Rozdział 4: Niespodziewana pauza, czyli wybory, których nie było. Maj 2020
Kwiecień dobiegł końca, jakby znużony swoim istnieniem – nastał maj. Mijał ósmy tydzień lockdownu spowodowanego epidemią covid-19. Mądrzy ludzie powiadali, że nic nigdy nie będzie już takie samo. Zaiste – w codziennym użytku pojawiły się słowa i określenia, do tej pory zamknięte w naukowych gettach, wypowiadane jedynie podczas zaawansowanych seminariów socjologicznych. Oto nowa normalność – kiwano głowami. Ale wnet okazało się, że stara normalność wciąż dycha, więcej! – ma się całkiem dobrze.
Polacy wciąż siedzieli zamknięci w domach, gdy oto PiS wytrwale dążył do realizacji planów sprzed pandemii: postanowił dotrzymać pierwotnego terminu wyborów prezydenckich, czyli przeprowadzić je 10 maja. Rozpoczęła się bitwa o kolejny projekt PiSu, z tym, że chodziło nie o to, kto wygra czy przegra wybory, ale o to, czy w ogóle, kiedy i w jaki sposób należy je przeprowadzić.[1]
Coraz bardziej zdenerwowane kierownictwo partii usiłowało jeszcze w kwietniu przepychać kolejne obywatelskie projekty ustaw. Na pierwszy ogień poszła propozycja powrotu do proponowanej kilka lat wcześniej legislacji, która miała drastycznie zaostrzyć warunki legalnej aborcji.[2] Inna dotyczyła ograniczenia dostępności edukacji seksualnej w szkołach,[3] jeszcze inna, autorstwa aktywistów skrajnej prawicy, proponowała zakaz zwrotu mienia, będącego przed II wojną światową w posiadaniu Żydów w Polsce, w przypadku, gdy nie pozostali żyjący spadkobiercy.
Morawiecki nieugięcie powtarzał, że wybory dojdą do skutku, czy to 10, czy może 17, w ostateczności 24 maja – przez głosowanie pocztą; alternatywnie rzucono pomysł zmiany konstytucji i przedłużenie kadencji, co umożliwiłoby Dudzie piastowanie urzędu przez okres siedmiu lat. Wszystko było możliwe – wszak partia rządząca obsadziła już popierającymi ją sędziami zarówno Trybunał Konstytucyjny, jak Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. 6 kwietnia Marszałek Sejmu Elżbieta Witek skierowała do Trybunału pytanie dotyczące możliwości zmiany terminu wyborów wyłącznie na podstawie obecnych artykułów konstytucji. Pozytywna odpowiedź pozwoliłaby znaleźć rozwiązanie bez zmieniania konstytucji, bo wspomniana wcześniej propozycja utkwiła w Senacie. Ale konstytucjonaliści postawili pod znakiem zapytania zgodność z konstytucją samego pytania.
Centralną osią kampanii wyborczej, czy raczej kampanii, której nie było, stało się zarządzanie tym konkretnym kryzysem. PiS stopniowo rozluźniał lockdown, otwierając kolejne obszary przestrzeni publicznej. Podpierał się przy tym naukowymi ekspertyzami, które niekiedy okazywały się jakoś podejrzanie zsynchronizowane z potrzebami gry politycznej[4], a nawet służyły jako broń, chociaż nie zawsze z powodzeniem. Zawiodły na przykład wtedy, gdy warunki lockdownu okazywały się selektywne: najwyraźniej nie dotyczyły ministrów rządu celebrujących dziesiątą rocznicę katastrofy smoleńskiej – bez masek ani ochronnych rękawiczek.
Bat na Unię Europejską: Tymczasem nie tylko Unia Europejska ostrzegała, że przeprowadzanie wyborów w panujących warunkach epidemii stanowi naruszenie demokracji. Freedom House[5] w opublikowanym raporcie wskazywał na Polskę jako kraj, w którym nie ma już skonsolidowanej demokracji. Równocześnie jednak gdzieś się rozwiała solidarność bloku krajów unijnych, po wyjściu Wielkiej Brytanii liczącego już nie 27, lecz 26 krajów.[6] W miarę, jak słabła jedność Unii Europejskiej, Bruksela zaczęła wytaczać tradycyjne działa, kierując paszcze armat na PiS (i na węgierską partię Orbána, Fidesz).
Im bardziej politycy grzęźli w konstytucyjnym kryzysie, tym głośniej PiS walił w anty-unijne bębny. Rozpoczęła się kolejna runda wymiany ciosów z Brukselą.[7] „Jestem przekonany, że kryzys spowodowany vovidem-19 wielu ludziom ukazał rzeczywistą słabość Unii Europejskiej, w kontraście do kluczowej roli, jaką odgrywają kraje narodowe” – powiedział w kwietniu Kaczyński.[8] Morawiecki zaś oświadczył w Sejmie, że Polska „nie otrzymała ani grosza z Unii Europejskiej [na walkę z wirusem],” a Ziobro posunął się do słów, że w czasie kryzysu „Unia się skompromitowała”.
Opozycja w bloku PiS: Zanim opozycja parlamentarna rozważyła kocepcję, by kontestować plany przeprowadzenia wyborów, pojawiła się opozycja wewnętrz samej partii PiS i w ich sejmowej koalicji. Duda i Morawiecki przeforsowali zwolnienie ze stanowiska prezesa TVP bliskiego sojusznika Kaczyńskiego, Jacka Kurskiego – bezprecedensowe zwycięstwo dla skrzydła centrystów i technokratów w łonie partii[9]. TVP podjeła batalię przeciw komercyjnej stacji telewizyjnej TVN, oskarżając ją o postawę anty-polską i rozsiewanie „fałszywych informacji”.[10]
Następnie na scenę wkroczył Gowin: zagrał o władzę, najwyraźniej przegrał i padając, nadział się na własny miecz. Byliśmy świadkami działań podjętych w mikro-skali, które właściwie przypominały strzelenie gola do własnej bramki. Niezależnie od ich (nie)powodzenia, doprowadziły do powstania wyrwy w dotychczas niewzruszonym froncie Zjednoczonej Prawicy. Aby uzyskać większość w Sejmie, potrzeba zgody dwustu trzydziestu jednego z ogólnej liczby czterystu sześćdziesięciu posłów. Zjednoczona Prawica miała ich dwustu trzydziestu pięciu, z tego dwustu należących do PiS, osiemnastu do Porozumienia i siedemnastu do Polski Solidarnej. Wystarczyłoby, że pięć głosów poselskich z Porozumienia opuszcza koalicję, dołaczając się do opozycji, aby PiS straciło większość. Prawo i Sprawiedliwość zapewniło sobie niewielką przewagę głosów, by poddać pod obrady Sejmu projekt ustawy o wyborach pocztowych, wymuszając partyjną dyscyplinę głosowania, (pomogła mu absencja kilku posłów opozycji). Ale ton debaty niedwuznacznie świadczył o pęknięciach w sojuszu partii konserwatywnych. Wówcza PiS próbowało kupić poparcie Gowina, obiecując podarki w postaci uchwalania nowych ustaw. Pojawiły się informacje o tym, że Gowin negocjuje z partiami opozycyjnymi. Spekulowano, że chce zapewnić sobie wybór na stanowisko marszałka Sejmu, co by wydatnie utrudniło partii PiS manewrowanie w sejmowym kurniku. Zapłatą miała być pomoc w powołaniu alternatywnego rządu, wspieranego przez opozycję, w której przywództwo objąłby nowy centroprawicowy sojusz partyjny – Koalicja Polska (składająca się z partii Kukiz’15 oraz PSL).[11]
Opozycja określa swoją pozycję (lub jej brak): 30 kwietnia dziewięciu byłych polskich premierów i prezydentów oświadcza, że będą bojkotować wybory. W opublikowanym oświadczeniu dawni liderzy kraju wzywają trzydzieści milionów obywateli uprawnionych do głosu, aby przyłączyli się do bojkotu.[12]
Kandydatka PO, Małgorzata Kidawa-Błońska, nazwała wybory „zamachem stanu, nie tylko na naszą demokrację, ale na życie i zdrowie Polaków. Nie będą demokratyczne, wynik jest z góry przesądzony. Nie możemy w nich brać udziału ani zachęcać Polaków, by brali udział w tej farsie. Wybory 10 maja nie mogą się odbyć”.[13]
U schyłku kwietnia kończąca swoją kadencję prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata
Gersdorf powiedziała, że PiS stopniowo popycha kraj w kierunku ustroju autorytarnego.[14] Uzasadniła swoją opinię determinacją, z jaką rządząca partia trzymała się projektu wyborów pocztowych, ignorując stanowisko Krajowej Komisji Wyborczej.
Duda powołał na jej następcę sędziego Kamila Zaradkiewicza[15]. Ten ruch wywołał też obawy w Unii Europejskiej. Vera Jurova, komisarz ds. wartości i przejrzystości, powiedziała w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że Rada Europy rekomenduje krajom członkowskim, by nie wprowadzały „zasadniczych zmian” w regulaminach wyborczych przez rok przed planowanym terminem wyborów.
Tusk stwierdził, że plan PiSu „w niczym nie przypomina wyborów”. Dodał, że polscy wyborcy powinni zbojkotować wybory prezydenckie, kierując się „podstawową uczciwością”. „Jeśli nie wiesz, jak się zachować, bądź przyzwoity” – sparafrazował powiedzienie zmarłego aktywisty anytkomunistycznego, Władysława Bartoszewskiego.
9 kwietnia unijny Trybunał Sprawiedliwości nakazał Polsce natychmiastowe zawieszenie działalności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego – organu, który ma prawo karać sędziów; nakazał również zamrozić nową legislację, ograniczającą niezawisłość sędziów. 6 maja wieczorem dowiedzieliśmy się z ust wicepremiera Jacka Sasina, że wybory zostaną przesunięte i odbędą się najwcześniej w czerwcu. Duda i centrala związków zawodowych „Solidarność”, sympatyzująca z PiS, ogłosili stanowisko, w którym zawarto obietnicę pomocy finansowej dla bezrobotnych z powodu pandemii.
Smutny kac: „Partia Kaczyńskiego wyszła na głupka” – w obwieściła 8 maja „Gazeta Wyborcza” tonem mocno podszytym Schadenfreude, złośliwą radością z cudzej porażki.[16] „Nastrój w kręgach PiS-owców można określić dwoma słowami: kac-gigant. Po tym, jak przez całe tygodnie w kółko powtarzali, że wybory odbędą się 10 maja, albo jakiegoś innego majowego dnia – bo to jedyne rozwiązanie zgodne z Konstytucją, musieli się teraz przyznać, że to nie była prawda. Jarosław Kaczyński musiał ustąpić… Nasz rząd jest ze sklejki, i to jeszcze najłagodniejsze z możliwych określenie. Przez nich Polacy stali się w ostatnich tygodniach pośmiewiskiem całego świata”. Tak rozpoczął się drugi etap bitwy o prezydenturę.
Ze swoją ekspercką analizą wystąpił Sikorski. Czemu nie, skoro bestia PiS-owska odniosła rany? „Kaczyński chce zamienić kraj w rzymsko-katolicką dyktaturę” – napisał 8 maja. „On [Kaczyński] chce stworzyć dla narodu polskiego państwo katolickie. To wizja godna Salazara, czy nawet Franco, z tym, że planowana do realizacji przy silnym poparciu Stanów Zjednoczonych” – powiedział w wywiadzie dla EUobserver. „Węgry stały się pierwszym w Unii Europejskiej państwem autokracji koronawirusowej, ale Polska niebawem może być drugim… Europa nie może milczeć… To nie jest dobra chwila, by zachowywać milczenie. Międzynarodowe organizacje powinny zmierzyć się z ciążącą nan ich odpowiedzialnością.”[17]
Posłowie opozycji natychmiast złożyli wniosek o votum nieufności wobec Jacka Sasina, wicepremiera, któremu przydzielono zadanie organizowania wyborów. Oskarżyli też rząd o to, że dla politycznych korzyści postawił w stan zagrożenia zdrowie publiczne. „Dzisiaj zaczynamy prowadzić zapis dłużny wobec tych, którzy są odpowiedzialni za zawstydzający cyrk, którym stały się prezydenckie wybory” – powiedział przewodniczący PO, Borys Budka. Lewica nie pozostała bezczynna – zgłosiła do prokuratury zawiadomienie w związku z podejrzeniem o popełnienie przestępstwa, żądając informacji, czy planowane wybory pocztowe miały podstawę prawną.
PiS znalazło się pod presją oblężenia na froncie domowym, świadome, że ujawniło i tak poirytowanemu już społeczeństwu wewnętrzne podziały. Nie ciesząc się dużą liczbą przyjaciół w Unii Europejskiej, szukało otuchy u Stanów Zjednoczonych i w Watykanie. 8 maja Duda zamieścił w „The Washington Post” płatne ogłoszenie (tekst ukazał się w dziale reklam).[18] „Dzisiejsza sytuacja najdobitniej pokazuje, jak bardzo potrzebujemy państw narodowych, aby zapewnić bezpieczeństwo i pokój” – napisał w nim. Zdaniem Dudy, Polska zadziałała „szybko, zdecydowanie i skutecznie, by ograniczyć rozszerzanie się choroby” wywołanej przez wirusa. Duda wzywa do „budowania jedności wolnego świata wolnych krajów”.
Poza rejonem osiedlenia?[19] Zaledwie kilka dni po uroczystościach upamiętniających rocznicę pierwszej polskiej konstytucji, ustanowionej 3 maja 1791 roku, PiS z zapałem zabrał się do majstrowania przy obecnej – z zamiarem obejścia jej przepisów. Nieżyjący komuniści zapewne szczerzyli zęby w „uśmiechu zza grobu”, obserwując iście orwellowskie próby dwumyślenia[20]: Kaczyński 6 maja wydał oświadczenie zapowiadające anulowanie wyborów z 10 maja, gdy tylko Sąd Najwyższy zaświadczy, że wybory w rzeczywistości się nie odbyły – co mogło się stać dopiero po tym, jak wybory, których nie zamierzano organizować, formalnie „odbyły się”.
Odwołanie dawno planowanego wydarzenia było wynikiem ugody między dwoma przywódcami partii: Kaczyńskim i Gowinem. „Mówiąc wprost, stało się tak, że w demokratycznym kraju rząd postanowił – świadomie – nie organizować wyborów głowy państwa” – powiedział wysoki rangą przedstawiciel Unii Europejskiej w Warszawie.[21] Jednocześnie warto zauważyć, że chociaż tym samym przyznano, iż pandemia faktycznie uniemożliwia zorganizowanie wyborów – nadal nie postrzegano wystarczających powodu dla ogłoszenia stanu klęski żywiołowej, który jest przewidziany w artykule 232 konstytucji.
Wielu obserwatorów z podniesionymi brwiami podziwiało pewność siebie, z jaką tandem Kaczyński-Gowin przewidywał, że Sąd Najwyższy wyda werdykt zgodny z ich oczekiwaniami. Kaczyński zapewne stawiał na fakt, że w odczuciu PiSu osiągnięto już wystarczającą kontrolę tego organu. Platforma „Politico” przezwała całe to wydarzenie „wyborami Schrödingera”.[22]
Kaczyński usiłował przedstawić kryzys jako normalny i pozytywny element procesu demokratycznego, oświadczając w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej”, że nie jest tajemnicą, iż Zjednoczona Prawica jest podzielona. W trójpartyjnej koalicji „mamy swe skrzydło dość radykalne, ale mamy też drugie – umiarkowane, czy wręcz bardzo umiarkowane […]. Tarcia między nami nie są, jak sądzę, niczym nowym” – powiedział.
Pojawiła się jednak pewna nowina: ponoć Morawiecki w proteście przeciw próbom przyspieszenia wyborów złożył rezygnację. Na spotkaniu Kaczyńskiego z Gowinem 9 maja szef PiSu jej nie przyjął. Niektórzy obserwatorzy spekulowali, że być może konserwatywna frakcja w łonie PiS, łącznie z Ziobrą, doprowadziła do rozmów na tym szczeblu wyłącznie po to, by nagłośnić ugodę z Gowinem i w konsekwencji doprowadzić do upadku rządu. Umożliwiłoby to Ziobrze pozbycie się Morawieckiego, swojego głównego rywala.
Jakakolwiek nie byłaby zakulisowa prawda, wiadomo, że kilka dni po ogłoszeniu ugody z Gowinem Kaczyński już rozważał wycofanie się z niej. Podobno był namawiany przez ekipę prowadzącą kampanię wyborczą Dudy i innych sojuszników, by przetestować klimat dla propozycji odbycia wyborów 23 maja.
Tymczasem dwóch kandydatów – Szymon Hołownia i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz osiągali coraz lepsze wyniki w sondażach. IBRiS opublikował dane, w których Duda miał 45% poparcia, a drugi po nim Hołownia – 19.5%. „Okazuje się, że rzeczywistość nie poddaje się takiej plastyce umysłu jak u Jarosława Kaczyńskiego” – zażartował Hołownia na konferencji prasowej 11 maja[23].
Wybory „hybrydowe”? 12 maja, gdy wielu Polaków po przebudzeniu ujrzało za oknami pierwszy od wielu lat majowy śnieg, relacje Gowina z kolegami sejmowymi z partii Porozumienie zdawały się również wchodzić w fazę zlodowacenia. Chociaż jego los został prawdopodobnie przypieczętowany już na tydzień przed tym, jak publicznie rzucił wyzwanie jednowładzy prezesa Kaczyńskiego, niewielu obserwatorów sceny politycznej oczekiwało tak błyskawicznej egzekucji – w dodatku dokonanej wewnątrz jego własnej partii (chociaż sztylet został zapewne naostrzony po cichu w kwaterze głównej PiSu na Nowogrodzkiej).
Tymczasem PiS zorientowało się, że musi stawić czoła większemu, być może, zagrożeniu. Nadeszło ono w postaci kandydata Hołowni i ujawniło się we wspomnianych wynikach sondażu IBRiS (Hołownia zająć drugie miejsce z 19.2% poparciem wobec 45% głosów dla Dudy). Jak z zapałem powtarzali przyjaciele Hołowni w jego świecie – czyli w środowisku warszawskich mediów, sukces Hołowni będzie w dużym stopniu zależał od jego umiejętności rozgrywania mediów społecznościowych. „Nikt nie dorównuje mu w komunikacji internetowej” – stwierdziła Anna Mierzyńska, analistka internetu, w rozmowie z platformą Onet. Laurkę wystawił mu również Bartosz Czupryk, specjalista od kształtowania wizerunku i od marketing politycznego: „Promieniuje energią i świeżością. Erudycja i elokwencja sprawiają, że chętnie się go słucha”.[24]
PiS zaczyna działać, zanim będzie za późno: W tych dniach rząd zapowiedział, że tworzy projekt ustawy zmuszającej organizacje pozarządowe do deklarowania wszystkich zagranicznych źródeł finansowania – jak gdyby chciał celowo podkreślić jawny antyliberalny character ich poczynań… a może również powodowany rosnącą obawą, że jeśli dojdzie do drugiej rundy, Duda nie będzie kandydatem łatwym do przepchnięcia na fotel prezydencki. Minister środowiska, Michał Woś, w wywiadzie dla katolickiej stacji telewizyjnej Trwam powiedział, że w ministerstwie powstała grupa zadaniowa w celu „doprowadzenia do większej przejrzystości finansów organizacji pozarządowych.”[25] „Polacy mają prawo wiedzieć, czy to są faktycznie organizacje, pracujące w interesie Polski… Ci, którzy nie mają nic do ukrycia, nie mają też powodów, by się obawiać” – komentował Ryszard Czarnecki, eurodeputowany do Parlamentu z ramienia PiS.
Unia Europejska – bez kłów, zagubiona: Tymczasem prawne podstawy Unii Europejskiej zatrzęsły się w podstawach po tym, jak sędziowie w niemieckim mieście Karlsruhe na początku maja zakwestionowali legalność skupowania przez Centralny Bank Europejski obligacji państw członkowskich w celu luzowania polityki pieniężnej. Skomplikowało to wysiłki Banku, by utrzymać płynność finansową eurostrefy. Sąd w Karlsruhe swoim werdyktem skutecznie zanegował wyrok Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który przedtem dał Bankowi zielone światło.
Naturalnie, eurosceptycy uśmiechali się ironicznie. Ostatecznie Trybunał Sprawiedliwości był jedyną instancją, która do tej pory utrzymywała na wodzy antyliberalne zapędy rządów Polski i Węgier. Bez zaskoczenia przeczytaliśmy więc entuzjastyczny list, jaki Morawiecki przesłał do gazety niemieckiej, wychwalając wyrok sądu z Karlsruhe jako „jeden z najważniejszych werdyktów sądowych w historii Unii Europejskiej” ponieważ „przypomniał, że to państwa członkowskie decydują, co mogą robić instytucje unijne, a nie odwrotnie.”
Zranione PiS zadaje cios odwetowy: Opozycja nie uznaje demokracji: blokowała wybory, podczas, gdy rząd robił, co w jego mocy, by wypełnić nakazy Konstytucji w kwestii terminów wyborczych – oświadczył Kaczyński 12 maja w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej”.[26]
Następnie stwierdził, że decyzja dotycząca ewwentualnej dalszej kandydatury Kidawy-Błońskiej na prezydenta Polski „zostanie podjęta w Brukseli czy też gdziekolwiek najczęściej bywa Donald Tusk. Jeśli jej nie zechce – a pewnie tak właśnie jest – to kogo innego wystawią? Moim zdaniem nie mają nikogo na zastępstwo, kto mógłby zmienić ich pozycję w trakcie tak krótkiej kampanii. To z pewnością nie jest pociągająca perspektywa dla samego Tuska, bo niesie ze sobą wysokie prawdopodobieństwo porażki. (…) W tym najbardziej radykalnym z wszystkich kryzysów okazało się więc, że nasza opozycja nie przestrzega zasad demokratycznych. Nie szanują przepisów prawa. Nie cofnęli się nawet przed blokowaniem wyborów, a to z prostego powodu: bo wiedzieli, że odniosą w nich porażkę. Posłużyli się pandemią” – oskarżał.
Jak wieść niesie, Kidawa-Błońska odmówiła wycofania się z wyścigu wyborczego, chociaż przywództwo partyjne usilnie jej to sugerowało. Krążyła pogłoska, że sam Schetyna, planując ponowne objęcie stanowiska szefa PO, szuka sposobu utrzymania jej kandydatury. Kilka miesięcy wcześniej to właśnie Schetyna wciągnął ją do ścisłego kręgu struktur partyjnych. Kiedy w 2019 roku, przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, okazało się, że Schetyna ląduje w sondażach bardzo nisko, sam wysunął Kidawę-Błońską jako kandydatkę na premiera z ramienia partii PO. Potem, chociaż obiecał jej, że będzie się ubiegał o fotel prezydenta, w prawyborach poparł prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. Nowy lider PO, Borys Budka, zawarł z Kidawą-Błońską pakt, w którym obiecywał jej kandydaturę w zamian za poparcie w pojedynku ze Schetyną w wyborach na szefa partii w początkach 2020 roku.
Pożegnanie z Kidawą-Błońską: Należy uczciwie przyznać, że ona sama nigdy nie chciała tego zaszczytu, więc zapewne z ulgą ogłosiła rezygnację z udziału w wyścigu wyborczym. Za kulisami czekali już Trzaskowski i Sikorski – obaj będący absolwentami Oksfordu. Szanse Tuska też ponoć stały wysoko, chociaż Trzaskowski lepiej wypadał w projekcjach obejmujących ewentualność starcia z Dudą w drugiej rundzie. A właśnie na taki przebieg wydarzeń miała nadzieję PO, zakładając, że zdoła zjednoczyć pozostałych kandydatów opozycyjnych wokół swojego własnego.
U schyłku 2019 roku Tusk oświadczył, że nie wystartuje w wyborach prezydenckich. W ciągu kilku poprzednich miesięcy ewentualność jego powrotu do polskiej polityki była jednym z najgoręcej dyskutowanych tematów, ale on sam wyjaśnił, że kraj potrzebuje „kandydata, który nie jest obarczony bagażem trudnych, czasem niepopularnych decyzji, podejmowanych w przeszłości. Ja taki bagaż dźwigam od czasów, gdy byłem premierem”. Również i jego sondaże popularności nie wypadały dobrze, uzyskiwał wyniki niższe nawet od Jarosława Kaczyńskiego.[27]
Tymczasem coraz wyrazistsze stawały się więzi światopoglądowe, łączące Platformę Obywatelską z Unią Europejską. Andreas Vosskuhle, prezes niemieckiego Federalnego Sądu (Trybunału) Konstytucyjnego, wyznał w wywiadzie dla „Die Zeit”, że nie uważa już polskiego Trybunału Konstytucyjnego za partnera. „Chcąc w szybkim tempie zdobyć absolutną władzę w kraju, musisz poddać sobie dotychczas niezawisły sąd konstytucyjny” – powiedział Vosskuhle. „Wtedy to już nie jest sąd, który można traktować poważnie – to marionetka” – i dodał, że potrzeba wielu lat, by zbudować taką instytucję, jak cieszący się powszechnym zaufaniem i szacunkiem Federalny Trybunał Konstytucyjny – proces może trwać nawet tyle, co życie jednego pokolenia. „Ale zniszczyć go można w ciągu zaledwie kilku miesięcy” – konkludował.
Jak należało się spodziewać, Julia Przyłębska, prezes Trybunału Konstytucyjnego, nie przyjęła tych słów z uprzejmym uśmiechem na twarzy. „Skandaliczne oświadczenie prezesa niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego nie przystoi w uczciwej debacie publicznej. Odczuwam zażenowanie, słysząc, że osoba pełniąca tak ważne stanowisko wyraża się w ten sposob”. Polska ambasada w Berlinie, na czele której stoi Andrzej Przyłębski (mąż pani Julii Przyłębskiej), wydała oświadczenie, iż zamierza zażądać sprostowania.
Kult Jarosława: Poproszony o ocenę kandydatur Trzaskowskiego i Sikorskiego, Kaczyński tak się wypowiedział 15 maja na antenie Polskiego Radia: „Z naszego punktu widzenia to są mniej lub bardziej równoważni kandydaci. Ani jeden, ani drugi nie są odpowiedni na stanowisko prezydenta. Obaj panowie się różnią, ale dla Polaków to nie ma znaczenia. Broń Boże, aby tacy ludzie mieli dostać wpływ na cały kraj. Nie chcę być niekulturalny, więc nawet nie będę się wdawał w opis potencjalnych skutków.”
Sąd Najwyższy, do którego zadań należy między innymi ocenianie ważności wyborów, znajdował się właśnie w samym ogniu bitwy o swoją przyszłość, wybierając nowego prezesa po tym, jak miesiąc wcześniej zakończyła się kadencja Małgorzaty Gersdorf. Niektórzy sędziowie wprost oskarżyli Kamila Zaradkiewicza, którego Duda wyznaczył na pełniącego obowiązki prezesa, o nadużywanie systemu w usiłowaniu przepchnięcia siłą kandydata sprzyjającego PiSowi.
15 maja Trzaskowski został wybrany kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta.
Kaczyński i Unia Europejska mierzą się wzrokiem: Zaproszony do skomentowania oświadczenia Vosskuhlego, Kaczyński powiedział: „niestety Niemcy zmieniają się bardzo powoli” i „nie będzie dobrych relacji polsko-niemieckich, aż stosunek Niemców do Polski się zmieni. To jest stary pruski nacjonalizm. Używam określenia pruski, żeby nie powiedzieć czegoś gorszego.”.
15 maja Juan Fernando Lopez Aguilar, przewodniczący komisji wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Parlamentu Europejskiego, oświadcza w krytycznym raporcie o stanie polskiej demokracji, że będzie dążyć do zaostrzenia wobec Polski procedury artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej.
TVP w pogoni za piłką: W głównym wydaniu Wiadomości TVP nazywa prezydenta Warszawy „człowiekiem-awarią”, co ma być aluzją do kłopotów warszawskiej oczyszczalni ścieków Czajka. Na pasku informacyjnym pojawia się napis: „Człowiek-awaria powalczy o pałac [prezydencki]”. Za chwilę pojawił się następny: „Był chaos w Warszawie, będzie chaos w Polsce?”. Po kilku chwilach widzowie dowiedzieli się od zaproszonego do TVP mędrca, dziennikarza „Sieci” Michała Karnowskiego: Trzaskowski „opowiadał nam o tym, że świat się zmienia, że rusza nowa fala. Mam nadzieję, że to nie będzie fala ścieków”. TVP jeszcze bardziej wzmacnia efekt, wyświetlając siatkę ekranów z kolekcją oświadczeń, które składa Trzaskowski w związku z awarią Czajki. Rafał Madajczak komentuje w portalu Gazeta.pl: „Rozkład jazdy TVP na następne dwa miesiące: Czajka, deprawacja nieletnich, reprywatyzacja, ucieczka z miasta dla kariery, homo [dowolne słowo]”.[28]
„Twój ból jest lepszy niż mój”: Na początku okresu, który nadszedł po wczesno-majowej gorączce kryzysu konstytucyjnego i przed samymi wyborami, próżnię polityczną zapełniły tradycyjne, zastępcze formy pojedynku na dyskursy. Powielały one niedawną wojnę kulturową, zaprzęgając do walki symbolikę medialną o wysokiej rozdzielczości. Zaczęło się w Trójce, trzecim programie Polskiego Radia, oskarżonej o próbę cenzury – gdy na topie listy przebojów pojawiła się antyrządowa piosenka. Weteran muzyki rozrywkowej, Kazik Staszewski, napisał utwór „Twój ból jest lepszy niż mój” we współpracy z Wojtkiem Jabłońskim w reakcji na sytuację, gdy dla ogółu Polaków cmentarze były zamknięte, ale Kaczyński mógł 10 kwietnia odwiedzić grób matki. Kiedy podano do wiadomości, że singiel zajął pierwsze miejsce na „Liście przebojów Trójki”, zaczęto wywierać naciski i oskarżenia wobec redaktora listy. W reakcji na manipulacje dyrekcji radia gospodarz listy zrezygnował z pracy w Trójce.
Twój film jest lepszy niż mój: Cztery dni później TVP wyemitowała film Sylwestra Latkowskiego, w którym pojawiła się sugestia, że kilku dobrze znanych celebrytów brało udział w orgietkach. W filmie nie padły żadne nazwiska, ale sama aluzja spotęgowała atmosferę podejrzeń. Oczywista była natomiast rola tego filmu – usiłowano zatrzeć niedobre wrażenie spowodowane dokumentem udostępnionym jakiś czasem przedtem w mediach społecznościowych, w którym bracia Sekielscy ujawniali zbrodnie księży-pedofilów.
Po drodze pojawiły się nowe osoby w składzie państwowej komisji ds. pedofilii. Duda powołał do niej Justynę Kotowską z Instytutu Psychiatrii, a Rzecznik Praw Dziecka ze swojej strony – dra hab. Błażeja Kmieciaka. Działanie zostało podjęte zapewne na wypadek, gdyby społeczeństwo zdążyło zapomnieć, że taka komisja w ogóle istnieje. Były to bowiem jedyne oznaki aktywności komisji w ciągu ośmiu miesięcy, które upłynęły od jej powołania, ale służyły pokazaniu, że PiS a) przejmuje się sprawą, b) coś robi z problemem i c) nie potrzebuje lekcji moralności od PO ani nikogo innego.
Pojedynek na gołe pięści: Medialną przemianę polskiej oraz wszelkiej innej polityki w operę mydlaną kontynuowano w czerwcu. Piątego czerwca lewicowy komentator Sławomir Sierakowski zadawał pytanie: „A jeśli Duda przegra, to czy Kaczyński odwoła się do sądu, żądając anulowania wyniku wyborów?”.[29] Duda już zdążył wybrać Małgorzatę Manowską, eks-wiceministra rządu PiS, na Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego. W okolicach 4 czerwca sondaże pokazywały, że „efekt Trzaskowskiego” zaczyna działać, a PiS potrzebuje planu B.
Próbując zapewne odciągnąć uwagę od podejrzeń o nieczystą grę, Kaczyński podwyższył poprzeczkę pojedynku na dyskursy, przezywając posłów opozycji „chamską hołotą”. Okazja ku temu pojawiła się, gdy lider PO Borys Budka ponoć przeszkodził w wystąpieniu posłance Barbarze Nowackiej, zwracając głośno uwagę Kaczyńskiemu i kilku innym posłom PiSu, że rozmawiają w trakcie debaty. Tego samego dnia PiS wygrał głosowanie nad votum zaufania, wnioskowanym przez… sam PiS. Rzeczniczka PiSu Anita Czerwińska wtrąciła swoje trzy grosze: „PO chce być arbitrem elegancji, podczas gdy wiele lat temu wprowadziła do debaty publicznej brutalność, agresję i ordynarność”.[30]
Równocześnie rozeszła się pogłoska, że Hołownia przyłączy się do Kosiniaka-Kamysza w nowej formacji politycznej (potencjalnie razem z partią Gowina) by przejąć przywództwo opozycji. W tym momencie stawką stała się przyszłość PO i Trzaskowski ruszył do działania, oznajmiając plan zlikwidowania kanału informacyjnego publicznej telewizji (TVP Info) i wprowadzenia zakazu wygłaszania opinii redakcyjnych na wszystkich głównych kanałach telewizji publicznej, aby nie mogły służyć za tubę propagandy rządowej. Powiedzmy tyle: wywołana tą zapowiedzią reakcja – wyrażająca rozczarowanie tym krokiem – była zapewne właściwym odzewem.
Nacjonalizacja dyskursu o gender: Tydzień później Duda nazwał promowanie praw społeczności LGBT „ideologią” bardziej destrukcyjną, niż komunizm. 14 czerwca zażądał, by media międzynarodowe „zaprzestały rozsiewania fałszywych informacji” po tym, jak wiele z nich przekazało dość dokładną relację z jego wystąpienia w kampanii wyborczej, w którym porównał to, co określił „ideologią LGBT” do indoktrynacji komunistycznej z czasów sowieckich. „Po raz kolejny, w ramach brudnej walki politycznej, moje słowa wyrwano z kontekstu. A ja naprawdę wierzę w różnorodność i równość” – zatweetował Duda w języku angielskim i otagował adresami agencji medialnych, w tym Reuters, The Associated Press i „The Financial Times”. Tyle, że kilka dni później, w Brzegu, w wystąpieniu otwierającym oficjalnie trasę kampanii, nazwał takie nauczanie [o różnorodności – przyp. tłum] formą „neo-bolszewizmu”: „nie po to pokolenie moich rodziców przez 40 lat walczyło, żeby przyszła nowa ideologia, (dotycząca praw LGBT), jeszcze bardziej niszcząca dla człowieka… Prawda stała się przerażonym, małym stworzeniem” – ubolewał Duda.
Tymczasem w brytyjskich mediach: W Wielkiej Brytanii wąski strumyk wiadomości, które nie dotyczyły tematu covid-19, ciekł dwoma odnogiami, wyznaczonymi istniejącymi podziałami między zwolennikami brexitu i Johnsona (publikacje „Telegrapha” i „Timesa”) oraz tytułami reprezentującymi anty-brexitowców, krytykujących politykę Johnsona („Guardian”); dla urozmaicenia „The Economist” i „FT” były anty-brexitowe, ale w dużej mierze przychylne stanowisku Johnsona (to oczywiście pewne uproszczenie). „Polska-w-wiadomościach” wpisywała się w ten miks, dla jednych służąca za symbol na flagach antyunijnych, dla tych z przeciwnej strony barykady – zwiastun końca liberalizmu.[31]
5 maja 2020[32]
„The Guardian”
Co sądzi „The Guardian” o wyborach prezydenckich w Polsce? Odwołać je.
Komentarz: „The Guardian” dawno już wybrał stronę, atakując populistów nie tylko w Warszawie, ale też w Londynie i w Waszyngtonie. W felietonie z 5 maja wezwał PiS do odłożenia polskich wyborów prezydenckich. Nie wiemy, jak to wezwanie odebrano w kwaterze głównej PiSu – o ile w ogóle tam dotarło, ale treść artykułu wybrzmiała szerokim echem w polskiej prasie. W tym samym numerze opublikwano felieton pióra Gartona-Asha:
„Liberalna międzynarodówka musi dorosnąć i przyznać się, że zostawiliśmy zbyt wiele ludzi na spalonej ziemi… w Wielkiej Brytanii to Polacy są celem gniewu naszej białej klasy pracującej… Populiści kanalizują artykułowane publicznie skargi w wątki dyszące paranoją. Ale każda skarga ma jakąś realną podstawę – a do nas należy rozpoznać jej naturę, przynajmniej częściowo tkwiącą korzeniami w mechanizmach wolnego rynku i zglobalizowanym kapitalizmie liberalnym, który rozkwitł po historycznym triumfie zwycięstwa nad komunizmem w 1989 roku. Taki więc świat zbudowaliśmy – my, liberalna międzynarodówka – nawet jeśli nie pakowaliśmy łap do bankowych sejfów.”[33]
Komentarz: Być może należy do nas również zastanowić się przez chwilę nad sprawami dziejącymi się nieco bliżej domu. Ten tekst pojawił się zaledwie kilka tygodni po tym, jak Keir Starmer zastąpił Jeremy’ego Corbyna na stanowisku lidera Partii Pracy. Poprzedni przywódca labourzystów promował wiele sposobów przeciwdziałania populizmowi, które obecnie popularyzuje Garton-Ash.[34]
Warto zauważyć, że w rundzie otwierającej cykl brytyjskich doniesień medialnych o wyborach, które się nie odbyły, pierwsza piłka należał do „The Guardian”, „The New Statesman” i „The Financial Times”. Same w sobie informacje tych tytułów nie wniosły nic nieoczekiwanego ani nowego – ot, stanowiły realizację reporterskiego obowiązku przekazywania wiarygodnych informacji. Ale posługiwały się w subtelny sposób odpowiednim językiem, by stworzyć, a w zasadzie odtworzyć specyficzną hierarchę semantyczną. Został więc naszkicowany cienką kreską, bo niejako zrozumiały sam przez się, kontekst wyborów, w których partia Prawo i Sprawiedliwość zrobi wszystko, co się da, byle wygrać – dokładnie tak, jak działała od 2015 roku. Zapewniono czytelników, że cały proces jest uważnie obserwowany przez postaci „poważnego formatu”, przez obrońców praw człowieka i posłów opozycji. Przez co plasujemy się, rzecz jasna, na pozycji moralnej wyższości. Zaprosiliśmy czytelnika do teatru, na miejsca w pierwszym rzędzie; na scenie odgrywany jest spektakl, w którym główną atrakcją jest pokaz antydemokratyczny w wykonaniu partii PiS.
Artykuł opublikowany w „The New Statesman”[35] wygląda na tekst, który z jakiegoś powodu redaktorzy w Londynie musieli napisać od samego początku – niestety, nie znając się ani trochę na polskich realiach. Cóż – odczytywanie sensu złożonych wiadomości o czymś, co się dzieje w odległym kraju, o którym w dodatku wiedzą bardzo niewiele – okazało się zadaniem ponad ich siły. W rezultacie otrzymaliśmy materiał zaprojektowany jakby tylko po to, by podgrzewać tradycyjną narrację.
Z kolei artykuł, który pojawił się w „The Guardian”[36] jest powierzchowny, pisany lekko sarkastycznym piórem. Kto w nim się wypowiada? A kto nie? Mamy głosy posła lewicy i opozycyjnego dziennikarza, który ubiega się o prezydenturę. Poseł stara się przekazać poczucie absurdu, które ma być nutą przewodnią tekstu – ale jego wysiłki pozostają pustosłowiem ie podbudowanym konkretami. Niech źli siedzą w swoim siedlisku zła – pozwólcie mówić tym dobrym.
Kolejny tekst, zamieszczony w „The Guardian”[37], informuje o jednym filmie, pomijając ten drugi. Ogólnie rzecz biorąc, w okresie „dziwnej wojny” między wyborami-których-nie-było a tymi, które w końcu się odbyły, brytyjska prasa wielkoformatowa obdarzyła największą uwagą wiadomości dotyczące kwestii kulturowych, kopiując przez to ramy dyskursu, jakie funkcjonowały w Polsce. I tak na przykład 22 maja „The Financial Times„[38] donosił: „Warszawa musi stawić czoła awanturze o cenzurę popularnej piosenki”, a „The Spectator” w publikacji z 29 maja pokusił się o literacką w stylu aluzję.[39]
Nie jest jasne, jakie są symboliczne aspekty, do których autor się odnosi w swoim tekście, ale w zdecydowanym tonie kwituje jako mało znaczącą warstwę „symboliczną” – obszar, który on sam kojarzy z „Lewicą” i „frakcją postępową”.
Rozdział 5: Zapiski z brytyjskich mediów: Doniesienia z wyborów prezydenckich w czerwcu 2020
Część 1: Media brytyjskie wybierają polskiego faworyta
12 czerwca 2020
„The Guardian”[40]
„Po tym, jak główny kandydat w wyścigu o prezydencki fotel w Polsce obiecał „bronić dzieci przed ideologią LGBT”, prawa gejowskie i homofobia będą najprawdopodobniej czołowymi kwestiami w opóźnionych wyborach. (…) sondaże wskazują na jego minimalną przewagę. (…)Prezydent Warszawy, liberał Rafał Trzaskowski. (…) PiS oskarżany o sprzeniewierzanie się ideom demokracji. (…)Często atakuje prawa gejów i to, co określa mianem „ideologii LGBT”, używając retoryki popularnej w najtwardszej części elektoratu i w narracji stosowanej przez Kościół Katolicki”. (…) „Tak członkowie rządu, jak przywódcy Kościoła przy rozmaitych okazjach porównywali „ideologię LGBT” do komunizmu, nazizmu i „zarazy”. (…)Marek Jędraszewski, arcybiskup krakowski, potępia obce ideologie, które jego zdaniem „podważają instytucję małżeństwa i rodziny”.”
Komentarz:
„Konserwatywna, twarda baza wyborców PiSu”, do której odwołuje się autor, należy do arsenału chwytliwych fantazji, uwielbianych przez psefologów-amatorów[41]. Mówi się nam, że Trzaskowski to „liberał”. Dodajmy odniesienie do kościoła katolickiego i oto mamy pełen pakiet: wszystko jasne. Wystarczy przytoczyć słowa Marka Jędraszewskiego, krakowskiego arcybiskupa – my, wierni czytelnicy „Guardiana”, odczytujemy szyfr i już wiemy, jak dokończyć układankę. Następnie wciągamy w narrację „drugą stronę”, by otrzymać spektakl demokratycznej rywalizacji – w pakiecie mamy główne zagadnienia i oczekiwaną debate. W ten sposób stworzono przestrzeń dyskursu, którą uczestnicy doskonale rozumieją, akceptując zwyczajowe reguły gry. Funkcjonowanie w znajomych kategoriach sprawia nam przyjemność – ale w wyniku otrzymujemy niewiele więcej, niż wyznaczają normatywne oczekiwania Brytyjczyków wobec informacji z obcego terytorium.
17 czerwca 2020[42]
The Guardian
„Donald Trump przyjmie w Białym Domu polskiego prezydenta – nacjonalistę, dając Andrzejowi Dudzie dodatkowe atuty na cztery dni przed dniem wyborów (…). W rzeczy samej, wizyta w Białym Domu to upragniona okazja do medialnych doniesień i zdjęć zwiększających szansę Dudy na zwycięstwo. (…) W ciągu ostatnich lat PiS był wielokrotnie oskarżany o podważanie norm demokracji (…), w czasie kampanii wyborczej Duda często stosował retorykę homofobiczną, obiecując „bronić dzieci przed ideologią LGBT” i przyrównując walkę o prawa społeczności LGBT do komunistycznej dyktatury. (…) Jego liberalny rywal, Rafał Trzaskowski… jest w mediach sprzyjających Dudzie atakowany jako „ekstremista” za to, że staje w obronie praw LGBT i innych mniejszości.”
Komentarz: No tak, liberałowie przeciw nacjonalistom – chociaż wciąż nie jest jasne, kim właściwie jest polski liberał czy nacjonalista. Dalej autor sugeruje możliwość cynicznego wykorzystania wizyty w Stanach: doniesienia z niej „dodadzą ostrogi” wyborczej kampanii. Przekaz ten sugeruje relację niższości, ale zarysowaną mimochodem, lekkim piórkiem – jakbyśmy z góry przyjmowali słuszność takiego pozycjonowania i nawet domyślali się powodów. Sformułowanie „w rzeczy samej” służy za podpowiedź, że mamy do czynienia z działaniem w złej wierze. Podaje się nam więc na tacy fakt: popatrzcie na tę grę pozorów! Równie dobrzy moglibyśmy odrzucić pozory „obiektywności” dziennikarskiej i wyłożyć kawę na ławę: rzeczywistość jest inna, niż się wydaje i to nie jest ani osąd wartościujący, ani reporterska opinia – ale nagi fakt.
19 czerwca 2020[43]
„The Guardian”
„Duda wrzucił na Tweetera wpis po angielsku, w którym zarzuca wielu mediom, w tym wydawnictwu The Guardian, że szerzą „fałszywe informacje” na temat jego poglądów dotyczących kwestii LGBT. Nie wyjaśnia, które doniesienia uważa za fałszywe czy wyjęte z kontekstu. (…) Rafał Trzaskowski, liberalny prezydent Warszawy…., to wytrawny bojownik politycznych kampanii, znający wiele obcych języków, ale obciążony reputacją członka miejskiej elity, który spogląda z góry na zwykłych ludzi. Ta opinia wydatnie utrudnia mu pozyskiwanie zwolenników na prowincji. (…) Adam Michnik, założyciel i pierwszy redactor naczelny liberalnego dziennika „Gazeta Wyborcza”, popierającego kandydaturę Trzaskowskiego, tak mówi o nim: „oczywiście, to utalentowany człowiek, należy do europejskiej intelektualnej czołówki, ale to niekoniecznie jest w tych wyborach rekomendacją”. (…) Ponieważ jednak nie jest tajemnicą, że duże połacie kraju pozostają bastionem konserwatyzmu, Trzaskowski dokłada starań, by w trakcie kampanii unikać jednoznacznych deklaracji poparcia dla kwestii praw społeczności LGBT.”
Komentarz: Obrona praw społeczności LGBT+ jest moralnie słuszna. „My” jesteśmy po tej stronie barykady, podczas, gdy PiS chce je ograniczać. Nie ma potrzeby tematu zgłębiać czy analizować, wystarczy wyszukać kilka dostatecznie szokujących wypowiedzi i jakąś osobę, która wyrazi ból i cierpienie – prosty przepis na upieczenie tego „ciasta”, na wykreowanie dyskursu pasującego do postawionej tezy. Gospodarka kuleje, więc trzeba się skupić na temacie LGBT+. Trzaskowski jest układny i wykształcony, „bardzo europejski”, jest członkiem „wielkomiejskich elit.” Wygląda na to, że autor w uproszczony sposób odtwarza podział między bardziej wyobrażoną, niż realną Polską A i Polską B. Meta-narracja jest obecnie tak absurdalna, że obie strony stosują język, który parodiuje uproszczenia znaczeniowe narracji drugiej strony. Dobrym przykładem jest przytoczona wyżej wypowiedź Michnika. Jest wyraźnie dumny z Trzaskowskiego, ale na użytek zagranicznych dziennikarzy ostrzega – ostrożnie, tu wciąż mamy kraj dzikusów. Zaś uwaga, że PiS nie potrafi dokładnie wskazać, które to zagraniczne środki masowego przekazu oczerniły partię i w których dokładnie przekazach miało to miejsce – wiele mówi o nastawieniu autora. Wyłazi z niego kolonialny despota.
21 czerwca 2020[44]
„The Financial Times”
„…głównym rywalem Dudy jest liberał, prezydent Warszawy. (…) Platforma Obywatelska skorzystała z szansy, by wymienić kandydatkę Małgorzatę Kidawę-Błońską, której kampania ugrzęzła, a poparcie spadło do wartości wyrażonych pojedynczą cyfrą.”
Komentarz: czy to ta sama Kidawa-Błońska, którą poprzednio „FT” zachwalał jako kandydatkę „wyciszoną” – doskonałe antidotum dla PiS?
W wywiadzie dla FT głos zabiera profesor SWPS Ben Stanley: „Stawka jest wysoka. Od 2015 roku konserwatywno-nacjonalistyczna partia PiS sprawuje rządy niemal nieograniczone, dodatkowo wzmocnione poparciem pana Dudy dla ich kontrowersyjnego programu. Opozycyjny prezydent, dysponujący mocą wetowania z urzędu ustawodawczych inicjatyw, byłby hamulcem dla rządzącej partii. To jedna z głównych potencjalnych korzyści swojego wyboru, jak to podkreśla Trzaskowski w swojej kampanii. Duda nie jest niezależny, a w obecnych czasach potrzebujemy mocnego prezydenta, który będzie w stanie kontrolować monopol rządu”.
Komentarz: „Potrzebujemy”? My, czyli kto?
„PiS obiecał ludziom silne państwo … ale to jasne, że ta obietnica się nie zmaterializowała. (…) Duda ma solidne poparcie publicznych mediów (…) cała machina [rządowa] jest do jego dyspozycji.”
Komentarz: Jak się należy domyślać, „brak silnego państwa” jest aluzją do niewłaściwego prowadzenia kwestii wyborów prezydenckich, a może nawet szerzej – do lockdownu w czasie pierwszej fali epidemii koronawirusa.
„Trzaskowski zdobywa rosnące poparcie dzięki ponownemu pobudzeniu energii wyborców Platformy Obywatelskiej; wielu z nich przeniosło się do obozów innych kandydatów po tym, jak Kidawa-Błońska wezwała do bojkotu majowych wyborów. (…) „Nie chcemy takiej Polski, jaką dzisiaj mamy” – mówi Olga, która razem z matką przejechała dwadzieścia kilometrów, żeby posłuchać Trzaskowskiego. „Ja jestem po lewej stronie polskiej polityki. Duda nie jest moim prezydentem”. Jeśli Trzaskowski ma wysadzić Dudę z prezydenckiego fotela, będzie musiał przeciągnąć na swoją stronę również umiarkowanych konserwatystów.
Komentarz: Co to znaczy, „umiarkowany”? Czy Olgę pytano o zdanie w sprawie aborcji, praw gejów czy kwestii uchodźców?
„W minionym roku, w kampanii poprzedzającej wybory do Sejmu i do Parlamentu Europejskiego, partia PiS odniosła zwycięstwo, kierując uwagę wyborców na kwestie stanowiące treść „wojen kulturowych”. Nadal trzymają się tej strategii, a nawet podkreślają te właśnie akcenty. Trzaskowski jest poliglotą i synem muzyka jazzowego.
Komentarz: Więc to PiS i tylko PiS skupia się na „wojnach kulturowych”?
21 czerwca 2020[45]
„The Sunday Times”
Na brukowanym rynku średniowiecznego Torunia, niedaleko kościoła, do grupki około 200 zwolenników przemawia Robert Biedroń, który kandyduje do fotela prezydenta w wyborach mających się odbyć następnej niedzieli. Podnosi trzymaną w prawym ręku Biblię, odsłaniając drugą rękę, w której trzyma egzemplarz polskiej konstytucji i deklaruje: „Oto mój przewodnik.” W oczach rządzącej prawicowej partii Prawo i Sprawiedliwość Biedroń – ateista i zdeklarowany gej – jest wyklęty.
Komentarz: Z tekstu nie wynika, czy Biedroń ma światopogląd lewicowy – poza sugerowanym poparciem dla kwestii liberalnych, z którymi jego osoba jest powszechnie wiązana.
25 czerwca 2020[46]
„The Guardian”
„Polska publiczna stacja telewizyjna zamieszkała w królestwie skrajnej prawicy, którym rządzi paranoja”… „Zapraszam na wyprawę przez magiczną krainę wieczornych wiadomości nadawanych przez polską telewizję publiczną (TVP). (…) Podróż zaczniemy w niedzielę 14 czerwca. Pierwsza informacja dotyczy osiemdziesiątej rocznicy pierwszej deportacji Polaków do Auschwitz, obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, w 1940 roku. Ale w ciągu ponad czterominutowej sekwencji ani razu nie pojawiają się słowa o ofiarach pochodzenia żydowskiego”. (…) „Niebawem okazuje się, że program zamienia się w coś, co można jedynie określić mianem czystej propagandy przedwyborczej dla kumpla Trumpa, pana Dudy. (…) Komentarz „Wiadomości” ostro krytykuje media niezależne, po czym kieruje uwagę na różnice między Dudą a Trzaskowskim. Dopiero teraz pojawia się bezpośrednie odniesienie do Żydów – gdy autorzy programu przedstawiają analizę domniemanego stosunku kandydatów do kwestii restytucji mienia żydowskiego – czy, jak to określa komentator, do „zwracania Żydom pieniędzy za drugą wojnę światową”. (…) Następnie słuchamy, jak Trzaskowski jest atakowany za swoje „myślenie, za poglądy niezgodne z polskim interesem”… Pojawia się kolejny gość, ponoć ważny „ekspert”, który oznajmia: „Niemcy przysyłają, po prostu eksportują do nas kandydatów na najwyższe stanowiska, takich jak [Donald] Tusk, a teraz mamy kolejnego niemieckiego kandydata w osobie Trzaskowskiego”. (…)
„Wracając do tematu zwrotu majatku żydowskiego komentator wygłasza godne najwyższej pogardy stwierdzenie: „Eksperci nie mają wątpliwości, [że] strumień pieniędzy, który obecnie płynie z państwowego budżetu do kieszeni polskich rodzin, wyschnie, gdy Trzaskowski – zwyciężywszy w prezydenckich wyborach – będzie się starał zaspokoić oczekiwania Żydów”. (…) Od ponad czterdziestu lat, pisząc o Polsce, zmagam się z szeroko rozpowszechnionym na Zachodzie stereotypem tego fascynującego, złożonego kraju jako ograniczonego, trwającego w zacofanym uporze, reakcyjnego, nacechowanego nacjonalizmem i antysemityzmem (…) I oto telewizja publiczna usilnie dokłada starań, by ten stereotyp utrwalić.(…) Co można z tym zrobić? Po pierwsze – polscy wyborcy mogą zagłosować przeciw Dudzie, wysadzić go ze stanowiska. Po drugie – musimy bronić pluralizmu mediów. Naukowcy zajmujący się nauką o mediach rozróżniają pluralizm zewnętrzny i wewnętrzny. (…) Telewizja publiczna zawsze do pewnego stopnia ugina się pod presją oczekiwań partii rządzącej, chociaż obecnie czyni to niebywale dosłownie i gruboskórnie. (…) Media niepubliczne to m.in.: „Gazeta Wyborcza” – dziennik o historycznych tradycjach, tygodniki takie jak polska edycja „Newsweeka”, platformy internetowe jak onet.pl i strona internetowa niezależnego dziennikarstwa oko.press, TVN – którego właścicielem jest kanał Discovery, posiadający swoją główną siedzibę w Stanach Zjednoczonych. (…) Program informacyjny „Fakty” nie jest tak neutralny, jak program w stylu BBC; wyraźnie staje po stronie bardziej liberalnej, pro-europejskiej Polski, reprezentuje postawę zdecydowanie krytyczną wobec PiS. Ale, mimo to, w porównaniu do tzw. „Wiadomości”, wciąż reprezentuje wysoki standard profesjonalny, dziennikarstwo wysokiej jakości i zakorzenione w rzeczywistości. (Można sobie wyobrazić skrzyżowanie CNN i MSNBC.)
Komentarz: Zastosowana w narracji forma „my” ma niejednoznaczny charakter. My, naród? My, czytelnicy gazety „The Guardian”? „My”, w każdym razie, z pewnością nie jesteśmy głupcami, którzy nabiorą się na tę PiS-sowską propagandę. Być może niektórzy z „nich” mogliby okazać się „nami”, gdyby nie byli tak na wskroś „nimi”. Garton-Ash mówi, że pisze o Polsce od ponad 40 lat, ale gdy odwiedza Warszawę, z pewnością spotyka się z tymi samymi intelektualistami z byłego podziemia antykomunistycznego i/lub z ich dziećmi, wysłuchując ich narzekań na barbarzyńców, którzy dorwali się do władzy… być może nie zdają sobie oni sprawy, że jak wszyscy rewolucjoniści, i oni staną się w końcu celem kontrrewolucjonistów, którzy pojawią się w następnym rozdaniu. „Gazeta Wyborcza”, TVN i platforma onet.pl to „my” – czyli ci, którzy są po słusznej stronie. Podczas, gdy ci po przeciwnej stronie zajmują się w prostacki sposób kreowaniem fałszywych „wiadomości”: na przykład budując narrację opartą o wytarte rasistowskie przenośnie, które oddają Inność przez pryzmat dychotomii „polskości” i „żydowskości”. Garton-Ash angażuje się w obronę Polski przed nią samą, czy też przed najgorszą wersją niej samej, w tonie: może i są wieśniakami, ale to „moi wieśniacy”. Tekst zdradza brak zrozumienia dla czynników, które leżą u podłoża sukcesu PiSu. Nie ulega wątpliwości, że treści emitowane w TVP są godne najsurowszej krytyki, ale czy nie jest wykluczone, że dyskurs publiczny i rodzaj wpływu wywieranego na społeczeństwo przez programy informacyjne działa w Polsce odmiennie? Nie tylko z powodów historycznych, na przykład wieloletniej opresji komunistycznej, ale być może dlatego, że na głębszym poziomie kultura polska uruchamia mechanizmy odmienne od tych, do których przywykliśmy analizując program emitowane w BBC i ich interakcję ze społeczeństwem brytyjskim? Cały tekst ocieka sentymentalizmem internacjonalnego liberała, nie wyłączając obowiązkowego skrzywienia ust wobec „domniemanych” ekspertów. Proszę sobie wyobrazić relację o BBC, jaką napisałby dla polskich czytelników ogólnie szanowany Polak-akademik – opierając się wyłącznie na rozmowach z przyjaciółmi z „The Guardian” i na fakcie, że w trakcie sporadycznych wizyt w Anglii przez tydzień śledzi BBC News.
25 czerwca 2020[47]
„The Times”
„Najcenniejszym podarunkiem, jaki mógł ofiarować prezydent Trump wizytującemu Amerykę mężowi stanu, jest szansa na dalsze życie polityczne. (…) Wczoraj wieczorem polski prezydent Duda przekroczył próg Białego Domu jako pierwszy zagraniczny dygnitarz od dnia, gdy Stany Zjednoczone rozpoczęły lockdown spowodowany epidemią wirusa covid. Dudzie bardzo jest obecnie potrzebne każde tego rodzaju uznanie na międzynarodowej arenie. (…)Po pięciu latach prezydentury czeka go w nadchodzącą niedzielę najtrudniejszy test, bo tryskający radosną energią rywal, reprezentujący opcję liberalną, grozi odebraniem mu fotela. Przewaga, jaką Duda miał poprzednio w sondażach, w ciągu ostatnich tygodni dramatycznie zmalała. Ostateczny wynik powszechnego głosowania wisi na włosku.”
Komentarz: Wątek kolonialny. Duda składa trybut cesarzowi w zamian za użyczenie mu szczypty blasku cesarskiej potęgi, dodatkowo osłodzone poparciem dziesięciomilionowej polskiej społeczności mieszkającej w Stanach i – być może – kilkoma dodatkowymi oddziałami amerykańskiej armii stacjonującymi w Polsce.
26 czerwca 2020[48]
„The Guardian”
„Godny potępienia homofobiczny wątek wyborczej kampanii może nie wyjść na dobre urzędującemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie. (…) haniebne honofobiczne zagrywki Dudy nie ustają, przynosząc mu wyłącznie wstyd. (…) Z ust posła z ramienia partii PiS usłyszeliśmy w ramach wypowiedzi kampanijnych te słowa: „Skończmy słuchać tych idiotyzmów o prawach człowieka czy o jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym.” (…) Polska populistyczna prawica, niemal do znużenia przewidywalna, zaostrza ton wojen kulturowych w miarę, jak zbliża się termin ostatecznej rozgrywki. (…)Cyniczna retoryka ma na celu zmanipulować wyborców, mobilizując głęboko konserwatywny elektorat, w większości zamieszkały na terenach wiejskich. (…) Ale pozwolenie na publiczne promowanie postaw wyrażających krańcowe uprzedzenia wobec społeczności LGBT sprawiło, że życie tych ostatnich stopniowo, ale nieustannie staje się coraz trudniejsze. (…) Liczący 48 lat Duda, żarliwy katolik, obiecuje wprowadzić w szkołach zakaz edukacji informującej o LGBT i stanowczo odmawia uznania małżeństw jednopłciowych.” … „Ale im bliżej dnia wyborów, tym częściej pojawiają się pokrzepiające oznaki, że wysłużony scenariusz polaryzujący społeczeństwo może tym razem nie przynieść pożądanych owoców. (…) Liberalnych poglądów prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, wprawił w popłoch wyborczą ekipę Dudy. (…) Mimo nieustających ataków ze strony mediów publicznych. (…) może się okazać punktem zwrotnym.”
Komentarz: Dziennik „The Guardian” – niezależnie od pozornej wartości i słuszności argumentacji – ponownie mieni się samozwańczym moralnym arbitrem rządu innego państwa. Ton cytowanego wstępniaka przypomina postkolonialne połajanki. Ach, gdybyż tylko „oni” podzielali nasze wartości, sprawy mogłyby wrócić do normy. Ale to, co robi PiS, jest „haniebne”, „godne pogardy”, działają z „nużącą przewidywalnością”, oczywista, skoro mają „głęboko konserwatywną bazę wyborczą na terenach wiejskich”. Dorzućmy idiotyczny cytat kogoś należącego do PiS. Mimo to tli się jeszcze nadzieja… te wybory mogą okazać się punktem zwrotnym, a społeczność LGBT+, jak niegdyś awangarda w postaci klas pracujących, może okazać się tą dźwignią, która poruszy ziemię, zwiastunem lepszej przyszłości. Nie wiadomo, czy ten artykuł wstępny, opublikowany dwa dni przed wyborami, poczynił jakieś realne szkody na polskiej ziemi, ale sam fakt, że zagraniczne media próbują zawstydzić prawomocnie obrany rząd obcego kraju jest co najmniej niezręczny, a tym bardziej – kontrproduktywny.
26 czerwca 2020[49]
„The Guardian”
„Trzaskowski przypomina polskiego Emmanuela Macrona: przystojny, młody, wykształcony, poliglota, niezaprzeczalnie inteligenckiego pochodzenia, ale demostrujący żarliwe przywiązanie do wartości rodzinnych. Oferuje wygładzoną wizję europejskości i ukierunkowanie na politykę w zachodnim, wolnorynkowym stylu, który sporej liczbie Polaków odpowiada i do którego aspirują. Rzecz jasna, jest też wielu innych, którzy pod wpływem wrogiej dla Unii Europejskiej propagandy PiSu czują głęboką niechęć do takiego światopoglądu. (…) Niezależnie od tego, który z kandydatów wygra, Polska jest obecnie w swoistym zawieszeniu między perspektywą antydemokratycznego stylu rządzenia reprezentowanego przez Viktora Orbana a neo-liberalną tendencją do lekceważenia praw pracowniczych. Jedno jest pewne: jak długo trwają rządy PiSu, nie ma szansy na to, że partia w przewidywalnej przyszłości wycofa się z polityki ograniczania swobód obywatelskich, którą od dosyć dawna uprawia.”
Komentarz: Dowiadujemy się, że PiS nie przejmuje się ważkimi kwestiami, chociaż nie znamy kontekstu pozwalającego zrozumieć, kto wysuwa to oskarżenie. Ale zaraz, chwila – mamy „nowego Macrona”. Jest zwolennikiem polityki wolnorynkowej w stylu zachodnim – cokolwiek by to określenie znaczyło. Jest Europejczykiem, w przeciwieństwie do partii PiS – ale czy wiemy, co to właściwie oznacza?
Część 2: Druga tura wyborów prezydenckich
5 lipca 2020[50]
„The Observer”
„W Polsce, jak i w innych krajach, trwa walka o prawa społeczności LGBT. (…) Duda, który ubiega się o reelekcję, uczynił z homofobicznej retoryki podwaliny swojej kampanii wyborczej. (…) Trzaskowski obiecuje przywrócić Polsce oblicze kraju tolerancyjnego i otwartego na Europę. (…) Barack Obama zainicjował kontakt telefoniczny z Trzaskowskim, w czasie którego – jak relacjonuje ten ostatni – Amerykanin podkreślał „znaczenie rozwoju demokracji w Polsce”. (…) Tradycyjne postawy wyborcze (…) wśród starszych wiekiem wyborców i mieszkańców mniejszych miast i wsi Duda ma dużą przewagę. (…) Trzaskowski może wygrać w dużych miastach. Zwycięstwo w całym kraju jest o wiele trudniejszym zadaniem, ale stanowiłoby sygnał, że Polska nie będzie postępować w kierunku antyliberalnym, podobnym do kursu obranego przez Viktora Orbána na Węgrzech. (…) Oferta, jaką PiS proponuje narodowi, stanowi mieszankę nacjonalizmu, oskarżeń dotyczących przeszłości, społecznej i kulturalnej polityki skrajnie prawicowej, połączonych z hojnymi bezpośrednimi zasiłkami socjalnymi – wśród których wciąż króluje miesięczny zasiłek na drugie i kolejne dziecko. Ten koktajl zapewniał jak dotąd zwycięstwa przy urnach wyborczych. (…) W obiegowej opinii funkcjonują dwa wyjaśnienia sukcesu PiSu – zwolennicy pierwszego twierdzą, że chodzi przede wszystkim o hojnie rozdawane pieniądze, drudzy uważają, że ludzie dają się uwieść prawicowej, katolickiej propagandzie. (…) PiS lepiej od polityków opcji liberalnej potrafi grać na strunach głębokich emocji, czego liberalne skrzydło powinno się nauczyć.” (…) „podziały polityczne są bardziej złożone, nie można wprost tłumaczyć poparcia dla PiSu kwestiami społecznych podziałów klasowych, gdyż takie ujęcie sprawy pomija ważną niedomogę progresywnych polityków – umiejętność inspirowania ludzi.” (…) „Taki podział jest zbyt wygodny, jako że zawsze będą jacyś „my”, spoglądający z góry na „nich” z czymś pomiędzy litością a pogardą – twierdzi Karolina Wigura.”
Komentarz: Kolejna rozmowa z tymi samymi sojusznikami Platformy Obywatelskiej. Karolina Wigura jest z pewnością człowiekiem zdolnym do głębokich refleksji, ale siedzi głęboko w tej samej „bańce”. Nic złego w tym, że autor zna swoich odbiorców, ale to nie zmienia faktu, że narracja jest wciąż beznadziejnie jednostronna. Tkwimy w nadziei, że odkryjemy sekret, dzięki któremu populiści trwają przy władzy. Tymczasem serwuje się nam odgrzewany kotlet – znane od dawna analizy, na poły życzeniowe myślenie, tę samą mapę starych podziałów. Oponenci rządzącej partii wiedzą, że są bystrzejsi od populistycznie nastawionych mas, ale powinni sobie zdać sprawę, że muszą te masy przekonać do głosowania na projekt, który zdążył już stracić blask. Trzaskowski nie oferuje nic nowego ponad zapowiedź, że pokrzyżuje PiSowi szyki.
9 lipca 2020[51]
„The Financial Times”
„Wytężone zmagania między konserwatywnym nacjonalizmem i liberalnym centryzmem. (…) Podział polskiego społeczeństwa jest jak głęboka przepaść biegnąca przez jego środek, w dodatku oba obozy często odrzucają możliwość kompromisu. (…) Kością niezgody nie są wyłącznie kwestie ekonomiczne, ale zagadnienia tożsamościowe, dotyczące kultury i prywatnej moralności. (…) „Wynik wyborów będzie ważący dla polskiej demokracji i miejsca polskiego narodu na światowej scenie (…) Ten, kto zasiądzie w fotelu prezydenckim, będzie albo wspierał, albo blokował kontrowersyjne poczynania rządu, które w ciągu minionych pięciu lat rzuciły cień na blask osiągnięć rozwojowych, na jakie zdobyła się Polska po odrzuceniu przez nią komunizmu w 1989 roku. (…) atak na niezawisłość system sądowniczego. Przeobrażenie publicznych mediów w maszynkę wypluwającą propaganda prorządową. (…) PiS dostał pełnoprawny mandat wyborczy dzięki popularności opartej na szczodrych zasiłkach. (…) Dla Polski umiarkowanie polityczne jest czymś więcej, niż korzyścią samą w sobie – jest polisą zapewniającą jej bezpieczną pozycję we współczesnym świecie.”
Komentarz: Wygląda na to, że warunkiem wstępnym dla każdego materiału publikowanego w mediach już po wyborach jest całkowity brak głębszej refleksji nad pytaniem, co właściwie spowodowało klęskę liberałów.
9 lipca 2020[52]
„The Guardian”
„Referendum w sprawie „Trzeciej Rzeczpospolitej”: pluralistyczna demokracja czy też demokracja większościowa, bez skutecznych hamulców dla partii rządzącej? (…) Głębokie pęknięcia przebiegają nie tylko między klasami społecznymi, ale i w zagadnieniach o charakterze kulturowym oraz nawet w wymiarze geograficznym. (…) Duda i Trzaskowski reprezentują oblicza dwóch różnych Polsk (…) Duda to Polska prowincjonalna, konserwatywna, „polonocentryczna”. (…) „Tradycja kosmopolityczna w polskiej kulturze utrwala hierarchię społeczną opierającą się na pogardzie dla ludzi gorzej wykształconych – głęboko zakorzeniona postawa wywodząca się od pogardy szlachty wobec chłopów” – twierdzi Maciej Gdula, socjolog na Uniwersytecie Warszawskim. „(…) Tradycja prawicowa z kolei aprobuje hierarchię opartą na przynależności etnicznej i manifestuje się w postaci wrogości wobec mniejszości – czy to żydowskiej, muzułmańskich uchodźców czy członków społeczności LGBT (…) W centrum podziału kulturowego mamy też kościół katolicki, który w polskim życiu publicznym odgrywa kontrowersyjną rolę”.
Komentarz: Niezwykle przenikliwa refleksja nad dynamiką klasową i snobizmem polskiej oswieconej klasy średniej. Ale brak w niej rzeczywistej analizy struktur społecznych, wzajemnych relacji władzy, czegokolwiek, co by wyjaśniało skąd pojawiły się te mechanizmy i co je podtrzymuje. Ideały liberalne muszą bronić się same.
13 lipca 2020[53]
„The Guardian”
„Pełna goryczy kampania, zatruta homofobicznym językiem i oskarżeniami wobec Trzaskowskiego, że sprzeniewierzy dobrobyt polskich rodzin, ulegając „żydowskim żądaniom”. (…) „całkowite opanowanie machiny sterującej państwem (…) rozmontowanie systemu mechanizmów kontrolnych, i tak już poważnie naruszonego – przypominające to, co obserwujemy na Węgrzech. (…) Autorzy treści kampanijnych Dudy i lansujące ją publiczne media czerpią z zadawnionych narracji antysemickich, jednocześnie obsadzając Trzaskowskiego w roli kogoś działającego na rzecz „potężnego lobby obcych sił”, związanych z osobą George’a Sorosa i z Grupą Bilderberg[54]. (…) Podnoszą się głosy krytyczne, iż Komisja [Europejska] i państwa członkowskie nie podjęły dostatecznie stanowczych starań, by zapobiec działaniom zmierzającym do rozmontowania państwa prawa – pomimo wszczęcia przeciw zarówno Polsce, jak i Węgrom procedury poprzedzającej wdrożenie sankcji, znanej jako artykuł 7. W teorii postępowanie z artykułu 7 mogłoby doprowadzić do zawieszenia obu krajom praw do głosowania w Radzie Europejskiej. (…) Polska, jeden z krajów UE, którym pandemia koronawirusa dała się we znaki w w stosunkowo niewielkim stopniu, miała otrzymać z unijnego funduszu naprawczego jedną z najwyższych kwot – pomimo ataków rządu na krajowy system sądownictwa i na społeczność LGBT. (…) „Polska kpi sobie z naszych wartości i dostaje za to nagrodę. To nie do przyjęcia” – powiedział jeden z najpoważniejszych rangą dyplomatów unijnych”.
Komentarz: PiS może drwić z „naszych wartości” dokładnie tak samo, jak Unia może decydować o kolejnym podziale budżetu.
13 lipca 2020[55]
„The Guardian”
Artykuł wstępny
„Polscy liberałowie muszą znaleźć sposób na ponowne nawiązanie kontaktu z wyborcami spoza terenów miejskich. (…) Warto cofnąć się o kilka dni i przypomnieć wywiad z Jarosławem Kaczyńskim (…) Kaczyński ostrzegał, że rywal Dudy, liberał Rafał Trzaskowski, nie ma „polskiej duszy”. Na dowód przytaczał niepatriotyczną jakoby chęć, by choćby tylko rozważyć żydowskie wezwania do zwrotu majątków utraconych w wyniku drugiej wojny światowej. Posunął się dalej, sugerując, że trzeba „zrepolonizować” niektóre sektory mediów, będących częściowo własnością koncernów zagranicznych. W powracającym kilka razy wątku walki Dudy o reelekcję, Kaczyński z naciskiem zapowiadał, że po ewentualnej wygranej opozycja doprowadzi do kapitulacji Polski przed „ofensywą LGBT”, demoralizującej umysły dzieci i młodzieży. (…) Nietrudno sympatyzować z 48.8% wyborców popierających Trzaskowskiego, którymi kierowała nadzieja na Polskę bardziej otwartą i tolerancyjną, niż taka, na jaką zezwolą Duda i PiS. (…) gorycz klęski niesie ze sobą lekcję dla partii opozycyjnych. (…) w tych rejonach kraju, które niekiedy określa się mianem „Polski B” – a w których mniej wyraźnie dały sie odczuć korzyści płynące z globalizacji, z jaką wiązała się transformacja – PiS-owskie programy redystrybucji są wysoce popularne, inspirując postawę niezachwianej lojalności. (…) Polska opozycja, by wejść na kurs powrotny do władzy, musi znaleźć sposób ponownego zdobycia zaufania tych grup społecznych, w oczach których większa stabilizacja gospodarcza jest pochodną kulturowego konserwatyzmu i bigoterii PiSu. Zadanie jest tym trudniejsze, że opozycja ma przeciwnika w postaci konserwatywnych frakcji polskiego kościoła katolickiego. Ale dla polskich liberałów, dzisiaj boleśnie doświadczonych, odwrócenie trendu antyliberalnego jest priorytetem na okres między dniem dzisiejszym a data następnych wyborów.”
Komentarz: Nie pierwszy raz spytajmy: kim są właściwie owi liberałowie? Padło odniesienie do „Polski B”, ale pozbawione dodatkowych treści.
15 lipca 2020[56]
„The Guardian”
„Warstwa anemicznych szarych chmur zasnuła niebo nad Warszawą w dniu, w którym liberalni i progresywni mieszkańcy miasta musieli stawić czoła rzeczywistości: od następnej szansy, by rzucić wyzwanie politycznemu przeciwnikowi, dzielą ich niemal na pewno trzy lata, do wyborów parlamentarnych w 2023 roku (…) „To nie były normalne, sprawiedliwe wybory, odbywające się w warunkach liberalnej demokracji” – oświadczyła Agnieszka Graff, pisarka, profesor studiów kulturowych na Uniwersytecie Warszawskim. (…) Pokonani liżą rany, wielu leczy powyborczego kaca i napomyka o możliwości emigracji (…) Polscy liberałowie i obrońcy państwa prawa szamoczą się między gniewem a frustracją wobec faktu, że w ich opinii rozgrywka była z góry ustawiona na korzyść urzędującego kandydata, otrzymującego zmasowane wsparcie rządzących. Temperaturę emocji podgrzewa zmieszanina obaw i reminiscencje ostrożnego optymizmu, jaki zapanował po znakomitym dla liberalnej opozycji wyniku pierwszej tury – takim, o jakim jeszcze kilka miesięcy przedtem nie śmieli marzyć. (…) Skrajna bigoteria i toksyczna retoryka kampanii Dudy zaszokowała Polaków o umiarkowanych poglądach, przyciągając uwagę i krytykę ze wszystkich stron świata. (…) „Wybory ani nie były sprawiedliwe, ani zgodne z prawem konstytucyjnym, ale teraz nic z tym nie można zrobić” – stwierdził Marcin Matczak, profesor prawa Uniwersytetu Warszawskiego. (…) „Niektórzy wyrażają obawę, że wizerunek Rafała Trzaskowskiego, pełen energii i werwy, tylko maskował godny pożałowania fakt, że największe polskie partie opozycyjne nie potrafiły doprowadzić do decydującej konfrontacji z PiS-em i skutecznie obnażyć jego nieprawości. (…) „Długi i przeważnie zwycięski marsz PiSu napotykał okazjonalne przeszkody w postaci sporów ideologicznych i wewnątrzfrakcyjnych rozgrywek „. (…) „Łudziliśmy się, zakładając, że Polska jest krajem o kulturze zachodniej, jednocześnie nic nie robiąc w tym kierunku, by się nim stała” – twierdzi Graff. „Wciąż mamy autorytarny system edukacji, a moralne wartości są zdominowane przez narrację kościoła katolickiego, który sam w sobie jest przecież instytucją autorytarną. Skąd więc to zaskoczenie, gdy się okazuje, że zwycięscy politycy też są autorytarni?’”
Komentarz: Zostaliście wrobieni. W języku, w jakim opisywane są działania PiSu, roi się od sformułowań w rodzaju przekupstwo i łapówki, a ludzie którzy na tę partię głosują, są określani mianem pozostawionych z tyłu i przegranych. PiS wygrał, bo zaoferował więcej pieniędzy. Tzw. zwykli ludzie, których wypowiedzi się przytacza w dziennikarskich materiałach, zawsze mają za sobą jakąś historię, która jakoby usprawiedliwia ich prawo do głosu. A głos ów zabierają nie w swoim własnym imieniu, ale w imieniu grupy odpowiednio zdefiniowanej przez autora tekstu. Te postaci pojawiają się epizodycznie i znikają, zanim ekspert zdąży zinterpretować ich słowa. Otrzymujemy strzępy tła (przyjechała na wiec autobusem…): to ramy, rzadko stosowane w dyskursie biznesu czy przez innych analityków. Dzięki pojawieniu się takich szczegółów narracji dowiadujemy się, że reporter faktycznie pojechał do danego kraju i rozmawiał z autentycznymi ludźmi. Ale narracja sama w sobie, wraz z naszkicowanym miejscem akcji i pobieżną charakterystyką rozmówcy, służą wywołaniu konkretnych wyobrażeń. Czasami w narracji pojawia się ktoś agresywny, krzykliwy, podpity, dodając lokalnego kolorytu. Platforma Obywatelska będzie zazwyczaj kojarzona ze stroną, którą eksperci konstruują semantycznie, używając sformułowań takich, jak państwo prawa, demokratyczna rzetelność itp. Podobne są różnice w użyciu czasowników, służących do opisu zachowań ludzi PiSu: oni się przeważnie posługują drwiną, podczas gdy inni argumentują. Lokalną mieszankę postaci wzbogacają niekiedy wypowiedzi osób reprezentujących kościół, ale są to najczęściej cytaty pochodzące z elukubracji zaciekłych fanatyków. Przedstawicieli LGBTQ+ nieodmiennie charakteryzuje się jako dzielnych, wiodących samotną bitwę. W tekstach bardzo rzadko, o ile w ogóle, mowa jest o związkach zawodowych czy o Solidarności; czasem znajdujemy w nich szczątkowe analizy struktury klasowej czy społecznej, ale często w ogóle brak takowych, a dane demograficzne są z góry ustawione (głównie pod kątem wieku – przy czym wyborcy PiSu to ludzie starsi – oraz płci, bo jak się dowiadujemy, mężczyźni bardziej lubią PiS); to samo dotyczy danych dotyczących regionów geogranifcznych (Polska B jest zacofana itp). Brak zniuansowanego zrozumienia, jak doszło do prymitywnej dychotomizacji ugrupowania znanego niegdyś jako PO-PiS na dwie fundamentalnie różne niezmienne w charakterze siły polityczne, zawłaszczające większość polskiego społeczeństwa… i czemu ten dwupodział jest tak trwały.
17 lipca 2020[57]
„The Economist”
„Oczy całej opozycji zwrócone są na Trzaskowskiego, który zgarnął ponad 10 milionów głosów. Niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej sugerują, że powinien on stanąć na czele nowego ruchu, który zjednoczy rozbitą opozycję, składającą się z ugrupowań umiarkowanych konserwatystów, liberałów i centrolewicowców. On sam – w wywiadzie emitowanym 14 lipca w prywatnej stacji – zapowiedział, że zamierza „odbudować partie polityczne” i „spożytkować energię obywatelską”, by zbudować nowoczesną, europejską Polskę. Oświadczył też, że ma zamiar pozostać na stanowisku prezydenta Warszawy. Po latach, w czasie których opozycję trapił brak wyrazistego lidera i wizji zdolnej porwać tłumy, Trzaskowski oferuje swoim liberalnym towarzyszom to, co dotychczas jawiło się jako coraz bardziej nieuchwytne: nadzieję.”
Komentarz: Wątły to kwiat. Owi „umiarkowani konserwatyści, liberałowie, agrarianie i centrolewicowcy” reprezentują rozbieżne interesy i ideały. Ich koalicję scala głównie postawa opozycji wobec PiSu. Zaś co do nadziei – można się domyślać, że tego uczucia nie brakowało wśród 51% głosujących na Dudę.
15 lipca 2020[58]
„The New Statesman”
„Już teraz wśród członków Platformy Obywatelskiej podnoszą się głosy, że Trzaskowski mógłby poprowadzić szeroki ruch. Oto osiem wskazówek przydatnych do jego zmontowania:
1. Potrzeba programu
Cokolwiek by się nie powiedziało o partii rządzącej, PiS na spójną ideologię i program (…) programy formułowane przez opozycję były raczej mgliste, reaktywne czy też stanowiące widoczny zlepek pomysłów, pospiesznie przygotowany na potrzeby zbliżających się wyborów (…) opozycja musi zadecydować, za czym naprawdę optuje. Nie wystarczy bowiem argument „jesteśmy przeciw PiS” (…) potrzebują zrozumiałego zestawu programów w poszczególnych obszarach, który pozostanie aktualny przez kilka lat, nie tylko w czasie jednej kampanii wyborczej. Jeden z punktów mógłby na przykład dotyczyć zadeklarowania poparcia dla związków partnerskich, zamiast dotychczasowego uchylania się od zajmowania konkretnego stanowiska czy zmieniania zdania w zależności od sytuacji.
2. Strzeżcie się „artystów jednego przeboju”
Takich „pięciominutowych cudów” polska polityka zaliczyła już kilka w ciągu ostatnich dziesięciu lat – ostatnie przykłady to centrolewicowa „Wiosna” czy liberalna „Nowoczesna”. Jeśli ruch Trzaskowskiego ma uniknąć podobnego losu, powinien zadbać o hasła odwołujące się do szerszej publiczności i unikać budowania wyłącznie wokół politycznej osobowości”.
3. Bazujcie na miastach.
4. …ale wychodźcie poza ich granice
Polska nie składa się wyłącznie z mieszkańców Warszawy, Wrocławia, Gdańska i kilku innych metropolii, więc opozycja nie może się ograniczać do oddziaływania na stosunkowo łatwych do pozyskania wyborców z terenów miejskich.
5. Niech „stara gwardia” ustąpi pola
Opozycja powinna wychowywać młodych przywódców, którzy wyrastali w dzisiejszej Europie.
6. Niech zabłysną kobiety
Opozycja powinna wysunąć na pierwszą linię utalentowane polityczki, dać im szansę objąć przywódcze stanowiska (…) przeciwstawić się społecznemu konserwatyzmowi reprezentowanemu przez PiS i tradycyjnego sojusznika tej parii, polski Kościół Rzymskokatolicki.
7. Zakotwiczcie Polskę w Europie
PiS od dawna oskarżało opozycję o brak patriotyzmu. Prezes Jarosław Kaczyński w czasie kampanii wyborczej wprost ogłosił, że Trzaskowskiemu brak „polskiego serca i duszy „. Ale tylko pozornie jest to przymus dokonania wyboru. Wystarczy, że opozycja zadeklaruje, iż koncentruje się na budowaniu silnej Polski w silnej Europie.
8. Należy myśleć perspektywicznie
Polityka to rozgrywka, w której buduje się strategię na wiele lat, a wygranie wyborów jest tylko jednym z etapów. Aby dokonać głębokich zmian politycznych, trzeba odważyć się wyjść ze strefy komfortu, nawiązać kontakt z nowymi grupami społecznymi i stopniowo przekształcać język polityki tak, by wyrażał postawę szacunku i tolerancji”.
Komentarz
Ten artykuł, opublikowany trzy dni po wygranej Dudy, stanowi kolejny przykład braku krytycznej samoświadomości autorki. Tłumaczy się nam, że „polityka jest grą na wiele lat”. Od pierwszego akapitu tekst jest budowany na niekwestionowanym przeświadczeniu autorki o swojej – i naszej – wyższości moralnej. „My” jesteśmy czyści, niesplamieni, lepsi. „My” wspieramy gejów, migrantów, mniejszości. Kiedy autorka wzywa opozycję do „zbudowania program”, odczuwamy niepokój. Czy chodzi o program w ogóle, czy też o taki, który jest „spójny”, jak ten wypracowany przez PiS? „Opozycja musi zadecydować, za czym właściwie naprawdę optuje”? Za słowem „naprawdę” stoi sugestia, że do tej pory opozycja zgłaszała stanowiska nie do końca odzwierciedlające jej pozycję, że nie była autentyczna deklarując, za czym stoi i czemu postanowiła zaistnieć jako byt polityczny. A może to określenie oznacza, że opozycja w rzeczywistości nie opowiada się za niczym, że jej front maskuje pustkę? Potrzebują zrozumiałego zestawu programów w poszczególnych obszarach, który pozostanie aktualny przez kilka lat, nie tylko w czasie jednej kampanii wyborczej. Jeden z punktów mógłby na przykład dotyczyć zadeklarowania poparcia dla związków partnerskich, zamiast dotychczasowego uchylania się od zajmowania konkretnego stanowiska czy zmieniania zdania w zależności od sytuacji”. Taki tekst w tygodniku, który – podejmując się komentowania spraw bieżących – mieni się stać na lewo od centrum, dowodzi braku umiejętności, by wyjrzeć poza świat, który zamieszkują owi „my”. „Opozycja powinna się skoncentrować na budowaniu silnej Polski w silnej Europie” brzmi niemal jak slogan, rzucony dziennikarzom przez polityka Platformy Obywatelskiej.
Podsumowanie
W czasie prezydenckiej kampanii wyborczej w 2020 roku całokształt narracji w przekazywanych informacjach i komentarzach był najwyraźniej mniej lub bardziej wypracowany. Brak refleksji na temat rosnącej fali populizmu, umniejszanie znaczenia każdej analizy opartej na przesłankach lewicowych, dokonywane w stylu dziennikarstwa Anne Applebaum – obciążył nawet najmądrzejszych z nas grzechem przeoczenia i zaniedbania.
Liberalne media w Wielkiej Brytanii i Polsce połączył sojusz, symblicznie przypieczętowany w sposobie rekonstruowania dwóch bytów: „ich” i „nas” – wzdłuż granic wyznaczanych przez przynależność obywatelską, wykształcenie i przynależność klasową.
LGBTQ może się stać nową awangardą liberalnej Polski.
Być może najsłabszym ogniwem[59] był fakt, że nie potrafiliśmy pojąć przyczyn sukcesu PiSu w kategoriach strukturalnych i socjoekonomicznych. Dużo było skupiania się na wymyślaniu dróg, jakie mogła obrać opozycja, by się ponownie wykreować, ale i to czyniono ograniczając się w dużej mierze do kategorii symbolicznych i w sposób mało określony. Zabrakło analiz podstaw porządku ekonomicznego społeczeństwa klasowego, nie wspomniano ani o pomysłach elit, jak przedlużać swoje istnienie, ani o ich wewnętrznych rywalizacjach.
Część 3: Niedokończony interes
Coraz głośniejsze stają się szepty. Król jest chory… król słabnie. W cieniach czai się Brutus z bronią w dłoni. Ale aktorzy nie wiedzą, że to produkcja „Juliusza Cezara” w reżyserii Mela Brooksa, a sztylet jest plastykowym rekwizytem. Tymczasem telewizja publiczna, TVP, wzorem najlepszych (najgorszych?) tradycji autorytarnej cenzury, nadaje informacje z antyrządowych demonstracji na Białorusi, nieugięcie ignorując fakt, że dosłownie przed ich oczami rozgrywa się wznowienie spektaklu, jaki rozgrywał się przed Polakami na początku lat 90. Czyżby rozpoczynała się nowa „wojna na górze”[60], tyle że w wersji „retro 2020”? Nawet duch Deborda[61] szepcze widmowym głosem: „to zaszło zbyt daleko”. Na ekranie przesuwają się obrazy milicyjnych pałek walących po głowach mińskich demostrantów. Tymczasem na włosku wisi życie polityczne Ziobry, ale ten spektakl został relegowany do kategorii wydarzeń bodajże nawet nie piątego rzędu.[62] Warszawska konferencja prasowa Ziobry – jego osobiste Idy marcowe[63], jakże znamiennie przesuwana w ciągu „roku pandemii covid-19” aż do dnia 21 września. Panuje atmosfera jak w czasie pokazowych procesów, gdy oskarżony przyznaje się do zarzucanych mu zbrodni i prosi o wybaczenie, dobrze wiedząc, że cokolwiek powie, i tak czeka go szubienica. „Wierzę, że koalicja Zjednoczonej Prawicy jest słuszna… jestem przekonany, że ten projekt ma przed sobą wielką przyszłość i może zdziałać wiele dobra dla Polski” – argumentuje Ziobro.
Sukcesja? To może zaczekać: Zignorujmy amatorskie zagrywki i zaklęcia. Właściwe pytanie, które wciąż powraca, brzmi: kto przejmie polityczny spadek po Kaczyńskim? Wszystkie rewolucje prędzej czy później wyczerpują siły i albo gasną, albo trzeba ożywić je zastrzykiem świeżej krwi. Ale kiedy zadać decydujący cios i kto pierwszy chwyci za sztylet spiskowca?
Każda kolejna ideologiczna i personalna utarczka, jaka wybuchała w obrębie trójcy nie-świętej Kaczyńskiego, Ziobry i Morawieckiego, miała zawsze jeden cel: zdefiniować następny etap ich partyjnego „projektu”. Po prezydenckiej elekcji przez całe trzy lata kalendarz wyborczy jest pusty, więc koalicja zamierza spożytkować ten czas na rozszerzenie starzejącej się bazy wyborczej – ale w obecnym okresie, gdy piętrzą się trudności gospodarcze spowodowane epidemią, nie ma w jej łonie zgody co do sposobu realizacji tego zadania. Tygodnie po opóźnionych wyborach prezydencki wypełnione były wewnętrznymi sporami i walkami podjazdowymi, których początek mogliśmy zaobserwować już w okresie między planowanym terminem wyborów a ich aktualną datą. Ziobro (i znowu pojawiający się na scenie Gowin) grają o wysoką stawkę. Powracają echa rozruchów z udziałem Andrzeja Leppera i Romana Giertycha w latach 2005–7. Tamta rozgrywka miała niefortunny dla PiSu finał: osiem lat spędzonych w ławach opozycji. Ziobro nawet nie udaje, że się zwraca do – formalnie biorąc przełożonego, czyli do premiera; rzadko też pojawia się na posiedzeniach rządu. Jest tajemnicą poliszynela, że najważniejsi ministrowie konsultują swoje decyzje na Nowogrodzkiej, ponad głową przywódcy rządu, kóry sam spędza tam niemal codziennie kilka godzin. Ale to, co obserwujemy, to nie tylko utarczki taktyczne i personalne, to również bitwa o samą duszę strategii PiSu, wybór między twardym projektem natywistycznym preferowanym przez Ziobrę, miękką wersją nacjonalizmu determinowanego przez wyzwania rynku w stylu a la Morawiecki – lub trzecią opcją, podyktowaną strategiczną koniecznością: wypracowaniem równowagi między tamtymi dwiema.
Mozół i zgryzota: …a przynajmniej tak wygląda ostateczna konstrukcja istniejących alternatyw, przeprowadzona za pomocą narzędzi ramowania dyskursu – szczególnie tych, które zostały skalibrowane na użytek zagranicznych odbiorców, przede wszystkim czytelników „Financial Times’a”[64]. Trzaskowski, nowy ulubieniec liberalnego centrum, z pewnością rozważa, który z uprzednio wspomnianych dwóch panów byłby lepszym kontr-partnerem pozwalającym jemu samemu zagrać kartą stabilnego centrysty – jakby wzorując się na Joem Bidenie. Czy PiS, które wykreowało epicką monumentalność walki politycznej, zejdzie na płaszczyznę codziennej normalności (pamiętacie hasło o „wodzie w kranie”?)… a więc rzucając Platformie wyzwanie na jej własnym terenie, czy też rozpęta kolejną rundę rewolucji?[65]
„FT” i inne czołowe tytuły wolałyby uznać, że można PiS opanować i oswoić, jeśli się ograniczy listę rozgrywających do skłonnego do negocjacji bizesowych Morawieckiego i zapewni, że jego bardziej prymitywni kumple nie otrzymają zaproszeń. Ale aby podtrzymywać tę wersję, nadzieję miłą wrażliwym sercom centrystycznie nastawionych liberałów, trzeba z góry zamówić stolik i wysłać stosowne zaproszenia. Pominięci zdefiniują nowe centrum przez sam fakt pominięcia, a ich nieobecność pozwoli powtórnie określić ramy, w jakich ukształtuje się nowa ideologiczna i polityczna równowaga – z nadzieją na to, że żarłoczna populistyczna bestia rozpadnie się na zwalczające się frakcje. Odzyskanie po pięcioletniej przerwie miejsca przy głównym stole obrad w Warszawie może okazać się zbawienne dla biznesu, może uda się wywrzeć ideologiczny nacisk, wykorzystując na ów przeraźliwie uprzejmy brytyjski sposób posiadane wpływy. Może nawet uda się zaprosić Lionela na „wywiad” w stylu tego, jaki przeprowadził z Władimirem Putinem.[66] „FT” już przecież kilkakrotnie spoglądał uwodzicielsko spod rzęs w kierunku Morawieckiego, od kiedy ten został polityczną grubą rybą.
A więc zaprosić premiera do stołu zastawionego przednimi trunkami, a Ziobrę cisnąć precz, do czarnej dziury medialnej w kształcie tej, która pochłonęła Corbyna. Czy jest lepszy sposób, niż ogłoszenie nowej rundy paniki moralnej[67]? Ziobro jako skrzyżowanie Feliksa Dzierżyńskiego i Joe McCarthy’ego.[68] Oczywiście dziennikarze żywią się i oddychają dworskimi intrygami, bo łapanie plotek to ocalenie przed doskwierającym duszy poczuciem, że się jest nic nie znaczącym kółeczkiem. Dzięki pogłoskom można trwać w przekonaniu, że człowiek przebywa w samym centrum stawania się historii. Naturalnym porządkiem rzeczy wokół każdego rządu koalicyjnego roi się od osób rozsiewających pogłoski, co daje dziennikarzom możliwości upolowania sensacji. Dorzucić należy silny absmak, jaki w zachodnich żurnalistach wzbudza PiS; dodatkowo potencjalna okazja, by umoczyć palce w polityce na najwyższych szczeblach władzy, daje koktajl, który łatwo uderza do głowy. Jest to jednak wybór selektywny o politycznym charakterze. Można próbować go legitymizować chęcią obrony ideałów demokracji liberalnej i aforyzmem o celu uświęcającym środki… ale gra tak czy inaczej pozostaje niebezpieczna.
19 września:
„The Financial Times”
Nowy ludowy diabeł[69]:
„Należący do frakcji „twardogłowych” minister sprawiedliwości (…) Ziobro wraz z poplecznikami wyznaczyli dogmatyczne pozycje. (…)Ziobro ustawia się na pozycji spadkobiercy Jaroslawa Kaczyńskiego… który, jak się obecnie sądzi, rozważa wycofanie się z pierwszych linii aktywności politycznej. (…) bezpardonowy gracz polityczny… przez zwolenników postrzegany jako bezkompromisowy bojownik ze zbrodnią i korupcją, podczas gdy krytycy twierdzą, że jakimś trafem jego przeciwnicy polityczni często zostają wpleceni w wątki jego śledztw. (…) Nawet w Zjednoczonej Prawicy znajdziemy osoby, które twierdzą, że nie zawaha się przed niczym, by zniszczyć swoich wrogów – objaśnia [Wojciech] Szacki. Nie tylko liberałowie się go boją, on budzi obawy również wśród ludzi o prawicowych poglądach”. (…) W lipcu Ziobro ogłosił zamiar wypowiedzenia przez Polskę tzw. Konwencji Stambulskiej [o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej], którą nazwał „wymysłem feministek, mającym usprawiedliwić wprowadzanie ideologii gejowskiej.
Morawiecki, człowiek, z którym można ubić interes: „premier Mateusz Morawiecki, człowiek o stosunkowo umiarkowanych poglądach, jest powszechnie postrzegany jako następca z woli Kaczyńskiego…” (…) „Jak donosi polska prasa, minister sprawiedliwości naciska na Kaczyńskiego, by zgodził się na zjednoczenie ich partii, co otworzyłoby Ziobrze i jego sojusznikom przejęcie kontroli nad Prawem i Sprawiedliwością po odejściu prezesa Kaczyńskiego. Ale sam Kaczyński stawia opór, chcąc zabezpieczyć dla Morawieckiego przyszłe stanowisko przywódcy partii. Gdyby doszło do wykluczenia Ziobry z obozu władzy, pozycja Morawieckiego stałaby się na tyle silna, że mógłby doprowadzić do sojuszu z frakcjami centrystycznymi, pozostawiając Ziobrze niezbyt pociągający wybór między próbą wypracowaia porozumienia a uzyskaniem przewagi nad Prawem i Sprawiedliwością poprzez alians ze skrajną prawicą.”
Przesuwanie ideologicznego ośrodka ciężkości: w reakcji na groźby Ziobry, że doprowadzi do drastycznego przesunięcia Zjednoczonej Prawicy na prawo, ugrupowania, które dotychczas postrzegano jako centrowe, stopniowo przesuwają się w tym samym kierunku. W konsekwencji tego dryfu Morawiecki staje się opozycją, przejmując w tym rolę Platformy Obywatelskiej – technokrata, menadżer, człowiek, który według wszelkich reguł był „jednym z nas”: koniec końców to przecież były bankier, żaden z niego awanturnik. Następnie rekalibracji ulega postać Trzaskowskiego, który z dotychczasowego liberala staje się „liberałem lewicowym” — jeśli lewicowość mierzyć stopniem sympatii do LGBT i „kwestii gender”, mimo iż ma dalekie od takiej pozycji poglądy (przypomnijmy chociażby jego stanowisko dotyczące progresji podatkowej). W ten sposób obecna lewica staje się skrajną lewicą, jeszcze bardziej znikając z horyzontu, niepotrzebna w tej ideologicznej Potiomkinowskiej wiosce[70]. Niektórzy publicyści angażowali się w semantycznie abstrakcyjne kalkulacje, by konstruować matryce ideologiczne, które zdradzały desperacką, o ile być może nieuświadomioną, potrzebę chronienia za wszelką cenę agendy zorientowanej na rynek – najczęściej poprzez ignorowanie koncepcji, które by mogły zagrażać udziałowcom spadkiem wartości ich dywidend. Platformie Obywatelskiej wolno było reprezentować dowolne stanowisko, jeżeli tylko dzięki niemu udałoby się usunąć populistów – wzorem strategii Joe’go Bidena w obliczu amerykańskich wyborów prezydenckich. A gdyby Trzaskowski nie odniósł sukcesu – w odwodzie mamy Morawieckiego. Obiecywano: oczyścimy stajnie Augiasza dowolnym sposobem, zaraz nazajutrz po kontrrewolucji. Przy braku i w zastępstwie rzeczywistej siły politycznej czy społecznej w centrum sceny znalazła się kwestia LGBT – jak listek figowy zakrywający pustkę. W londyńskim biurze redaktora FT słychać ciężkie westchnienie rezygnacji. Zgodnie z tą intrygującą kontra-logiką obserwujemy proces „uczłowieczania” Kaczyńskiego, znanego ze swej miłości do kotów; zachodzi jego połowiczna rehabilitacja, ponownie budząc nadzieję tych, którzy wierzyli, że można go udomowić. Król wciąż żyje.
Kolejna wojna na szczycie: Początek kryzysu przypadł na sierpień, kiedy Ziobro – krytykując „technokratyczną” frakcję zgromadzoną wokół Morawieckiego – ustalił swoją pozycję jako najgorliwszego ideologicznie uczestnika obozu władzy. Utarczki wewnątrz koalicji wyszły na jaw, gdy Kaczyński a początku września wspomniał o możliwości zmian w składzie gabinetu, by zredukować liczbę resortów. Solidarna Polska i Porozumienie miały wetdy po blisko dwudziestce stanowisk ministerialnych. Nie poparły one projektu ustawy o ochronie zwierząt przedstawionego przez Kaczyńskiego („Piątka dla zwierząt”) – Sejm przegłosował projekt dzięki pooparciu PO stosunkiem 356 głosów za, 75 przeciw i 18 wstrzymujących się[71]. Ustawa cieszyła się popularnością wśród młodych Polaków z miast, ale wzbudziła żywą wrogość rolników w regionach, które dotychczas stanowiły tradycyjną bazę wyborczą Prawa i Sprawiedliwości.
Morawiecki, nie chcąc zaostrzać relacji Polski z Unią, już przedtem opierał się zamiarom „ekstremistów” koalicyjnych, którzy podjudzali rząd do ostatecznej rozprawy ze środowiskiem LGBT i społecznościami walczącymi o prawa kobiet. Tymczasem Ziobro zażądał, by Morawiecki zawetował projekt budżetu Rady Europejskiej, w którym znalazła się propozycja uwarunkowania dostępu do unijnych funduszy od stanu praworządności. Po czym Ziobro ruszył z kopyta, jak na Ziobrę przystało, wzywając do całkowitego zakazu dla związków partnerskich, a nawet do wypowiedzienia przez Polskę Konwencji Stambulskiej przeciw przemocy wobec kobiet. Kilka dni wcześniej oskarżył Unię o domniemany „atak na demokrację” po tym, jak Parlament Europejski przyjął rezolucję krytykującą Polskę za działania naruszające praworządność oraz dyskryminację kobiet, społeczności LGBT i mniejszości. Powiedział, że Unia usiłuje narzucić Polsce swoją agendę i swoje wartości, tym samym ujawniając brak szacunku do poglądów wyznawanych przez większość katolickiego narodu. Polsa i Węgry, jak stwierdził, są „nieustannie wystawione na cel lewackich ataków”. W tym samym czasie Morawiecki w trakcie wizyty na Litwie powiedział, że jego rząd nie ma „żadnych istotnych zatargów” z Brukselą, chociaż trzeba odnotować pewien „brak zrozumienia” Unii Europejskiej dla potrzeby naprawy polskiego systemu prawnego. No proszę – równiacha!
We wrześniu konflikt wkroczył w faze krytyczną. Dotychczas Ziobro był „zbrojnym ramieniem Kaczyńskiego” w bitwie o przejmowanie sądów i realizację prezydenckich planów pozbycia się większości składu Sądu Najwyższego. Nikt inny w całym PiS-ie nie potrafił się do tego zabrać tak stanowczo i bez pardonu, jak Ziobro. Sytuację pogarszał fakt, że zeloci głosowali przeciw projektowi ustawy tak drogiej sercu Kaczyńskiego – dotyczącej zakazu hodowli zwierząt futerkowych i ograniczeniu uboju rytualnego. „W Polsce standardy dotyczące zwierząt powinny być nie gorsze, a może nawet lepsze niż w krajach zachodnich” nawoływał Kaczyński, miłośnik kotów.
Po warszawskich salonach krążyły rozmaite spekulacje i pogróżki. Ponoć ludzie Gowina, a już na pewno Ziobryści, z żoną i bratem na czele, mogli być usunięci z zarządów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa. Słyszano, że Kaczyński już trzy tygodnie przed 19 września, kiedy to pogłoski o koalicyjnych zamieszkach doszły do publicznych uszu, rozkazał Jackowi Sasinowi, od 2019 roku piastującemu stanowisko wicepremiera i ministra skarbu, by sprawdził, ktore spółki „należą” do Ziobry – czyli w których jego ludzie mają prominentne stanowiska. Lista była długa. Żona była członkiem zarządu spółki Link4, a brat pracował dla banku Pekao. Mówiło się, że Ziobro miał też stronników w zarządach Orlenu, Tauronu, Elektrociepłowni Będzin i PGNiG. Ponadto udało mu się umieścić „oddanych wspólników” w radach nadzorczych spółek Kraków Airport, Grupa Azoty i Polski Holding Obronny.
Jak długo się dało, Ziobro próbował odwrócić uwagę od toczących się sporów, ale wszystko zdawało się wskazywać na zbliżający się koniec. Po pierwsze: sprawa katastrofy smoleńskiej. Polski sąd wydał nakaz zatrzymania trzech rosyjskich kontrolerów lotów, którzy mieli dyżur 10 kwietnia 2010 roku. Był to pierwszy krok do wydania międzynarodowego nakazu zatrzymania. Prokuratura stwierdziła, że kontrolerzy „przewidywali, że może dojść do katastrofy” przed wydaniem pilotom warunkowej zgody na lądowanie. Dalej: 21 września prokuratura wystąpiła z oskarżeniem wobec właściciela banku Leszka Czarneckiego o oszustwo na szkodę klientów Idea Bank. Ziobro znalazł czas w niesłychanie wypełnionym grafiku, by powtórzyć decyzję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z 2019 roku, stwierdzającą, że Idea Bank dezinformował klientów, którym sprzedawał akcje wydane przez windykatora wierzytelności, spółkę GetBack. Roman Giertych, niegdyś przewodniczący Ligi Polskich Rodzin, a w 2020 roku prawnik Czarneckiego, oświadczył, że oskarżenie było „groteskowe i powiązane z medialnymi spekulacjami, że może dojść do jego dymisji w wyniku napięć w koalicji rządzącej”.
W końcu Morawiecki przestał być zagrożeniem dla Kaczyńskiego, poniósłszy klęskę w rozmowach z PSL-em. Morawieckiemu nie udało się doprowadzić do utworzenia w sejmikach wojewódzkich nowej, centroprawicowej formacji z udziałem partii ludowców. Rozmowy spełzły na niczym, nie przekonał do swojej koncepcji lidera partii Władysława Kosiniaka-Kamysza, a nie było widoków na inne koalicje sejmowe, skoro współpraca z PO czy z Lewicą była wykluczona, a Konfederacja nie okazała zainteresowania wejściem do gabinetu kontrolowanego przez PiS. Sami Konfederaci zajmowali się właśnie aktywnym występowaniem po stronie rolników, rozjuszonych „piątką dla zwierząt”. PiS mógł wprawdzie zaryzykować i pójść na samodzielność, ale rząd mniejszościowy oznaczał polityczną wegetację, co jest problematyczną opcją, szczególnie dla kogoś, kto jak Kaczyński miał ambicję zasadniczej przebudowy państwa. W tym czasie sondaże ukazywały topniejącą przewagę PiSu, która mogła nie wystarczyć do uzyskania większości w razie wcześniejszych wyborów – podczas, gdy żaden z partnerów koalicyjnych nie zdobył w tychże sondażach wystarczającej liczby zwolenników, by w ogóle dostać się do sejmu.
Małpa czy kataryniarz? Było jasne, że sam Ziobro dąży do zaostrzenia konfliktu nie z Kaczyńskim, ale z Morawieckim, którego postrzegał jako „obce ciało” na politycznej prawicy. Ale w aktualnym składzie sejmu znalezienie owej większości zakrawało na cud, a wcześniejsze wybory stanowiły niebagatelne ryzyko. Dlatego w końcu doszło do tego, że Kaczyński wszedł do rządu. Co innego pozostawało mu w sytuacji, gdy obecny premier jest czynnym uczestnikiem konfliktu, zamiast pełnić rolę arbitra? Niektórzy z ważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości z niechęcią podchodzili do perspektywy udzielenia czynego poparcia Morawieckiemu, chociaż nie mogli mu się otwarcie sprzeciwić, jak długo miał za sobą wsparcie prezydenta.
[1] Charlemagne, „How Hungary’s Leader, Viktor Orban, Gets Away With It,” [Jak przywódcy Węgier Viktorowi Orbanowi uszło na sucho], The Economist, 2 kwietnia 2020.
[2] Procedowany jako „inicjatywa obywatelska” projekt ustawy zakładał zakaz aborcji w wypadku, gdy badania prenatalne pokazały poważne i nieodwracalne uszkodzenia płodu – jeden z wyjątków dopuszczających w Polsce zabieg usunięcia ciąży. Zmiany zostały zalegalizowane w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego jesienią 2020 roku.
[3] Inicjatorzy przesłali projekt ustawy, nazywanej skrótowo „Stop pedofilii”, do Sejmu: patrz, Rhuaridh Marr, „Poland Debates Law to Ban Sex Education by Labeling Teachers as Gay Activists and Pedophiles,” [Polska rozważa prawo, zabraniające edukacji seksualnej przez piętnowanie nauczycieli jako gejowskich aktywistów i pedofilów]. Metroweekly, 22 kwietnia 2020.
[4] 27 kwietnia zaobserwowano Dudę w rozmowie telefonicznej z papieżem Franciszkiem. W nadchodzących dniach do Watykanu dotarł ładunek środków dezynfekcyjnych, wysłanych z Polski z przeznaczeniem do rozdania wśród najbardziej potrzebujących. Wracając z niebiańskich wyżyn na ziemię – 1 maja Duda obiecał, że rząd podniesie zasiłki dla bezrobotnych.
[5] Fredom House, organizacja non-profit założona w 1941 roku przez Wendella Wilkiego i Eleanor Roosevelt, przygotowuje coroczny raport Freedom in the World o stanie demokracji i wolności we wszystkich państwach świata
[6] 24 kwietnia Komisja Europejska stwierdziła, że regulacje pozwalają poszczególnym krajom Unii na blokowanie transferu środków z funduszy wsparcia „koronawirusowego” do przedsiębiorstw zarejestrowaych w rajach podatkowych. 8 kwietnia Morawiecki zapowiedział, że duże przedsięniorstwa, które chcą ubiegać się o rządowe dotacje z funduszu o całkowitej wysokości 6 miliardów dolarów, muszą płacić podatek od działalności w kraju.
[7] „A Postal Vote in Poland Could Entrench Populists,” [Wybory pocztowe w Polsce mogą umocnić pozycję populistów] The Economist, 6 kwietnia 2020.
[8] Jak ujawnił sondaż opinii przeprowadzony w kwietniu przez ECFR, jedną z największych różnic dzielących Polaków popierających Dudę i tych, którzy wybierają opozycję, jest stosunek do Europy. „Poland’s Presidential Election: Three Battles for the Future of Europe”, [Polskie wybory prezydenckie: trzy bitwy o przyszłość Europy] Piotr Buras, European Council on Foreign Relations, 6 maja 2020.
[9] „Poland’s TVP Public Television Rift Reveals PiS Party Split,” [Potyczka o polską telewizję publiczną ujawnia rpzłam w partii], Deutsche Welle, 3 marca 2020.
[10] Intelektualistka w obronie PiS: „można odnieść wrażenie, że zagraniczni korespondenci wielkoformatowych gazet w rodzaju Le Monde mają listę kontaktów, która nie zmieniła się od 25 lat i składa się z tych samych numerów telefonów dziennikarzy z Gazety Wyborczej.” Agata Wereszczyńska, „Foreign Media Reports: Poland’s Image in the Western Press,” [Relacje zagranicznych mediów: Obraz Polski w prasie zachodniej], The Warsaw Institute Review, 22 czerwca 2017.
[11] Aleks Szczerbiak, „Will the Polish Government Collapse?” [Czy polski rząd upadnie?] The Polish Politics Blog: Analysis of the Contemporary Polish Political Scene, [Polski blog polityczny: analiza współczesnej polskiej sceny politycznej]. 4 maja 2020.
[12] Oświadczenie podpisali byli prezydenci: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski oraz niektórzy z byłych premierów, w tym Ewa Kopacz, Kazimierz Marcinkiewicz i Leszek Miller.
[13] „Poland: Opposition Slams Presidential Election by Post,” [Polska: Opozycja skreśla wybory pocztowe] Deutsche Welle, 25 kwietnia 2020.
[14] Adam Easton, „Polish State Becoming Authoritarian, Top Judge Gersdorf Says,” [Naczelna Sędzia Polski Gersdorf oświadcza: Państwo polskie staje się autorytarne], BBC News, 30 kwietnia 2020.
[15] Kamil Zaradkiewicz – do 2016 dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego w kwietniu 2016 roku poproszoy o rezygnajcę „z powodu utraty zaufania” (ootrowersyjne wypowiedzi, podważające autorytet TK). Od 2018 sędzia Sądu Najwyższego. W 2020 pełniący obowiązki pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, zrezygnował z tej funkcji 15 maja teego roku.
[16]„ Potężny kac w obozie władzy”, Gazeta.pl,. 8 maja 2020.
[17] „Kaczyński Turning Poland into ‘Franco’s Spain,’”[Kaczyński zmienia Polskę w „Hiszpanię z epoki Franco>], EUObserver, 8 maja 2020.
[18] „Balancing National Sovereignty and International Cooperation: Conclusions from the Coronavirus Pandemic,” [Równoważąc narodową suwerenność z międzynarodową współpracą: Wnioski z pandemii koronawirusa], The Washington Post, 8 maja 2020.
[19] „Strefą Osiedlenia” nazwano obszar w granicach rosyjskiego imperium, w granicach którego mogli osiedlać się Żydzi. Został stworzony jako część Rosji carskiej po tym, jak w wyniku zaborów Polski w 1772, 1793 i 1795 duża liczba Żydów stała się mieszkańcami Rosji.
[20] W książce „1984” termin ten oznaczał istnienie dwóch koncepcji, które, acz wzajemnie się wykluczające, uznawano za całkowicie spójne.
[21] Tak powiedział Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura think tanku Rady Europy ds. Stosunków Zagranicznych, w rozmowie z Reporting Democracy trzynastego maja 2020.
[22] Jan Cienski and Zosia Wanat, „Poland’s Schrödinger’s Election” [Polskie wybory Schrödingera], Politico, May 5, 2020.
[23] https://wyborcza.pl/7,82983,25935538,co-z-wyborami-konferencja-szymona-holowni.html [przyp. Tłum]
[24] Magda Wrzos, „Hołownia zdobył mistrzostwo internetu. Z tym medalem goni Dudę,” Onet.pl, May 12.
[25] „Polish Government Considers Law Forcing NGOs to Declare Foreign Funding,”[Polski rząd rozważa prawo zmuszające organizacje pozarządowe do deklarowania zagranicznych datków] Reuters, 11 maja 2020.
[26] „Kaczyński: uratowaliśmy możliwość przeprowadzenia wyborów zgodnie z prawem,” Onet, May 13, 2020.
[27] Afera Amber Gold, która wybuchła w 2012 roku, była jednym z największych skandali biznesowych w Polsce od upadku komunizmu w 1989 roku.
[28] https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,143907,25949938,czlowiek-awaria-zastapil-prawdziwa-prezydent-tvp-info-reaguje.html
[29] Slawomir Sierakowski, „The Polish Opposition’s Last Chance,” [Ostatnia szansa polskiej opozycji] BalkanInsight, June 5, 2020.
[30] Gazeta.pl, 5 czerwca 2020.
[31] Piotr Buras, „First Hungary, Now Poland: It’s Time for Europeans to Speak Out Against COVID-19 Power Grabs,”[Najpierw Węgry, potem Polska: czas by Europejczycy przemówili przeciw sięganiu po władzę pod płaszczykiem COVID-19], Euronews, 15 kwietnia 2020.
[32] „The Guardian View on Poland’s Presidential Election: Call it Off. Editorial.” [Co sądzi The Guardian o wyborach prezydenckich w Polsce: Odwołać je. Artykuł wstępny], The Guardian, 5 maja 2020.
[33] Timothy Garton Ash, „A Better World Can Emerge After Coronavirus: Or a Much Worse One,” [Po Koronawirusie może się wyłonić lepszy świat – albo o wiele gorszy], The Guardian, 6 maja 2020.
[34] Alex Zevin, Liberalism at Large: The World According to the Economist, [Liberalizm uwolniony: świat według The Economist] (London: Verso, 2019), 392; Timothy Garton Ash, „The Battle for EU Membership is Lost, but a European England is Still Possible,” [Przegraliśmy bitwę o członkostwo w Unii Europejskiej, ale wciąż jest możliwa europejska Anglia], The Guardian, 14 grudnia 2019; Owen Jones, „Corbyn and Sanders May Have Gone, but They Have Radically Altered Our Politics,” [Corbyn i Sanders odeszli, ale zdołali przedtem radykalnie zmienić naszą politykę] The Guardian, 16 kwietnia 2020.
[35] Annabelle Chapman, „Why Poland’s ‘Ghost Election’ Sends a Warning About its Democracy,”[ Czemu polskie wybory-widmo są sygnałem ostrzegawczym dla jej demokracji] The New Statesman, 12 maja 2020.
[36] Shaun Walker, „Poland Holds Ghost Election with 0% Turnout,”[W Polsce wybory-widmo. Zerowa frekwencja] The Guardian, 11 maja 2020.
[37] The Guardian, 17 maja 2020.
[38] James Shotter, “„Poland Postpones Presidential Vote after Bid to Defy Pandemic,”[Polska przesuwa termin wyborów prezydenckich po próbie pokonania pandemii], Financial Times, 6 maja 2020.
[39] Ben Sixsmith, „Poland is Having its Own ‘Dominic Cummings Moment,’” [Polska przeżywa własny „moment Dominika Cummingsa”] The Spectator, 29 maja 2020. Kolejny tekst to: James Shotter, „Covid-19 puts Polish Logistics and Transport Groups to the Test,” [Covid-19 testuje polskie grupy logistyczne i transportowe], The Financial Times, 29 maja 2020.
[40] Shaun Walker, „Polski prezydent składa w kampanii wyborczej obietnicę „walki z idologią LGBT” The Guardian, 12 czerwca 2020.
[41] Psefologia: nauka o wyborach, systemach wyborczych i prawach wyborczych (Słownik Języka Polskiego).
[42] Shaun Walker, „Zaproszenie polskiego prezydenta Dudy do Białego Domu to przedwyborcza ostroga podarowana mu przez Trumpa”, „The Guardian”, 17 czerwca 2020.
[43] Shaun Walker, „Im bliżej wyborów, tym bardziej polski prezydent łagodzi retorykę homofobiczną” The Guardian, 19 czerwca 2020.
[44] James Shotter, „Warsaw’s liberal mayor mounts election challenge to Andrzej Duda, The Financial Times, 21 June, 2020
[45] Dariusz Kałan, „Polska młodzież w gminie „wolnej od LGBT> daje poparcie kandydatowi na prezydenta Robertowi Biedroniowi – gejowi i ateiście”, „The Sunday Times”, 21 czerwca 2020.
[46] Timothy Garton-Ash, „Jeśli chcecie posmakować goryczy polskiego populizmu, obejrzyjcie wieczorne wiadoości”, The Guardian, 25 czerwca 2020.
[47] Oliver Moody, Maria Wilczek, „Spotkanie Donalda Trumpa z Andrzejem Dudą może zadecydować o przyszłości Polski”, The Times, 25 czerwca 2020.
[48] „Jak The Guardian postrzega polskie wybory: duma versus uprzedzenia. Artykuł wstępny”, The Guardian, 26 czerwca 2020. [w oryginale duma to „pride”, słowo będące hasłem parad społeczności LGBT – przyp. Tłum.]
[49] Agata Pyzik, „Polacy głosują jako podzielony naród, Czy wybory przyniosą prawdziwą zmianę?” The Guardian, 26 czerwca 2020. Również: jak donosi „The Guardian” 29 czerwca, państwa członkowskie Unii Europejskiej uważają, że ze względu na prawicowe przechylenie, Polska powinna dostać mniejsze dotacje z funduszu na przeciwdziałanie skutkom epidemii Covid-19; The Financial Times, 29 czerwca: Druga tura w polskich wyborach prezydenckich oznacza, że kandydaci muszą sięgnąćpoza swoje naturalne bazy wyborcze
[50] Shaun Walker, ‘Zrównane szanse kandydatów w wyścigu do fotela prezydenckiego w Polsce mogą spowolnić wzrost populizmu’, The Observer, 5 lipca 2020
[51] Opinia:Przed Polską stoi wybór miejsca, jakie zajmie w świecie’, The Financial Times. 9 lipca 2020
[52] Christian Davies, „Przyszłość Trzeciej Rzeczpospolitej” definiuje przebieg drugiej tury wyborów prezydenckich w Polsce”, 9 lipca 2020, The Guardian
[53] Jon Henley, „Reelekcja Andrzeja Dudy przyczyni się do wzrostu napięcia między Polską a Unią Europejską”, 13 lipca 2020, The Guardian
[54] Grupa (Klub) Bilderberg – od nazwy hotelu, w którym doszło do pierwszego spotkania . Międzynarodowe stowarzyszenie osób ze świata polityki i gospodarki, organizujące coroczne spotkania najwyższej rangi polityków, członków zarządów wielkich instytucji międzynarodowych, znaczących fundacji, banków i korporacji o globalnym zasięgu i wpływie. Podczas spotkań za zamkniętymi drzwiami omawiane są najważniejsze w danym czasie dla świata sprawy dotyczące bezpieczeństwa, polityki i gospodarki. Z Polaków w spotkaniach brali udział m.in. Hanna Suchocka, Andrzej Olechowski, Jan Rostowski, Aleksander Kwaśniewski, Jolanta Pieńkowska i Rafał Trzaskowski, zaproszony w 2019 roku.
[55] Jak The Guardian zapatruje się na polskie wybory: „to dobry dzień dla nietolerancji’, 13 lipca 2020.
[56] Christian Davies, ‘It feels like it’s game over’: Polish liberals despair after Duda’s win July 15, 2020, The Guardian
[57] 15 lipca 2020, The Economist.
[58] Annabelle Chapman, „Osiem wskazówek, które polska opozycja liberalna może budować działania po wyborach prezydenckich” The New Statesman, 15 lipca 2020.
[59] Sean Walker, „Stając po stronie „prawdziwej” Polski: jak Duda wykorzystał podział między wyborcami z miast i wsi, by zwyciężyć w wyborach”, 18 lipca, 2020, „The Guardian”.
[60] „Wojną na górze” określano konflikt, który wybuchł w 1990 roku między Lechem Wałęsą a rządem Tadeusza Mazowieckiego, początek formowania się prawicy z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Wałęsa tak uzasadniał cel swoich działań: Potrzebna jest wojna na górze, by na dole był spokój
[61] Guy Debord, francuski myśliciel i filozof, jeden z założycieli Międzynarodówki Syjonistycznej, w swoich książkach analizuje nowoczesne formy alienacji, tropiąc je w wolnorynkowym kapitalizmie i socjalistycznej organizacji, mówiąc o „społeczeństwie spektaklu” jako współczesnej formie egzystencji społecznej.
[62] Douglas Kellner, Spektakl medialny I kryzys demokracji: terroryzm, wojna I bitwy wyborcze, (London and New York: Routledge: 2005).
[63] W rzymskim kalendarzu idy to dzień przypadający na połowę miesiąca. W sztuce Szekspira Juliusz Cezar otrzymał od Wróżbity przepowiednię „strzeż się Idów Marcowych” i faktycznie, 15 marca 44 roku cesarz został zabity przez senatorów, którzy zawiązali w tym celu słynny spisek.
[64] Christian Davies, „Bitwa o władzę w sercu zamieszania politycznego w Polsce”, The Financial Times, 19 września 2020.
[65] Tom Blackburn, „Zwycięstwo Bidena nie przywróci normalności”, The Guardian, 19 września 2020; patrz również: Fintan O’Toole, Polityka bólu: powojenna Anglia i eskalacja nacjonalizmu (London: Liveright, 2019).
[66] https://www.youtube.com/watch?v=pcmZFJRikqM. Zapis wideo. Lionel Barber był w latach 2005-2020 naczelnym redaktorem The Financial Times.
[67] Pojęcie ukute w 1972 przez socjologa Cohena na określenie szybko się rozprzestrzeniającego niepokoju społecznego, choćby domniemany powód był wydumany (jak opisany w brytyjskich mediach koflikt dwóch subkultur młodzieżowych, „modsów” i „rockersów”, wzbudził w czytelnikach przekonanie, że wojenki młodych stanowią poważne zagrożenie).
[68] Stanley Cohen, Ludowe diałby i panika moralna: Narodziny „modsów” i „rockersów” (London: MacGibbon and Kee, 1972); Amanda Rohloff, Przesunięcie środka ciężkości? Panika moralna jako narzędzie procesów cywilizującego i de-cywilizujące (London: Routledge, 2011).
[69] „Diabeł ludowy” (folk devil) to termin użyty przez brytyjskiego socjologa S. Cohena w książce, w której użył ramy „paniki moralnej” w analizie dyskursu, na przykładzie niepokoju, jaki w społeczeństwie podsycały media opisując walki modsów i rockersów
[70] Grigorij Potiomkin miał budować fałszywe przenośne „wioski”, by pokazać cesarzowej Katarzynie swój sukces w kolonizacji prowincji odbitej Turkom Osmańskim. Przyjęło się jako określenie tworzenia fasadowych konstrukcji – mistyfikacji, mającej na celu wywarcie dobrego wrażenia i ukrycie prawdziwej natury sytuacji.
[71] 38 posłów PiS – w tym politycy Solidarnej Polski – sprzeciwiło się ustawie, a 15 – m.in. z Porozumienia – wstrzymało od głosu.

Leave a Reply