ANEKS II Głos akademicki

W listopadzie 2019 „The Economist” pytał: Jakie będzie życie po neoliberalizmie? W latach 90. doświadczenie neoliberalizacji wiązało się z działalnością partii centrowych, których prawe skrzydło szło na kompromis zgadzając się na postępową politykę socjalną w zamian za kompromis ze strony lewego skrzydła, które zgadzało się na wsparcie neoliberalizacji ekonomicznej. Jednak po 2016 roku powstał nowy sojusz pomiędzy centrystami a skrajną prawicą, wskutek którego partie centroprawicowe, jak amerykańscy Republikanie i brytyjscy Konserwatyści, szybko uległy radykalizacji, nie mając ochoty na jakąkolwiek współpracę z tym, co Tariq Ali nazywa „radykalnym centrum”[1].

Reijer Hendrikse zwie tę ewolucję „polityczną deliberalizacją”, procesem, który zmierza do rozmontowania systemu instytucji liberalno-demokratycznego trójpodziału władzy, widząc organy ustawodawcze i sądownicze jako podporządkowane żądnemu władzy ramieniu wykonawczemu. Pisze on: „Tym, czego skrajna prawica chce, jest odrzucenie dwóch głównych ruchów emancypacyjnych – socjalizmu i liberalizmu’”[2]. Nowopowstałą syntezę można najlepiej opisać jako neoilliberalizm, czyli miks neoliberalizmu i nacjonalizmu tożsamościowego. Hendrikse uważa, że wzrost neoilliberalizmu wskazuje też na to, iż przesunął się geograficzny środek ciężkości kapitalizmu, skoro część cech tradycyjnie charakterystycznych dla kapitalizmu przyjmują kraje na dotychczasowych peryferiach kapitalizmu. W tym świetle Zachód przeżywa proces odwrócony do tego, co Immanuel Wallerstein nazwał półperyferalizacją[3]. Według Wolfganga Streecka od lat 70. rządy różnymi sposobami próbują załagodzić politycznie nieakceptowalne wyniki podziału rynku: najpierw decydowały się tolerować inflację, potem dług publiczny, ostatecznie zderegulowały udzielanie kredytów przez prywatne banki, co doprowadziło do załamania w 2008 roku. W tym momencie wydawało się, że demokracja kapitalistyczna zapędziła się w kozi róg, zresztą niektóre kraje przestały wówczas tworzyć iluzję demokracji i stały się technokracjami. Jednak zauważyć należy, że po globalnym kryzysie finansowym to autorytarna prawica, a nie lewica zdołała zdobyć sobie wyborców[4].

PiS: „Człowiek, które ma puste kieszenie, wolnym nie jest” – powiedział Kaczyński na konwencji PiS w roku 2019[5]. Cytat ten można uważać za autorską figurę retoryczną – nawiązującą do stylu biblijnego, ale jednocześnie rezolutnie obrazoburczą. I to jest prawdopodobnie największy trick polityczny, jaki udał się Kaczyńskiemu: zgromadzenie wokół siebie szerokiego spektrum poglądów prawicowych i tradycyjnie lewicowych, a przed wyborami przekonywanie do siebie wystarczająco wielu outsiderów, by przejąć lub utrzymać władzę. Sam PiS był znacznie bardziej zróżnicowaną organizacją, niż wielu obserwatorów miało ochotę przyznać. Pomiędzy jej trzema głównymi blokami odbywały się ciągłe tarcia. Byli zatem ideologiczni pretorianie, najważniejsza grupa, jeśli chodzi o polityczny wpływ i osobiste aspiracje, z Antonim Macierewiczem, Mariuszem Błaszczakiem, Mariuszem Kamińskim i Witoldem Waszczykowskim. Drugą z głównych grup stanowili ideologiczni neofici zgrupowani wokół Ziobry, równoważeni przez trzecią siłę, menedżerów – ciekawą kategorię z przyszłym premierem Mateuszem Morawieckim, Anną Streżyńską, Henrykiem Kowalczykiem i do pewnego momentu Pawłem Szałamachą. Na wsparcie można było liczyć ze strony związku zawodowego NSZZ Solidarność oraz znacznych grup kleru. Należy także pamiętać, jak zauważa Rafał Matyja[6], że w 1989 roku, na początku polskiej transformacji, Kaczyński miał bardzo pozytywne podejście do wolnego rynku, a Porozumienie Centrum, partia, którą założył w roku 1990, zdecydowanie popierało politykę gospodarczą spalonej ziemi Margater Thatcher z lat 80. Tomasz Sawczuk pokazuje, że Kaczyński na tym froncie wręcz drwił z centrowej Unii Demokratycznej[7]. Według Sawczuka, Kaczyński tak naprawdę chciał stworzyć partię chrześcijańsko-demokratyczną łączącą konserwatyzm, liberalizm i demokrację społeczną. W swojej osobistej historii Porozumienia Centrum, opublikowanej pod tytułem „Porozumienie przeciw monowładzy”, Kaczyński wspomina pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski w 1991 roku: „Próbowaliśmy też przetłumaczyć nauczanie Papieża na program polityczny, ale przylgnęliśmy do konkretnego, chrześcijańsko-demokratycznego formatu. Nie udało nam się uchwycić tego, co najważniejsze: potrzeby podtrzymania naszej tożsamości jako Polaków i podkreślenia związku między polskością a katolicyzmem, często wyrażanego w powiedzeniu Polak-katolik.”[8]

Sawczuk sugeruje, że jest ironią historii, iż Kaczyńskiemu udało się w rzeczywistości zbudować najbardziej ideologicznie elastyczną partię w dziejach Trzeciej Rzeczypospolitej. „PiS nie jest irracjonalny, nie ma ograniczonych horyzontów, nie trąci parafiańszczyzną. Jest na wskroś nowoczesny i dokładnie to jest źródłem paradoksu, który stanowi też największy problem tej partii. PiS nie jest w stanie odnowić tradycji lub dokonać „odbudowy” polskości” – twierdzi Sawczuk[9].

Kaczyński pozostał zwolennikiem gospodarki wolnorynkowej również po założeniu PiS, zaś kiedy budował rząd w latach 2005-2007, jego politykę gospodarczą tworzyli politycy o liberalnych poglądach, jak wicepremier Zyta Gilowska.

Jednak bliźniacy Kaczyńscy czerpali inspirację z przedwojennej Polski, inspirowali się lewicującym ruchem sanacyjnym i jego liderem Józefem Piłsudskim, odrzucając nacjonalistyczną Endecję kierowaną przez politycznego rywala Piłsudskiego, Romana Dmowskiego. PiS mieścił w swoich szeregach kilku znanych nacjonalistycznych polityków, takich jak dawny lider Młodzieży Wszechpolskiej i wiceszef PiS, Macierewicz, założyciel Ruchu Katolicko-Narodowego (RKN). Rafał Matyja zwraca uwagę na zmianę, jaka zaszła, kiedy PiS utracił władzę po 2007 r. i przeszedł do opozycji. „Zyskując wsparcie SO i LPR, samo PiS przyjęło za swoje niektóre stanowiska tych partii, które obie głosowały negatywnie w refendum w sprawie przystąpienia do UE w 2003 r., wzięte niejako za zakładników przez lidera konserwatywnych środowisk katolickich, Tadeusza Rydzyka i jego Radio Maryja. Do roku 2005 Kaczyński uważał te partie za zagrożenie, obawiając się, iż mogły być potencjalnie w sferze wpływów Rosji”[10].

Po zwycięstwie wyborczym 2015 roku rząd zawarł kompromis polityczny wyrastający z koalicyjnego bloku wyborczego, Zjednoczonej Prawicy. Jej trzema komponentami były: PiS, hegemon; „Porozumienie Jarosława Gowina i „Solidarna Polska pod przywództwem Ziobry.

W 2019 roku partia wygrała ponownie w wyborach parlamentarnych z 44% głosów, co było najwyższym wskaźnikiem w historii polskiej demokracji po 1989 roku, mimo że utraciła większość w Senacie. Inaczej niż za poprzednich rządów w latach 2005-07, PiS dawno ewoluował od ortodoksyjnego neoliberalizmu, wprowadzając darmowe leki dla osób powyżej 75. roku życia, ograniczając zawieranie umów krótkoterminowych o pracę i windując płacę minimalną nawet wyżej niż wynosiły postulaty związków zawodowych[11].

Jednak paradoks był widoczny. Podczas gdy PiS starał się zlikwidować w III Rzeczpospolitej pozostałosci okresu przejściowego do gospodarki rynkowej i wyrównać rachunki z komunistyczną przeszłością, niektórzy uważali jego działania wręcz za powrót do tejże przeszłości. Porter-Szűcs[12] mówi, że z jednej strony PiS pokazywał się jako najbardziej nieprzejednany przeciwnik komunizmu i jego dziedzictwa, jednak z drugiej strony wielu widziało jego działania jako wskrzeszenie PRL.

„Tuż pod powierzchnią niezaprzeczalnego antykomunizmu, PiS w rzeczy samej realizował szereg przedsięwzięć politycznych, które korzenie miały w PRL, w poprzedniej epoce. (…) Legitymacja PZPR nigdy nie została uznana przez Kościół Katolicki. Pierwszy Sekretarz Władysław Gomułka patrzył przez palce na niejeden z socjalistycznych celów, ale nigdy nie mógł całkowicie odpuścić antyklerykalizmu i scjentyzmu marksistowskiego. Z jego punktu widzenia hierarchia kościelna tak długo demonizowała socjalizm, że puszczenie jej tego płazem wydawało sie niepojęte. Biorąc pod uwagę rolę, jaką katolicyzm odegrał w rozwoju polskiego nacjonalizmu w XX w., Narodowy Komunizm Gomułki nie miał szans (…) Nie jest zatem przypadkiem, że upadek SLD nadszedł dokładnie równocześnie z pojawieniem się PiS jako siły politycznej. (…) Nie twierdzę, że Kaczyński jest komunistą. Jednak wielu ludzi w Polsce w latach 1980. nie chciało takiej rewolucji. Pragnęli państwa, które podtrzyma obietnice dane przez PZPR o utrzymaniu ładu społecznego, jednolitości kulturowej i narodowej, jednak będzie komunikować je językiem raczej katolickim niż lewicowym. Receptą na zrozumienie PiS jest dostrzeżenie w nim połączenia PZPRu po 1956 roku (pozbawionego związków z tradycjami marksistowskimi) i przedwojennej Endecji. Wówczas Kaczyński zda się nieślubnym dzieckiem Romana Dmowskiego i Gomułki[13].

„Czy wam się to podoba, czy nie, najodważniejsze inicjatywy społeczne w Europie są teraz dziełem jej najmniej liberalnych rządów – zauważa Mitchell A. Orenstein. – Populistyczna prawica pod rządami autorytarnych nacjonalistów wymusza retorykę i politykę demokracji socjalnej”[14].

Świętsze niż święte: PiS zorientował się też, że warunkiem wstępnym osiągnięcia władzy, a nawet hegemonii jest jakaś forma współpracy z Kościołem. Stanowi wszak dobrze udokumentowany fakt, że Kościół odegrał kluczową rolę w rozwoju ruchu solidarnościowego w późnych latach 70. i 80. i że radził sobie dobrze w epoce postkomunistycznej. Każdy wie też, że dzierży niekwestionowaną pozycję moralną w polskim społeczeństwie po 1989 roku. Czy się tego chciało czy nie, trzeba było wliczyć współpracę z Kościołem w każdą strategię polityczną, jeśli miała ona się powieść.

Standardową, milcząco przyjmowaną wersją oficjalnej retoryki polskiego Kościoła jest, że reprezentuje on ponadczasowe, niezmienne wartości i kategorie moralne, same przez się zrozumiałe, potwierdzane siłą logiki i argumentów; dyktuje kategorie dobra i zła, wstydu, tradycyjne normy, jak rodzina, płeć czy rozmnażanie, oraz że stoi w opozycji do instytucji świeckich. Artur Lipiński zauważa silną współzależność między populistycznymi strategiami narracyjnymi a religijnym dyskursem o „Innych”[15].

PiS niejednokrotnie może brzmiał jak polityczne skrzydło Kościoła w Polsce (jakby go w ogóle potrzebował), jednak jest to bardziej skomplikowane zagadnienie[16].

Koncentracja na przekazie płynącym z ambony, który zdaje się stanowić element hybrydowej formy legitymacji PiSu, bardzo przycznia się do pomijania faktu różnorodności opinii wewnątrz Kościoła i wewnątrz PiSu[17]. Kościół składa się z liberalnych katolików, czytujących „Tygodnik Powszechny”, ale i twardogłowych słuchaczy „Radia Maryja”; z tych, którzy uznają potrzebę rozdziału Kościoła od państwa i tych, którzy rolę Kościoła w Polsce najchętniej uregulowaliby w konstytucji.

Po 2005 roku narracja PiSu łączyła silny przekaz antyestablishmentowy ze strategiczną obecnością elementów nacjonalizmu i katolicyzmu, a to w celu wymanewrowania partnera koalicyjnego, LPR[18]. Proponowała ona też zmianę stosunku do Radia Maryja, które krytykowano za jego prorosyjskie sympatie i antysemityzm. Jednak w 2005 roku Jarosław Kaczyński ogłosił, że mylił się w swojej ocenie działań Radia Maryja. „Nie jest możliwe wygrać wybory bez Radia Maryja” – powiedział[19]. W jednym z wywiadów Kaczyński oznajmił, że nikt nie powinien mieć poglądów na prawo od PiSu[20].

Ta radykalizacja stała się jeszcze wyraźniejsza po katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r. Wydarzenie to i rzekomo niewłaściwa reakcja na nie wówczas rządzącego Polską PO zostały wykorzystane do zbudowania emocjonalnych połączeń z elektoratem poprzez ataki na elity polityczne i rozpowszechnianie teorii spiskowych. Kryzys uchodźczy, który wybuchł podczas kampanii wyborczej 2015 roku, dostarczył kolejnej okazji do radykalizacji działań PiSu[21].

Skrajna prawica: Wybory lat 2014 i 2015 wznieciły zainteresowanie źródłami sukcesów partii prawicowych w Polsce. Od lat 90. Januszowi Korwin-Mikkemu udało się założyć kilka partii politycznych, spośród których udział w wyborach 2015 roku wzięła Koalicja Odnowy Rzeczpospolitej Wolność i Nadzieja – KORWiN[22]. Natomiast w 2014 roku w wyborach do parlamentu uplasowała się ona na czwartym miejscu z wynikiem 7.15% głosów i 11 miejscami. Rok później uzyskała 4.76% głosów w parlamentarnych wyborach krajowych.

W tym czasie na polskiej scenie politycznej pojawił się Paweł Kukiz ze swoim ruchem politycznym Kukiz’15, plasując się jako trzeci w wyborach na prezydenta Polski (z 20.8% głosów) i wygrywając 8.81% głosów w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Kukiz upominał się przede wszystkim o zmianę ordynacji wyborczej opartej na listach partyjnych i wprowadzenie ordynacji wzorowanej na brytyjskiej, z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Choć w wyborach parlamentarnych lat 2005 i 2007 Kukiz wspierał PO, w dalszych latach skręcił w stronę środowisk bardziej konserwatywnych i nacjonalistycznych.

Zarówno Kukiz, jak i Korwin-Mikke budowali swoje narracje na silnym podziale na elity i zwykłych ludzi[23]. W narracji Kukiza elity nazywano gangami, klikami, partyjnymi oligarchami, partiokracją, bandami’, cynikami, a nawet partyjnymi minionkami[24], nazwy te były zatem zakorzenione w patriotycznym języku konserwatystów. Natomiast dyskurs Korwina-Mikkego promował wizję noekonserwatywną, kładącą nacisk na wolny rynek, maksymalnie ograniczony aparat państwa i silną krytykę instytucji biurokratycznych, zwłaszcza fiskalnych.

Formalnie utworzona na początku 2019 roku, skrajnie prawicowa Konfederacja stanowiła eklektyczny miks gospodarczych libertarian, luźno powiązanych z Korwinem-Mikke, i skrajnych nacjonalistów z Ruchu Narodowego. Pierwszy występ wyborczy Konferedacji nastąpił podczas wyborów do parlamentu europejskiego w 2019 roku, kiedy jeden z jej liderów podsumował politykę ugrupowania słowami: „nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii”[25]. Konfederacja zasłynęła krytyką rzekomej porażki PiSu w konflikcie z USA i Izraelem dotyczącym reparacji wojennych dla Żydów. Konfederacja sprofesjonalizowała swój wizerunek dzięki elokwentnym wypowiedziom Krzysztofa Bosaka, który reprezentował ją w przedwyborczych debatach telewizyjnych, co umożliwiło schowanie bardziej kontrowersyjnych postaci, jak Korwin-Mikke, w cień.

Rozmawiając ze skrajna prawicą: utrzymywanie skrajnej prawicy w Polsce na dystans (wywiad z czerwca 2021)

Moim celem nie jest ani z jednej strony ośmieszenie czy umniejszenie radykalnej prawicy ani też z drugiej, zrobienie z niej potwora. Zresztą już to czyniono. I tak to nie działa, skrajna prawica radzi sobie z takimi problemami. Ostatecznie jesteśmy ludźmi, żyjącymi istotami, dzień za dniem o krok bliżej grobu.

Co więcej, powiedziałem sobie: wszyscy zajmujemy jakąś tam pozycję w, powiedzmy, spektrum wojny kulturowej. Wszyscy mamy swoje kody moralne i wątłe zaplecza intelektualne oraz retoryczne chwyty.

To raczej sama rozmowa ze skrajną prawicą jest problematyczna. Znamy związane z nią ryzyka. Niektórzy są zdania, że samo podjęcie tematu z ludźmi ze skrajnej prawicy jest równoznaczne ze złamaniem wszystkich zasad społeczeństwa otwartego, ponieważ w ten sposób umożliwia się im wypowiedzi publiczne, na co oni nie zasługują, daje się im głos, którego nikt nie powinien słyszeć, fałszywą równość. W końcu to oni nie respektują zasad cywilizowanej dyskusji.

Wielka ironia polega tu na tym, że debata z osobami ze skrajnej prawicy jest w rzeczy samej typowo postmodernistycznym konceptem, oświeconym i definiującym wolność słowa (są to dwie najbardziej przez skrajnych prawicowców znienawidzone rzeczy). W postmodernizmie wszelkie poglądy i argumenty są zawsze tymczasowe, arbitralne i przemijające. Mimo to muszą zostać wysłuchane, nawet jeśli zaraz potem zostaną odrzucone; tak głosi podstawowa zasada tradycji liberalno-demokratycznej.

Czy zatem nieodwołalnie złym pomysłem jest dialog ze skrajną prawicą? Przed przeprowadzeniem wywiadu z Mateuszem Marzochem spytałem osoby, których poglądy w tych sprawach szanuję i których opinie być może byłyby wartościowe. Wyjaśniałem swoim interlokutorom, że sam – opowiadając się za prawami osób LGBT, prawami reprodukcyjnymi kobiet i prawami migrantów – stałem po drugiej stronie barykady.

Oto co kilku z nich powiedziało:

Rabin Warszawy Michael Schudrich: Powinieneś zrobić wywiad z nim i wykorzystać te części, które pokazują nienawistne, antydemokratyczne oblicze Konfederacji.

Wojciech Przybylski: Spytaj go, czy potrafiłby wyobrazić sobie, że Polak lub Polka wyznania muzułmańskiego lub mojżeszowego zostaje wybrana lub wybrany na przywódcęprzywódczynię ich organizacji.

Alex Szczerbiak: Uważam cały pomysł normalizacji stosunków z takimi partiami za śliski i problematyczny. Weźmy jeden przykład: czy komedie o komunie – powiedzmy, „Goodbye, Lenin” –normalizują naszą ocenę komuny przez to, że pokazują ją jako jedno wielkie (nie zawsze może przyjemne, ale za to śmieszne) oldskulowe wesołe miasteczko? Osobiście nie mam z takimi filmami problemu; w sumie ten film nawet mi się podobał, ale nadal nie chciałbym żyć w komunie!

Karolina Wigura: Jestem przekonaną liberałką w znaczeniu tego słowa bliskim Johnowi Stuartowi Millowi i uważam, że trzeba rozmawiać z każdym uczestnikiem debaty publicznej, nawet jeśli ona czy on jest radykałem. Obawiam się, że oznacza to również, że jestem członkinią wymierającego gatunku… Jeśli chodzi o pytania, uważam, że ważniejsza nawet od dobrze przygotowanych pytań jest umiejętność wytknięcia manipulacji i sprzeczności w argumentacji interlokutora.

Brian Porter: To bardzo trudne pytanie, na które chciałbym znać odpowiedź. Morduję się sam z odpowiedzią na to samo pytanie z odwrotnej perspektywy: czy powinienem udzielać wywiadów publicznym mediom w Polsce? Postanowiłem odrzucać takie zaproszenia, ponieważ nie chcę legitymizować ich propagandy. Pytałem kilkoro kolegów w Polsce i w USA, jak radzili sobie w takich sytuacjach, i większość również uważa, że rozmawianie z mediami podobnymi do TVP (czy Fox News w Stanach) jest niestosowne i niebezpieczne. Wydaje mi się, że podobne rozumowanie można by zastosować do wywiadów telewizyjnych lub radiowych na żywo z postaciami ze skrajnej prawicy. Tak jak sugerujesz, udostępnienie im anteny jest formą legitymizowania ich i nawet najbardziej krytyczny dziennikarz naraża się na ryzyko bycia zmanipulowanym. Wydaje mi się jednak, że inna jest logika przeprowadzania z kimś wywiadu w ramach śledztwa, z którego potem możesz wybierać stosowne cytaty według potrzeb. W takim przypadku niewielkie jest ryzyko, że staniesz się mimowolnie przekaźnikiem ich poglądów, ponieważ możesz odpowiednio dobrać cytat do kontekstu. Potrzebujemy jednak wiedzieć, co ci ludzie myślą, podobnie jak historycy potrzebują czytać pisma Dmowskiego, Horthy’ego, Mussoliniego, Hitlera itp. Jest wprawdzie różnica pomiędzy wyjaśnianiem i opisywaniem okropnego punktu widzenia (z jednej strony) a oddawaniem mu anteny (w drugiej strony). Rozmawianie o tych ludziach i z nimi zawsze jest jak igranie z ogniem, ale wszak nigdy nie zrozumiemy fizyki spalania, nie parząc sobie palców.

Anita Prazmowska: Kiedyś byłam zdania, że odstręczającym osobom nie należy dawać okazji do rozpowszechniania ich poglądów. Jednak z czasem zmieniłam pogląd na ten temat. Teraz uważam, że ludzie powinni wiedzieć, co kto sobą reprezentuje, i że próbując uchronić czytelników/słuchaczy przez złymi ideami popełniamy błąd. Uważam, że osoby takie powinny zostać wysłuchane, że powinniśmy spierać się z nimi i przedstawiać kontrargumenty. Tylko w taki sposób wyświadczymy przysługę szerszej publiczności, a zwłaszcza młodym ludziom – pokazując, co w tych ideach jest złego.

Trzeba się zastanowić, w jaki sposób zakwestionować bardzo kontrowersyjne idee, według jakiej linii argumentacji; oraz jak uwidocznić zło i banalność ich postulatów. Można założyć, że uda nam się ukazać niespójność ich słów z obiektywną prawdą.

Czuję pokusę mówienia o szkalowaniu przez nich imigrantów, co kłóci się z tym, co wiemy o naszej własnej historii, w której Polacy w dwóch wielkich falach opuszczali kraj po Powstaniach. Przyjmowano ich we wszystkich europejskich stolicach. Spytałabym, jak widzą islam i muzułmanów, zważywszy na naszą długą historię dzielenia terenów pogranicznych z Ottomanami i Tatarami. Przypomniałabym, jak Polakom udzielono schronienia w Turcji w XIX wieku, kiedy Polacy i Ottomanowie wspólnie chcieli powstrzymać Imperium Rosyjskie. Nie zapomniałabym o Polakach przyjętych w Iranie i Afryce Północnej po opuszczeniu Związku Sowieckiego w 1942 r.

Można zagadnąć ich na temat rasy i idei czystości narodowej, co w przypadku Polski jest nonsensem, ponieważ nie ma czegoś takiego jak czystość krwi. Jeśli chodzi o Żydów, spytałabym, co wiedzą o judaizmie; jestem pewna, że usłyszelibyśmy wiele bzdur, o które można dalej pytać.

Ewa Thompson: Zabawnie jest uświadomić sobie, że sto lat temu osoby LGBTQ uważane były za nietykalne i żaden szanujący się dziennikarz nie poprosiłby ich o wywiad. Teraz mamy sytuację odwrotną. Proszę pamietać o tym, kiedy zdecyduje się pan na wywiad z kimś z Młodzieży Wszechpolskiej. Nie wiem wiele o tej organizacji, ale odnoszę wrażenie, że jej członkowie czasami walczą o dobre sprawy w takie sposoby, które dla nich samych nie są komfortowe i które sprawiają, że ludzie ceniący sobie dobre maniery i wychowanie odsuwają się od nich. Ostatnio zorganizowali marsz przeciwko promowaniu homoseksualizmu w polskich szkołach. Nie budzą oni większych obiekcji niż marsze równości. Chodzą jednak plotki, że są finansowo powiązani ze służbami rosyjskimi. Nie przyglądałam się bliżej tym informacjom, ale sądzę, że całe skrzydło endeckie jest nieźle rozpoznane przez Rosjan.

Ot, uroki dawnej kolonii barbarzyńskiego imperium.

Roman Giertych: Nie mam z nimi żadnych stosunków od roku 2007. Nie mogę zatem oprzeć się na żadnej wiedzy. Proszę polegac na swojej intuicji!

Kim jesteście?

Termin Młodzież Wszechpolska odnosi się do dwóch powiązanych ze sobą polskich skrajnie prawicowych ultranacjonalistycznych organizacji młodzieżowych o katolicko-nacjonalistycznej filozofii.

Ich przedwojenne wcielenie utworzono w roku 1922 jako część ruchu Narodowej Demokracji. Wzorowano je na Falandze, ówczesnym ruchu faszystowskim. Honorowym przewodniczącym był Roman Dmowski.

Nowoczesne wcielenie Młodzieży Wszechpolskiej założono w Poznaniu w roku 1989 z inicjatywy Romana Giertycha, byłego lidera Ligi Polskich Rodzin (LPR). Określało się ono w opozycji do „doktryn promujących liberalizm, tolerancję i relatywizm”.

Młodzież Wszechpolska była afiliowana przy Lidze Polskich Rodzin (2001-2006), lecz nie była nigdy jej oficjalną młodzieżówką.

Obecnie odgrywa ona istotną rolę w Ruchu Narodowym.

O Młodzieży Wszechpolskiej zaczęło być głośno w mediach w związku z jej sprzeciwem wobec aborcji, a zwłaszcza homoseksualizmu.

Młodzież Wszechpolska została powszechnie potępiona jako homofobiczna przez rozmaite organizacje, w tym Amnesty International, Human Rights Watch, a nawet ONZ (która w ramach swojego Powszechnego Przeglądu Okresowego opisała Młodzież Wszechpolską jako „ ugrupowanie ekstremistyczne i homofobiczne), podobnie jak organizacje walczące o prawa gejów, jak np Outrage! oraz polską Kampanię Przeciw Homofobii.

W latach 20-06 członkowie i sympatycy Młodzieży Wszechpolskiej dopuszczali się ataków na osoby biorące udział w demonstracjach progejowskich, rzucając w nie jajami, butelkami i kamieniami.

Wedle pochodzącego z roku 1989 manifestu tej organizacji etyka katolicka powinna być nieodwołalnie wiążąca zarówno w publicznej, jak i prywatnej sferze życia człowieka.

Czlonkowie Młodzieży Wszechpolskiej uważają, że rodzina powinna być objęta ochroną przed, jak to określają, zagrożeniami moralnymi, oraz że rodziny powinny otrzymywać wsparcie zarówno w (niezdefiniowanym) wymiarze materialnym, jak i duchowym.

Młodzież Wszechpolska sprzeciwia się „doktrynom głoszącym względność”, takim jak liberalizm, relatywizm i tolerancja.

Jej członkowie opowiadają się za solidarnością narodową i przeciw walce klas. Jeśli chodzi o gospodarkę, akceptują własność prywatną i potępiają wykup majątku narodowego przez zagraniczny kapitał.

Konfederacja łączy w sobie radykalny nacjonalizm, autorytaryzm i konserwatyzm społeczny z radykalnym, neoliberalnym programem ekonomicznym.

Tworzą ją dwie główne siły polityczne.

Jedną jest Ruch Narodowy (RN), założony w 2012 roku jako połączenie skrajnie prawicowych ugrupowań: Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska. Główni liderzy RN, Krzysztof Bosak i Robert Winnicki, są w tej chwili posłami na Sejm. Drugim ugrupowaniem jest KORWiN pod wodzą Janusza Korwina-Mikkego, oferujące eklektyczny miks skrajnego neoliberalizmu i społecznego konserwatyzmu.

Wybór 11 kandydatów Konfederacji (wyłacznie mężczyzn) na posłów na Sejm stanowi dla polskiej radykalnej prawicy znaczący przełom. Jest to również nowe wyzwanie dla PiSu, który tym samym poniósł klęskę w swojej strategii monopolizowania całej prawej strony politycznego spektrum i zagarniania przestrzeni partii skrajnie prawicowych przez włączenie do swojego dyskursu wielu z ich polityk i haseł.

Wywiad

Mateusz Marzoch, rzecznik prasowy stowarzyszenia Młodzież Wszechpolska (MW).

Zaczynamy od żołnierzy wyklętych. Marzoch natychmiast odwołuje się do oklepanego argumentu obronnego: „Ta sprawa została błędnie przedstawiona w mediach” – mówi. – „Nie ma dowodów na to, że ci ludzie zginęli z tego powodu, że byli Rosjanami. Zginęli raczej dlatego, że byli komunistami. Ugrupowania militarne w danej okolicy informowały okoliczną ludność, by opuściła swoje domy, zanim je podpalały. Miały na celu ukaranie, ale nie zgładzenie tych osób. Ci, którzy stracili życie, stracili je, ponieważ nie ewakuowali się na czas; nie wiedziano o tym, że wewnątrz byli ludzie.”

Argument ten nie brzmi zbyt przekonująco, choćby z punktu widzenia spójności argumentacji. Zostali więc zabici czy zginęli przez przypadek?

Marzoch pochodzi z małej wioski 80 km na północny wschód od Warszawy, z okolic Pułtuska. Mówi, że przed wojną wieś ta była etnicznie i wyznaniowo bardzo różnorodna. – Było na moim terenie wielu Niemców, Ukraińców i Żydów. Dziadek opowiadał mi trochę o dawnych czasach. Opowiadał mi, z czego tam żyli Żydzi, choć nic właściwie ponad to – dodaje sucho.

Jednak po chwili dorzuca: – Żydzi byli bogaci, Polacy biedni. – Zastanawia, czego dziadek mu nie przekazał. Ale idziemy dalej.

Ale czy ci „bogaci Żydzi” nie byli też Polakami, pytam? – Tak, ale nie ci, którzy kolaborowali z komunistami – odpowiada. – To jest skomplikowana sprawa.

– Wiemy, że wielu Żydów kolaborowało z Rosjanami, tak jak w Jedwabnem, a potem po wojnie kolaborowało z komunistami w Polsce. Mój sąsiad wspomina, jak Żyd [Marzoch wypowiada słowo „Żyd” w taki sposób, że brzmi ono samo w sobie jak obelga] został uratowany, był ukrywany przez miejscowych nie-Żydów. Kiedy pod koniec wojny wyszedł z ukrycia, powiedział mojemu sąsiadowi – wspomina tenże – że nawet jeśli w Polsce przeżyje tylko jeden Żyd, i tak to wystarczy, by rządził Polską.

– Polskie grupy nacjonalistyczne pomagały Żydom podczas wojny, kiedy odkryły, co Niemcy robili Żydom. To, co robili Niemcy, było złe – dodaje, jakby istniały co do tego jakieś wątpliwości.

– Nie ma dowodów, że w Jedwabnem Polacy zabijali Żydów. Wielu w mojej społeczności [nie uściśla, co ma na myśli przez swoją „społeczność”, a ja nie pytam] chce zaangażować do tego archeologów, ekshumować prochy i sprawdzić, co się naprawdę zdarzyło. Ale ci, którzy mówią, że to Polacy zrobili, nie są za ekshumacją”. Odnosząc się do powojennych sądów nad miejscowymi mężczyznami uznanymi za winnych tych zbrodni, Marzoch mówi: – To były komunistyczne sądy pokazowe, to proste i jasne.

Niepytany, wprowadza do rozmowy wątek Izraela. – Jeśli chce pan idealny przykład państwa nacjonalistycznego, niech pan popatrzy na Izrael – stwierdza. – Nie ma w tym nic złego, chyba że, to znaczy, dąży się do poszerzania granic i zabijania Palestyńczyków. – Nie dopytuję, dlaczego zależy mu na Palestyńczykach. W końcu dla napływających do Europy wskutek wojny Syryjczyków ma mniej współczucia.

Na pytanie, czy w Polsce byłoby lepiej bez Żydów, Marzoch opowiada o „wielkiej różnorodności w Polsce po 1918 r, o Żydach, Niemcach i Ukraińcach. Ale oni [Żydzi] zaczęli powodować problemy i nie wszyscy Polacy [nie-Żydzi] byli z tego zadowoleni [z czego wnoszę, że niektórzy jednak byli]”.

– Jednak dzisiaj Żydzi nie są problemem czy zagrożeniem. Niektórzy mówią, że nasz premier jest Żydem, ale ja w to nie wierzę – dorzuca, być może by dowieść swoich umiarkowanych poglądów.

– Jednakże Żydzi w typie Sorosa rozpowszechniają ideologię LGBTQ finansując NGOsy – ciągnie. Na pytanie, czy to ich żydowskość determinuje ich działania, Marzoch wydaje się nieco skonsternowany, jakby takie pytanie nigdy nie przyszło mu wcześniej do głowy. Lub może i przyszło, lecz było tak absurdalne, że natychmiast zostało oddalone.

– Ale my mamy Żydów, którzy sa polskimi nacjonalistami, mamy też muzułmanów w stowarzyszeniu – dodaje szybko.

Zapytany, czy ortodoksyjni Żydzi o konserwatywnych poglądach na LGBTQ i aborcję mogą być zaliczeni do polskich nacjonalistów, Marzoch znów wydaje się być zbity z tropu.

-Nacjonalizm może być niezależny od religii. Ale my jesteśmy grupą katolicko-narodowo-chrześcijańską. Polski nacjonalizm zawsze był trochę inny od innych w Europie – dodaje. Odnoszę wrażenie, że w jego głowie toczą się równolegle dwie narracje, które w tym momencie zderzyły się wywołując chaos. – Nie widzimy siebie jako lepszych od kogokolwiek innego – mówi nieco defensywnie.

Przechodzimy do osób LGBTQ. Pytam, czy w MW jest miejsce dla gejów. Marzoch śmieje się: – Nie wiem o żadnym geju, katoliku i nacjonaliście w stowarzyszeniu. – To jest i nie jest odpowiedź na moje pytanie. A czy w stowarzyszeniu mogą potencjalnie być ukryci geje? Zgadza się, że mogliby. A geje, którzy jednocześnie są antyimigranccy i antyaborcyjni? Ponownie zgadza się, że to niewykluczone.

– Nie chcemy tylko, żeby oni [geje] obnosili się ze swoimi uczuciami na ulicy – mówi. – Nie zabraniamy nikomu robienia tego, na co ma ochotę, w swojej sypialni. Jednak normalna rodzina to mężczyzna i kobieta. Miłość LGBTQ jest tylko fizyczna, nie ma głębi, duchowości. Można kochac ojca, brata czy przyjaciela, mężczyzna mężczyznę, w sposób głęboki.”

– My w naszej wsi nie zostaliśmy wychowani, by kogokolwiek nienawidzić…. No, chyba że Rosjan – śmieje się. W tym momencie chyba najbardziej zbliżyliśmy się do żartów. – Ale nie chcemy, żeby obcokrajowcy zaprowadzali u nas swoje zasady. Ukraińcy są ok, ponieważ oni szanują nasze wartości i nie tworzą gett i obszarów zakazanych.

Zapytany o skręt PiSu w lewo, Marzoch powtarza, że MW jest za Kaczyńskim. – Oni robią świetną robotę dla polskich rodzin – mówi. – Ale tylko udają, że są prawicą, oni nie są tacy jak my.

PO: PO pierwotnie łączyło ordo-liberalne poglądy na gospodarkę z konserwatyzmem w sprawach społecznych, czyli m.in. z zakazem aborcji i małżeństw jednopłciowych oraz brakiem dostępności do zapłodnienia in vitro. Jednak po roku 2007 partia zmodyfikowała swoje stanowisko i w 2013 roku rząd PO wprowadził programy finansowania in vitro, a w 2017 wsparł inicjatywę obywatelską w sprawie liberalizacji prawa aborcyjnego. Podczas kampanii wyborczych lat 2019 i 2020 PO było bardzo wyraźnie pro-LGBT, opowiadając się za możliwością rejestracji związków przez osoby w związkach nieformalnych i za poszerzeniem praw kobiet.

Przekleństwem PO jest jednak jej percepcja jako lokalnego ramienia Brukseli. Tusk na przykład w roku 2019 podczas obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim przemówienie, w którym cytował Immanuela Kanta, Edmunda Burke’a i George’a Washingtona. Ostrzegał też przed stojącymi przed światem zagrożeniami cywilizacyjnymi[26]. Jak zauważył Paweł Kozłowski, PO wybrała wówczas ścieżkę odpolitycznienia, zamiast wskazać, że możliwa jest inna polityka. Głosząc odpolitycznienie, odpolityczniła jednak też sukces naszej transformacji. Termin „ciepła woda w kranie” odnosi się do strategii Tuska za czasów, kiedy był premierem. Wizja PO zakładała wówczas pewien rodzaj „konserwatywnej modernizacji”[27]. Jednak nowa grupa społeczna, tzw. prekariat, czyli warstwa sfrustrowanych osób o średnich dochodach, które w innych warunkach być może patrzyłyby przychylnym okiem na propozycje PO, odwróciła się od niej. Część tego sfrustrowanego elektoratu wybrała jedną ze strategii wyjścia Alberta Hirschmanna[28] (emigracja, wycofanie się) i zagłosowała przeciwko rządowi.

Tusk porównywał PiS do dwudziestowiecznych bolszewików. Wskazywał, że zarówno Piłsudski, jak i Wałęsa mierzyli się z dalece trudniejszymi okolicznościami, musząc pokonać „bolszewików swoich czasów”. Jednak wielu Polaków widziało go jako człowieka, który wewnętrznie sam był jako premier niespójny, a potem uciekł do Brukseli. Jak pisze Stefan Sękowski, „historia rozmontowywania i naginania rządów prawa nie rozpoczęła się z dojściem do władzy PiSu”[29]. Przytacza on badania Agnieszki Dudzińskiej ujawniające, że w czasie drugiej kadencji rządów koalicji PO-PSL (2011-2015) władza wykonawcza i ustawodawcza „stanowiły jednolity system rządzenia. Dyscyplina partyjna trwała niezachwianie, zaś posłowie stali się de facto maszynkami do głosowania; ich uwagi, jeśli nie miały wsparcia gabinetu premiera, były automatycznie oddalane”. Sękowski przypomina, że debata parlamentarna stała się wówczas pustym rytuałem, „a politycy PO-PSL sugerowali niejednokrotnie, że udział opozycji w procesie legislacyjnym właściwie jest bez znaczenia, ponieważ tak naprawdę liczy się kalkulacja głosowania. Tak więc jeśli mówimy o odebraniu Trybunałowi Konstytucyjnemu jego władzy, obecna opozycja nie jest bez winy”[30]. W 2015 roku koalicja PO-PSL, popierana przez SLD, wybrała nowych członków Trybunału Konstytucyjnego, którzy mieli zastąpić sędziów odchodzących na emeryturę. To samo ciało (zanim PiS po 2015 wprowadził własne zmiany kadrowe) ogłosiło, że owa procedura była częściowo bezprawna. Strategia ta miała zabezpieczyć skład Trybunału Konstytucyjnego, światopoglądowo bliskiego ugrupowaniom, które wkrótce stały się opozycją. Sękowski zaznacza jednakże, że „o ile PO i PSL naginały demokratyczne rządy prawa w białych rękawiczkach, o tyle PiS robi to otwarcie – chwaląc się, że w końcu można wykonać wolę narodu, a nie „elit”[31].

PO połączyło siły z dwoma małymi ugrupowaniami liberalnymi na okoliczność kampanii wyborczej do Sejmu w 2019 roku. Grzegorz Schetyna wycofał się z wyścigu o stanowisko premiera na rzecz Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, wicemarszałkini Sejmu. Partia wskazała sześc głównych kierunków swojej polityki, nazwanych Szóstką Schetyny: przywrócenie wolności demokratyczych, podwyżka płac, reforma ochrony zdrowia, emerytury, reforma system edukacji i ochrona środowiska. Propozycjom tym brakowało nie tylko prawdziwego zaangażowania i szczegółowego dopracowania, ale też wizji, celu (czy też, jak nazwaliby to liderzy PiSu, „przeznaczenia”) – jak przeprowadzić Polskę na następny poziom rozwoju. Rozwiązania zawarte we wspomnianych postulatach ograniczały się do deregulacji i cięć podatków. Ów brak spójności narracyjnej był prawdopodobnie również przejawem sukcesu PiSu, który narzucał swoją agendę. Jak napisał Alex Szczerbiak: „powielać ich pomysły i wychodzić na mało oryginalnych czy też krytykować i ryzykować utratą popularności? Przebijać ich propozycje i robić wrażenie nierealistycznych lub gorzej, nieodpowiedzialnych, czy ignorować i wychodzić na „odklejonych”?”.[32]

Lewica:  Biorąc pod uwagę zawikłane dziedzictwo ideologiczne polskiej lewicy, nie dziwi, że w postkomunistycznej Polsce ma ona pewne problemy tożsamościowe. Jednak po prawie dwóch dekadach dryfowania ku politycznej nicości wygląda na to, że obumieranie zatrzymało się, a zaczęło ujawniać się nowe oblicze. Koalicja wyborcza Lewicy zdobyła 12.6% głosów w wyborach parlamentarnych 2019 roku, co dało jej 49 posłów – o 49 więcej niż w 2015 roku – co przysporzyło niektórym tyle nadziei, że zaczęli przebąkiwać o stworzeniu rzeczywistej opozycji wobec Jarosława Kaczyńskiego.

-Wczesna polska lewica była oczywiście antykapitalistyczna, ale sam kapitalizm przez większą część XX w był w Polsce abstrakcją. Zatem ich głównym wrogiem stali się nacjonaliści, endecy i Kościół – mówi badacz David Ost.

Warto przypomnieć, że nieliberalność w tej chwili w Polsce narasta. Po 25 latach postkomunizmu trochę ponad połowa polskich wyborców odrzuciła liberalny internacjonalizm, wybierając w 2015 roku protekcjonistyczno-nacjonalistyczne PiS.

Po czterech latach ograniczania niezawisłości sądów i wolności słowa przez rządzącą partię Polacy w wyborach parlemtarnych 2019 roku znów wybrali PiS, a w lipcu po kampanii wyborczej bezwstydnie anty-LGBTQ ponownie zagłosowali na maskotkę PiSu Andrzeja Dudę na prezydenta.

Przeciwnicy PiSu zgromadzili się wokół Rafała Trzaskowskiego, kandydata największej koalicji opozycyjnej, Koalicji Obywatelskiej (KO), której liderką jest główna partia liberalnej opozycji, Platforma Obywatelska. Trzaskowski niemal dogonił Dudę w drugiej rundzie, ale kiedy kurz opadł, rozglądając się wokół można było wyobrazić sobie inny kształt opozycji wobec PiS niż młody prezydent Warszawy: może mianowicie taki, w którym swoją rolę miałaby do odegrania lewica.

„Trzej tenorzy”: trzy odnogi polskiej lewicy odłożyły na bok to, co je różni, i stanęły pod jednym szyldem w wyborach parlementarnych 2019 roku. Trzy męskie postacie – Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adrian Zandberg – reprezentujące koalicję dały nazwę porozumieniu: pakt trzech tenorów.

Najważniejszy gracz – nazwijmy go Lucianem Pavarottim – postkomunistyczny Sojusz Lewicy Demokratycznej Czarzastego sprawował władzę od 1993 do 1997 i od 2001 do 2005; zrzesza przede wszystkim dawnych członków PZPR. Rola SLD w Triumwiracie jest kluczowa, ponieważ jest to jedyna partia w lewicowym bloku dysponująca odpowiednim rozmiarem, by uzyskać subwencję partyjną. Wiosna to projekt polityczny pod przewodnictwem wyoutowanego geja Biedronia, który jest jej główną cechą charakterystyczną. Jej formalna integracja z SLD jest zaplanowana na końcówkę tego roku. Trzeci podmiot, Razem, został założony w roku 2015 jako partia lewicowa i stanowi znacznie bardziej interesującą propozycję.

– SLD to kluczowa grupa wyborców, kojarzące się z nim nostalgia i opiekuńczość państwa stanowią ważne argumenty przyciągające elektorat – mówi Adam Ostolski, były lider partii Zieloni i socjolog w Uniwersytecie Warszawskim. – Jednak ugrupowanie to, wraz z innymi koalicjantami w nowej lewicy, prawdopodobnie krótkoterminowo będzie hamowane przez pułap 15-20% głosów – tłumaczy. –Niezdecydowani wyborcy są tu języczkiem u wagi. Może i nie ufają PO, ale nie rozumieją też lewicy.

– SLD ma spektakularną umiejętność stawiania sprawy przetrwania partii na czele swoich priorytetów, a wartości lewicowych na ich szarym końcu – mówi dziennikarz Konstanty Gebert. – Razem robi coś odwrotnego: wartości przede wszystkim, przetrwanie nieistotne – dodaje.

– SLD wybrało Trzecią Drogę [Tony’ego] Blaira-[Gerharda] Schroedera i straciło legitymację do nazywania się partia lewicową – mówi Julia Zimmermann, członkini zarządu Razem. – Ale to się zmienia – obiecuje z drwiącym uśmiechem.

Siodłanie krowy: Aby stać się prawdziwym wyzwaniem dla PiSu, lewica musi rozliczyć się za swoimi demonami – i mocno trzymać kciuki, żeby się to udało. Łatwiej byłoby już osiodłać krowę.

Po pierwsze, musi rozliczyć się ze skojarzeniami, jakie budzi z czasami PRLu. Nie będzie to łatwe w panującej teraz w Polsce toksycznej atmosferze, jednak od tego musi zacząć – mówi Gavin Rae, socjolog z Uniwersytetu Koźmińskiego w Warszawie.

Wielu Polaków stawia znak równości między komunizmem i faszyzmem; lewica w najszerszym sensie tego słowa uważana jest albo za bezpośrednią spadkobierczynię przestępstw stalinizmu, albo przynajmniej ich współwinną.

– Ideologia taka jest akceptowana zarówno przez konserwatywnych prawicowców, jak i przez liberalnych centrystów; oznacza to wykluczenie jakichkolwiek alternatywnych formacji – mówi Rae. – Lewica powinna mocno wskazać, że okres PRLu był też dla kraju cywilizacyjnym skokiem do przodu, dzięki masowej edukacji, nieodpłatnej opiece zdrowotnej itp.

Zimmermann wskazuje, że jednym z głównych zadań lewicy jest odzyskanie pamięci o zasługach w polskiej historii. – Były przecież protesty robotnicze, o których nie uczy się w szkołach – przypomina. – Pierwszy prezydent niepodległęj Polski, Gabriel Narutowicz, był też socjalistą.

Po drugie, należy znaleźć nowy sposób koegzystencji z Kościołem katolickim. – Lewicy szalenie trudno przyznać, że jej podstawowe wartości są bardzo spójne z wartościami wyborców-katolików lub byłych katolików, z których wielu jest aktywnych politycznie – mówi Wojciech Przybylski w warszawskiego think-tanku ResPublica.

Wybory prezydenckie pokazały jednak, wskazuje Przybylski, że może zaistnieć atrakcyjny nieprawicowy program uwzględniający koegzystencję z Kościołem. Wskazuje sukces wyborczy Szymona Hołowni, niezależnego kandydata na prezydenta, który uzyskał trzeci wynik w pierwszej turze wyborów prezydenckich z wynikiem 13,87%.

Takich głosów jest więcej. – Hołownia mógłby być wspaniałym nowym zasobem lewicy. Dobrym pomysłem byłaby koalicja PSL-Hołownia-Lewica – myśli Ostolski.

Michał Kobosko, pracujący w Polsce 2050, nowo utworzonym stowarzyszeniu politycznym Hołowni, oznajmił, że jego ugrupowanie jest otwarte na rozmowy z Lewicą, PSL i PO. – Jesteśmy pragmatyczni i otwarci na wszystkich – mówi.

Zimmermann dodaje: – W społecznościach wiejskich żywa jest silna tradycja antyklerykalna, bo Kościół zawsze był tam dużym właścicielem ziemskim i pracodawcą. O to możemy się zaczepić. Musimy jednak jasno głosić, że nie jesteśmy z definicji antykościelni, tylko za sekularyzacją państwa.

Po trzecie, należy stworzyć kontrpropozycję socjalną wobec PiSu. PiS nie może być nadal uważany na lewicę, mówi Przybylski. – PiS kusi lewicowymi łakociami, przeprowadzając jednocześnie bez żenady prawicowe posunięcia gospodarcze, w których oficjele partyjni za publiczne środki powiększają majątki partii i swoje prywatne. Nie taka jest lewica.

– Lewica musi zaproponować wizję wychodzącą poza marginalne świadczenia socjalne powiązane z logiką radykalnego konserwatyzmu społecznego. To oferuje teraz PiS. Nowa wizja powinna wprowadzać pilne inwestycje w usługi społeczne, takie jak ochrona zdrowia I edukacja – mówi Rae.

– Polska lewica nie raz wykazała się brakiem zaufania do ludzi, ale w 1980 roku jednak wierzyła, że ludzie byli po jej stronie. Mogło to trwać dalej, gdyby lewica nie porzuciła interesów pracowniczych po 1989 roku. Lewica musi pamiętać, że wyborcy rzekomo całym sercem popierający PiS i jego wartości to ci sami ludzie, którzy w latach 80. stali za lewicującą Solidarnością i którzy w 1993 i 2001 roku przysporzyli wielkiej popularności i zwycięstw parlamentarnych SLD – przypomina Ost.

Dziwna śmierć liberalnej Polski: Niektórzy są zdania, że główną troską PO jest teraz utrzymanie hegemonii dwóch głównych partii, czasem zwanej symetryzmem. – PO od czasu do czasu sięga po język Zielonych i Lewicy jako wabik, jednak jej największym wrogiem będzie rywal z lewej strony, czy to Lewica, czy Hołownia – mówi Ostolski.

Sama PO może też wymagać przemiany, co może pomóc Lewicy. Liberałowie powinni rozejrzec się za bardziej pragmatycznym podejściem do gospodarki, pisze Tomasz Sawczuk w eseju w swojej najnowszej książce „Koniec liberalnego myslenia” (The End of the Liberal Mind). – Liberalizm nie powinien być kojarzony z niewolniczą wiernością wolnemu rynkowi – pisze.

Powstaje pytanie, czy PO chce lub też widzi potrzebę zmiany kursu. Niektórzy uważają, że bynajmniej. – W hipotetycznej sytuacji, w której opozycja wobec PiS miałaby się zorganizować wokół postępowego programu, poteżne siły polskiego biznesu zostałyby wepchnięte w objęcia rządu – mówi Porter-Szűcs.

-Problem polskiej lewicy polega od początku ubiegłego stulecia na tym, że jest wciąż nie tyle antykapitalistyczna, co raczej antynacjonalistyczna. Jednak bycie antynacjonalistą wystarczy, by zwać się liberałem, ale nie lewicowcem. Stąd zawsze była pewna równoznaczność między liberalizmem i lewicowością: darzą niechęcią nacjonalizm – wyjaśnia David Ost. – W tym sensie w szeregach PO znajdują się lewicowcy, uważający się na liberałów, zaś oficjalne partie lewicowe są przede wszystkim antynacjonalistyczne.

Jam tomorrow?: – Obiecująco wygląda nowe pokolenie Lewicy, przynoszące miks progresywizmu kulturowego i wartości związanych z osobistą godnością, lecz nie obciążony wysokimi wydatkami budżetowymi – mówi Przybylski. – W ciągu najbliższych dekad uda im się być może przekonać do siebie nadchodzące pokolenia, pozbawione korzyści i przywilejów socjalnych, jakimi dziś cieszą się emeryci i pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę.

Niektórzy jednak nie chcą czekać tak długo. Podemos w Hiszpanii wpłynęło na zmianę lewicowej narracji, zauważa Agnieszka Wiśniewska, redaktorka naczelna Krytyki Politycznej, lewicowej warszawskiej firmy mediowej, dodając, że Czarne Protesty (przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego) i masowy ruch KOD ujawniły potencjał podobnych ruchów w Polsce.

– Silna niezależna lewica w polskiej polityce jest jak grawiton w fizyce. Teoria mówi, że musi istnieć i że odgrywa zasadniczą rolę. Tylko, że nikt go jeszcze nie widział w praktyce – mówi Gebert. – Dopóki ktoś nie odkryje gravitronu, jest jak jest – konkluduje.

-koniec-

Artykuł został odrzucony trzy dni po tym, jak na pierwszej stronie Gazety Wyborczej ukazał się artykuł o Annie Applebaum[33]. Był to oczywiście zbieg okoliczności, ale naprawdę poczułem sie przez chwilę jak jeden z podrzędnych dziennikarzy, o których Applebaum wspomniała.

Prace Applebaum sprawiły, że w mediach zwanych powszechnie mediami głównego nurtu jeszcze trudniej było opublikować cokolwiek choć śladowo dotyczącego Lewicy, kojarzyła się ona wciąż ze zbrodniami Stalina i z prądami intelektualnymi, które zeszły na manowce. Percepcja ta trwała pomimo przeprowadzonych w regionie licznych badań podważających teleologiczną wersję upadku komunizmu. Według Dariusza Jarosza[34], na przykład, sposób przedstawiania relacji między władzą a społeczeństwem w Polsce w latach 1944-1989 w historiografii po roku 1989 prowadził do jednostronnego oglądu PRL jako systemu wyłącznie represyjnego, realizującego cele narzucone przez PZPR i stojący za nią Związek Radziecki. Tak czy inaczej, wracając do uśmiechniętego, choć nieco niepokojącego, zdjęcia Applebaum patrzącego z pierwszej strony, tzw. jedynki Gazety Wyborczej 8 sierpnia: wydawało się to dziwne, artykuł o dziennikarce na pierwszej stronie gazety. Zaraz potem, kiedy nanosiłem ostatnie poprawki w niniejszej książce, ukazała się „Matka Polka”[35]. Wchodząc do księgarni przy Placu Zbawiciela w Warszawie na początku października spostrzegłem ten sam wymuszony uśmiech przy wejściu, wzrok obserwujący mnie z końca półki na przeciwko drzwi. Odczuwałem lęk, odrazę, strach i wstyd, miałem poczucie winy i wątpliwości i nieco zazdrościłem. Czułem się zrugany przez srogą panią dyrektor. Jej oczy podążały za mną po całej księgarni. W książce można obejrzeć zdjęcia ze ślubu Anne, fotografie jej rodziny, ciast jakie piekła. Większość z nas na niższych szczeblach hierarchii warszawskiego światka mediów zapewne nie potrzebowało aż takich szczegółów z jej życia, biorąc pod uwagę, że naszą pozycję w tym światku definiowały niezmącone współczucie dla osób LGBTQ oraz niedawno odkryta niechęć do strukturalnego rasizmu. Świadomość innych, szerszych struktur, z których mielibyśmy czerpać korzyści zupełnie w nas nie istniała. Było raczej pewne, że liberalizm będzie od teraz określany kategoriami jego moralnej wyższości, wsparcia dla mniejszości oraz jego fundamentalnymi wartościami uniwersalistycznymi i legalistycznymi, nie zaś haniebnymi kompromisami z Lewicą, która miewa skłonności do ekstremizmu i populizmu.

Problem LGBT+ po atakach na protestujących w Warszawie utrzymywał się w wiadomościach przez całe lato roku 2020. Liberalne media przystąpiły do ataku w pełnej narracyjnej zbroi. Nie mogąc obronić swoich interesów lub choćby nadać im nazwy, odwoływały się wciąż do symbolicznych obrazów gejów i lesbijek, nowej awangardy. Nacjonalizm PiSu był wrogiem publicznym, zaś lewicowość PiSu wrogiem prywatnym. O nietolerancji PO, jej własnej nieliberalności i braku jakiegokolwiek planu nie wspominano ani słowem.

Pewien amerykański ekspert od historii Polski powiedział mi:

– Podzielam twoją frustrację tym, że garść ludzi o słabej lub nieistniejącej wiarygodności badawczej (Applebaum, Snyder, Davies itp.) zyskuje akceptację szerszej publiczności jako intelektualiści, a jednocześnie ignoruje się poważniejsze i bardziej wnikliwe prace. Książki wspomnianych osób są tak głęboko wadliwe, że aż nie bardzo warto brać je do ręki; krytykowanie ich byłoby jak łapanie ryby w beczce. Autorzy zyskują sławę, ponieważ skorzystali z bardzo kosztownych usług wysoko wykwalifikowanych osób, do których większość z nas nigdy nie będzie mieć dostępu. Co gorsza, publikują oni proste historyjki pasujące do powszechnie panującej zbiorowej mądrości, które ich docelowym odbiorcom łatwo jest przyswoić nie naruszając swojego wyobrażenia o świecie. Problem leży w tym, że ujawnienie tego zjawiska zawsze obraca się przeciwko ujawniającemu, dokładnie dlatego, że poddawanie sławnych osób krytyce wygląda jak przejaw zazdrości. To sytuacja bez wyjścia. Jednak nie ma większego znaczenia, czy autorzy tacy są aroganckimi indolentami. Bardziej adekwatne i lepiej trafiające do wielu z tych, którzy chcąc nie chcąc uczestniczą w opisywanej przez ciebie narracji, jest skupienie się efekcie, raczej niż na emocjach i reakcjach, czyli afekcie.

Lewica i liberalni centryści zdawali się mieć podobny problem. Naturalne zatem było dążenie do stworzenia wspólnego frontu – zestawu radykalnych, postępowych idei dotyczących pracy, relacji pracy i płacy, własności, konsumpcji, wykraczającego ponad Lewicę i Prawicę. Potrzebna była otwarta i szczera debata na szczeblach lokalnych i regionalnych, rodzaj procesu Prawdy i Pojednania, by stworzyć podstawy nowej demokratycznej współpracy. Zamiast tego jednak mieliśmy przepychającą się łokciami klasę średnią wypluwającą swoje często drugorzędne produkty[36].


[1] Tariq Ali, The Extreme Centre: A Second Warning (Radykalne centrum: drugie ostrzeżenie) Londyn: Verso Books, 2015.

[2] Reijer Hendrikse, „Neoliberalism is Over” (Neoliberalizm się skończył) 7 maja 2020, OpenDemocracy

[3] Immanuel Wallerstein, The Modern World System I: Capitalist Agriculture and the Origins of the European World-Economy in the Sixteenth Century (Nowoczesny świat system I: rolnictwo kapitalistyczne oraz początki europejskiej gospodarki światowej w szesnastym wieku) Berkeley: University of California Press, 2011, 151.

[4] Wolfgang Streeck, „How Will Capitalism End,” New Left Review 87 (Jak kapitalizm się skończy?) maj-czerwiec 2014: 50. Patrz też: Laura Amico, „Do Democracy and Capitalism Really Need Each Other?” (Czy demokracja i kapitalizm naprawdę się nawzajem potrzebują?) Harvard Business Review, 11 marca 2020.

[5] Jo Harper, „Poland: Where Keynes Meets Jesus” (Polska: gdzie Keynes spotyka Jezusa) Deutsche Welle, 29 maja 2019.

[6] Rafał Matyja, „Emergency Exit” (Wyjście bezpieczeństwa) w: The End of the Liberal Mind, Poland’s New Politics, wyd. Karolina Wigura i Jaroslaw Kuisz, (Warszawa: Kultura Liberalna, 2020).

[7] Tomasz Sawczuk, „Reconstruction in Democracy: From Jarosław Kaczyński’s Illiberal Shfit to Pragmatic Liberalism” (Rekonstrukcja w demokracji: od nieliberalnej ewolucji Kaczyńskiego do pragmatycznego liberalizmu) w: The End of the Liberal Mind, Poland’s New Politics, wyd. Karolina Wigura i Jaroslaw Kuisz (Warszawa: Kultura Liberalna, 2020).

[8] Sawczuk, tamże, 2020.

[9] Sawczuk, tamże, 2020.

[10] „Rafał Matyja: Kto najbardziej przeszkadza PO i PiS? Ten, kto nie chce stanąć po żadnej ze stron”, wywiad Grzegorza Sroczyńskigo, 3 czerwca 2017, Gazeta Wyborcza.

[11] Sławomir Sierakowski, „The Five Lessons of Populist Rule” (Pięć lekcji populistycznego rządzenia) project-syndicate.org, 2 stycznia 2017. https://www.project-syndicate.org/commentary/lesson-of-populist-rule-in-poland-by-slawomir-sierakowski-2017-01.

[12] Brian Porter-Szűcs, „The Triumph of National Communism” (Triumf narodowego komunizmu) w: Poland’s Memory Wars: Essays on Illiberalism, wyd. Jo Harper (Budapest: CEU Press, 2018), 65–70.

[13] Jest to częsty temat w polemice antypisowskiej. By podać parę przykładów, patrz Dariusz Ćwiklak, „Tydzień z wehikułem czasu” Newsweek Polska, nr 2 (2016); Jarek Nieten, „Czy wraz z PiS wraca komunizm?” Wiadomości24.pl, 11 listopada 2015; „Rostowski: Rządy PiS gorsze niż komunizm” Super Express, 25 maja 2016.

[14] Mitchell A. Orenstein, „What Europe’s Populist Right is Getting Right” (Co europejska populistyczna prawica robi dobrze) New Europe, 18 marca 2019.

[15] Artur Lipiński, „Constructing ‘the Others’ as a Populist Communication Strategy: The Case of the ‘Refugee Crisis’ in Discourse in the Polish Press” (Konstruowanie „Innych” jako populistyczna strategia komunikacyjna: przypadek ‘kryzysu uchodźczego’ w dyskursie polskiej prasy) 2020. W: Populist Discourse in the Polish Media, Agnieszka Stępińska (wyd.), Wydział Nauk Politycznych I Dziennikarstwa Uniwersytetu im Adama Mickiewicza, Poznan, str. 155-180.

[16] Michal Kunicki, wówczas dyrektor Programu o Nowoczesnej Polsce w St. Antony’s College, w Oxfordzie powiedział mi w roku 2015: „Faszystowska mentalność, być może faszystowska osobowość zawsze znajdzie swoje miejsce w systemie komunistycznym, a element katolicki, ta quasi-religijna część ideologii komunistycznej, pasuje do niego.”

[17] Badanie praktyk religijnych przeprowadzone w roku 2018 przez Pew Research Center ujawniło, że istnieje różnica 23 punktów procentowych pomiędzy ludźmi młodymi a starszymi w tym, na ile ważna jest w ich życiu religia.

[18] Jacek Kucharczyk i Olga Wysocka, „Poland in Populist Politics and Liberal Democracy” (Polska w populistycznej polityce i liberalnej demokracji) w Central and Eastern Europe, wyd. Grigorij Mesežnikov, Olga Gyárfášová i Daniel Smilov (Bratysława: Instytut Spraw Zagranicznych, 2008), 71–100; Rafał Pankowski, The Populist Radical Right in Poland: The Patriots (Populistyczna skrajna prawica w Polsce: partioci) Londyn: Routledge, 2010; Artur Lipiński, Prawica Na Polskiej Scenie Politycznej w Latach 1989–2011. Historia, organizacja, tożsamość . Warszawa: Elipsa, 2016.

[19] Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński, Michał Karnowski i Piotr Zaremba, O Dwóch Takich. Alfabet Braci Kaczyńskich (Warszawa: Wydawnictwo M, 2006), 292.

[20] Jarosław Kaczyński, „Na prawo Od Nas Tylko Ściana,” Rzeczpospolita, 20 listopada 2008, http://www.rp.pl/artykul/222423-Na-prawo-od-nas-tylko-sciana-.html.

[21] Majid Khosravinik, „The Representation of Refugees, Asylum Seekers and Immigrants in British Newspapers during the Balkan Conflict (1999) and the British General Election (2005)” (Przedstawienie uchodźców, osób ubiegających się o azyl I imigrantów w brytyjskich gazetach podczas konfliktu bałkańskiego (1999) i brytyjskich wyborów powszechnych (2005) ) Discourse & Society 20, nr 4 (2009): 477–98.

[22] Agnieszka Stępińska, Marketingowe strategie wyborcze. Wybory prezydenckie w Polsce 1990-2000 (Poznań: Wydawnictwo Naukowe INPiD UAM, 2004); Artur Lipiński, Prawica Na Polskiej Scenie Politycznej. Historia, Organizacja, Tożsamość, Warszawa (Warszawa: Elipsa, 2016).

[23] Radosław Markowski, „The Polish Parliamentary Election of 2015: A Free and Fair Election That Results in Unfair Political Consequences” (Polskie wybory parlamentarne 2015: wolne I uczciwe wybory o nieuczciwych konsekwencjach politycznych) West European Politics 39, nr 6 (2015): 1311–22.

[24] Ze strony facebookowej Pawła Kukiza.

[25] „What are the prospects for Poland’s radical-right Confederation?” (Jakie perspektywy czekają polską skrajnie prawicową Konfederację?) 23 grudnia 2019, Notes from Poland.

[26] Przemówienie Przewodniczącego Donalda Tuska w Uniwersytecie Warszawskim z okazji Święta Konstytucji 3 Maja, 2019 rok

[27] Paradoksalnie, kilka lat wcześniej ten sam model modernizacji wdrażany przez PO był krytykowany jako „konserwatywny.” Paweł Kozłowski i in., Dwudziestolecie polskich przemian: konserwatywna modernizacja (Warszawa: Instytut Nauk Ekonomicznych PAN, 2011).

[28] Albert Hirschman, Exit, Voice, and Loyalty: Responses to Decline in Firms, Organizations, and States (Wyjście, głos i lojalność: odpowiedzi na zmierzch w firmach, organizacjach I państwach), Cambridge: Harvard University Press, 1972.

[29] Stefan Sękowski, w The End of the Liberal Mind, Poland’s New Politics (Koniec umysłu liberalnego. Nowa polska polityka) wyd. Karolina Wigura i Jaroslaw Kuisz (Warszawa: Kultura Liberalna, 2020).

[30] Sękowski,, ibid. (2020).

[31] Sękowski,, ibid. (2020).

[32] The Polish Politics Blog, Alex Szczerbiak: https://polishpoliticsblog.wordpress.com/about/

[33] Anne Applebaum, „Jeśli Trump wygra, ludzie zaakceptują jeszcze gorsze rzeczy,” Gazeta Wyborcza, 8 sierpnia 2020.

[34] Dariusz Jarosz, „Post-1989 Historiography’s Distorted Image of the Relation Between Authorities and Society in Poland During the Period from 1944 to 1989” (Skrzywiony wizerunek relacji między władzą I społeczeństwem w Polsce w okresie 1944-1989 w historiografii po roku 1989) Revue d’études comparatives Est-Ouest 2, no. 45 (2014)

[35] Anne Applebaum, Matka Polka (Warszawa: Agora, 2020)

[36] Przypomniano mi niedawno o koledze z lat szkolnych, który zrobił karierę w bankach Wielkiej Brytanii, jak wysłał mi w 2006 roku podczas przelotnej wizyty w Warszawie wiadomość przez messengera. Kolega pytał, dlaczego jego taksówkarz opowiadał o warszawskim getcie, przez które akurat przejeżdżali, najwyraźniej z dumą (czy też czarnym humorem). – W naszej kulturze słowo ‘getto’ ma konotacje raczej negatywne, prawda? – napisał. W późniejszym czasie przedstawiłem owego bankiera polskiemu dziennikarzowi Markowi Ostrowskiemu, w celu rozmowy o kryzysie finansowym dla „Polityki”. Bankierowi udało się okazać mu zarówno wyższość, jak i brak zainteresowania. Na forum w Krynicy-Zdroju w roku 2018 przysłuchiwałem się panelowi moderowanemu przez Jamesa Shottera z Financial Times, w którym brał udział również ówczesny brytyjski wicepremier David Lidington. Obecny był też nowy laburzystowski minister obrony Geoff Hoon, pracujący jednocześnie w firmie z branży obronnościowej. Przepychanie się łokciami, okrągłe pretensjonalne wypowiedzi, za to mniej rzeczywiście merytorycznego wkładu. Dziennikarze FT Rachman, Bobinski, Barber, Foy i inni wydawali się miłymi, przyzwoitymi ludźmi piszącymi poczytne teksty, lecz funkcjonującymi w ramach pewnej ideologii, której nazwy nie wolno wypowiadać.

Author

Categories

You may also like

Archives


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.