism, wyd. Jo Harper (Budapeszt: CEU Press, 2018), 63

[12] Jean L. Cohen I Andrew Arato, Civil Society and Political Theory (Społeczeńswo obywatelskie I teoria polityczna) (Cambridge: MIT Press, 1992).

[13] Alexander Smolar, „Przygody społeczeństwa obywatelskiego,” w Idee a urządzanie świata społecznego. Księga jubileuszowa dla Jerzego Szackiego, wyd. Ewa Nowicka i Michał Chałubiński (Warszawa: Wydawn. Naukowe PWN, 1999), 387.

[14] Materiały z konferencji zostały opublikowane przez the National Humanities Center, cf.: Bronisław Geremek, „Civil Society and the Present Age”(Sołeczeństwo obywatelskie a obecna epoka) w The Idea of a Civil Society (Research Triangle Park, NC: National Humanities Center, 1992), 11–18. Wystąpienie Geremka opublikowano również w roku 1992 pod tytułem „Civil Society Then and Now” (Społeczeństwo obywatelskie wtedy I teraz) Journal of Democracy 3, nr 2 (1992): 3–12.

[15] Paweł Śpiewak, „Edukacja liberalna,” w Liberalizm polski, wyd. Ireneusz Krzemiński (Warszawa: Sedno, 2015), 172–182.

[16] Ibid.

[17] Ibid.

[18] Sawczuk, op cit. (2020)

[19] Leszek Kołakowski, „Tezy o nadziei i beznadziejności” w Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań (Kraków: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2012), 289.

[20] Dariusz Gawin, „Civil Society Discourses in Poland in the 1970s and 1980s” (Narracje społeczeństwa obywatelskiego w Polsce lat 1970. I 1980.) WZB Discussion Paper (im Erscheinen). A conference paper? Format Chicago style

[21] Bohdan Cywiński, Rodowody niepokornych (Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2010).

[22] Patrz Robert Brier, „Adam Michnik’s Understanding of Totalitarianism and the West European Left: A Historical and Transnational Approach to Dissident Political Thought” (Adama Michnika rozumienie totalitaryzmu I zachodnioeuropejskiej lewicy: historyczne I transnarodowe podejście do dysydenckiej myśli politycznej) East European Politics and Societies, 25, 2 maja 2011.

[23] Agnes Arndt, „Renaissance or Reconstruction? Intellectual Transfer of Civil Society Discourses Between Eastern and Western Europe” (Renesans czy rekonstrukcja? Intelektualny transfer narracji społeczeństwa obywatelskiego między Europą Wschodnią a Zachodnią) w From Samizdat to Tamizdat: Transnational Media During and After Socialism (Od samizdatu do tamizdatu: transnarodowe media w czasie i po okresie socjalizmu), wyd. II., wyd. Friederike Kind-Kovács i Jessie Labov (Nowy Jork: Berghahn 2015), 156–171.

[24] Jacques Rupnik, „Dissent in Poland, 1968–78: The End of Revisionism and the Rebirth of the Civil Society” (Bunt w Polsce 1968-1978: koniec rewizjonizmu I narodziny społeczeństwa obywatelskiego) w Opposition in Eastern Europe, wyd. Rudolf L. Tókes (Londyn: Basingstoke 1979), 60–112; Chris Hann, „Civil Society at the Grassroots: A Reactionary View” (Społeczeństwo obywatelskie u podstaw: pogląd reakcyjny) w Democracy and Civil Society in Eastern Europe, wyd. Paul G. Lewis (Londyn: Palgrave Macmillan, 1992), 152–165.

[25] Jerzy Szacki, Liberalism after Communism (Liberalizm po komunizmie) (Budapeszt: CEU Press, 1995).

[26] Jan Kubik, „How to Study Civil Society: The State of the Art and What to Do Next” (Jak studiować społeczeństwo obywatelskie: sytuacja obecna I co robić dalej?) East European Politics & Societies 19 (2005): 113.

[27] Alan Renwick, „Anti-Political or Just Anti-Communist? Varieties of Dissidence in East-Central Europe and Their Implications for the Development of Political Society” (Antypolityczny czy tylko antykomunistyczny? Odmiany opozycji w Europie Środkowo-Wschodniej i ich implikacje dla rozwoju społeczeństwa politycznego) East European Politics & Societies 20 (2006).

[28] Adam Folvarcny i Lubomir Kopecek, „Which Conservatism? The Identity of the Polish Law and Justice Party” (Który konserwatyzm? Tożsamość polskiej partii Prawo I Sprawiedliwość) Politics in Central Europe 16, nr 1 (marzec 2020).

[29] Wlodzimierz Mich, Myśl polityczna polskiego ruchu konserwatywnego (Lublin: Uniwersytet Marii Curie-Sklodowskiej 1995); Piotr Korys, „Conservatism as an Answer to Liberalism in Politics: The Case of Contemporary Poland” (Konserwatyzm jako odpowiedź na liberalizm w polityce: przypadek współczesnej Polski) w A Decade of Transformation, IWM Junior Visiting Fellows Conferences 8, nr 5 (Wiedeń 1999).

[30] Karolina Wigura et al (2020).

Author

Categories

You may also like

Archives


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.